Już od jakiegoś czasu próbuję rozwiązać problem wewnętrznej równowagi. Mojej własnej równowagi. Zawsze miałam bowiem problemy ze zdefiniowaniem wizji mojej przyszłości. Chciałam wszystkiego naraz, a wiem, że to niemożliwe.

Chciałam skończyć liceum z wyróżnieniem – udało mi się. Chciałam zdać egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem – prawie się udało (za drugim). Chciałam znaleźć swój ideał mężczyzny – wiem, że mi się to nie uda.

Chcę zbyt wiele za jednym razem. Zdaję sobie sprawę, że przy odpowiedniej ilości ciężkiej pracy pozornie osiągnęłabym swoje cele. Ale czy byłabym szczęśliwa? Gdzie w nieustającym ciągłym wysiłku umysłowym i fizycznym znaleźć czas na drobne przyjemności? Gdzie czas na bycie sobą?

Takie pytania nurtowały mnie dość długo. W końcu stwierdziłam, że bycie szczęśliwą jest dla mnie ważniejsze od zdobycia Nagrody Nobla (lekka przesada). Nie straciłam swoich ambicji, po prostu trochę więcej czasu poświęcam sobie i osobom, które są dla mnie ważne.

Dzięki temu mam energię, aby walczyć o swoje i azyl, w którym mogę schronić się po porażce. Zauważyłam, że wcale nie tak trudno znaleźć czas dla kogoś, na kim mi zależy. Bo zawsze się da choćby krótką chwilkę. I tu właśnie tkwi źródło mojej równowagi.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail