I znów na mojej politechnice trwają zapisy na kursy. I jak to zwykle bywa, niektórzy studenci nic nie wiedzą. Nie mam tu wcale na myśli, że nie wiedzą, czy wybrać laboratorium o 11 rano, czy może o 15 innego dnia, ale to, że nie kompletnie nie ogarniają sytuacji. Z drugiej strony uczelnia wcale nie pomaga tego zrozumieć.

Zapisy polegają tu na wybraniu zajęć ze strasznie długiego katalogu kursów, tak aby się nie pokrywały ze sobą. Jak już się chwilę przy tym posiedzi, to można ułożyć sobie całkiem zgrabny plan z nie najgorszymi prowadzącymi. Problemy zaczynają się przy samych zapisach, bo każdy student otrzymuje konkretną godzinę i ma trzydzieści minut na wpisanie odpowiednich kodów do systemu. A wtedy zaczynają się schodki, bo niektórzy, mimo że powtarzają tę czynność od kilku semestrów, dalej nie wiedzą o co biega. Smutne, ale prawdziwe.

Zawsze śmieszy mnie jedna dziewczyna, która każdy swój problem opisuje w grupie na facebooku. Każdy choć trochę związany z uczelnią. Jest to męczące, szczególnie w czasie zapisów, tuż przed jakimkolwiek kolokwium, egzaminem, czy rozpoczęciem jakiegoś nowego tematu. Jeżeli w katalogu kursów jest napisane, że zajęcia odbywają się w godzinach 11.15 – 13.15, to właśnie wtedy się odbywają, nie? Dodatkowo ostatnie zajęcia w styczniu będą o połowę krótsze. A ona nie potrafi tego zrozumieć.

Podobnie, choć mniej drastycznie, jest z kilkoma innymi osobami. Spamują mi w ten sposób na tablicy, co jest bardzo nieprzyjemne.

Jedyne z czym ja mam problem, to wybór języka obcego i jego poziomu, ale na to mam jeszcze tydzień. Na szczęście na stronach różnych wydziałów politechniki można się łatwo doinformować.

No cóż, takie zapisy to niezły stres, więc idę się zrelaksować przy jakimś dobrym serialu.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail