Postanowiłam dziś rano, że zrobię mojemu kochaniu niespodziankę i przygotuję mu pyszny obiad. Tak więc o 8:30 pełna sił i energii umyłam twarz, zęby, ubrałam się i poszłam na zakupy. Potrzebowałam czegokolwiek, ponieważ jadę jutro do domu i nie miałam już żadnych zapasów w studenckiej lodówce.

Mój wzrok przykuł zieloniutki brokuł, stwierdziłam więc, że świetnie nada się jako “warzywko” do niesprecyzowanego jeszcze obiadu. Kilka kroków za warzywniakiem był sklep mięsny. Wtedy pomyślałam sobie: raz kozie śmierć – przygotuję jakieś mięsko. Tu przyznaję się, że do tej pory moja przygoda z mięsem polegała na odgrzewaniu sobie kotletów, rolad i panierowaniu. Zaryzykowałam jednak i kupiłam dwie małe piersi z kurczaka.

Brokuł standardowo wrzuciłam na trzy minuty do gotującej się wody, obrałam ostatnie ziemniaki, które miałam i zabrałam się za kurczaka. Nie wiedziałam od czego mam zacząć, więc odkroiłam najpierw włókniste części, które nie wydawały mi się zjadliwe. Następnie ostrym nożem przekroiłam mięso w środku tworząc kieszonkę. Do środka włożyłam resztkę sera żółtego z lodówki. Posoliłam delikatnie mięso. Następnie zabrałam się za jedyną część, z którą jestem “obcykana”, czyli panierowanie. Najpierw pokryłam piersi cienką warstwą mąki, później lekko roztrzepanym jajkiem i na końcu mąką tartą. Moją sztuczką przy panierowaniu jest lekkie przyklepanie dłonią bułki tartej na samym końcu – wtedy nic nie powinno odchodzić. Całość usmażyłam na oleju słonecznikowym. Wyszły przepyszne dewolaje z serem.

Pyszny obiadek w wykonaniu zielonej małpy

 

 

***

Ogólnie muszę się pochwalić, ponieważ wczoraj oficjalnie skończyłam pierwszą sesję egzaminacyjną w moim życiu z wynikiem raczej pozytywnym – tylko jeden kurs niezaliczony. Zaliczyłam na 4 egzamin, który w pierwszym terminie zdała garstka, co sprawia, że satysfakcja jest tym większa.

Pozdrawiam Was, moi drodzy,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail