Nie ma to jak dobra zabawa.

Właśnie przed chwilą wróciłam ze zjeżdżania z górki. Tak – ja – prawie dwudziestoletnia studentka, zamiast się uczyć, wyszłam sobie ze współlokatorami na pobliskie wzniesienie i bawiłam się wyśmienicie. Nie byliśmy tam długo – zaledwie pół godzinki, ale zeszły ze mnie wszystkie negatywne emocje ostatnich dni i stres.

Miło było przypomnieć sobie dzieciństwo, kiedy to zawsze z tatą chodziłam do parku pozjeżdżać na sankach. Podobnie było z kuligiem – jak tylko była taka możliwość, a tato miał czas, zaczepialiśmy sanki o samochód albo ciągnik i  razem z bratem świetnie się bawiliśmy. Kiedy wracaliśmy, byliśmy przemoknięci do suchej nitki i przemarznięci aż do kości, ale starczył kubek gorącej herbaty i stary kaflowy piec, aby nas rozgrzać i wysuszyć.

Ostatnie dni są dla mnie stresujące – zaliczenia, kolokwia i zbliżające się egzaminy pochłaniają znaczną część mojego wolnego czasu. Przez to mogę odstresować się tylko na chwilę lub dwie. Trochę ciężko znaleźć mi chwilę na napisanie notki, bo ja jednak nie prowadzę tego bloga na odwal – kiedy nie mam nic do powiedzenia, nie piszę, albo dzielę się moją dotychczasową twórczością – a żeby zrobić coś porządnie, potrzeba troszkę czasu.

Jak tylko skończy się najgorsze zamieszanie, postaram się pisać codziennie i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kilku nowych stałych czytelników. Będę znów odwiedzała Wasze blogi, co ostatnio całkowicie zaniedbałam.

 

Ja wracam do nauki,

pozdrawiam ciepło,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail