Święta święta i po świętach. Brzuszek pełen smakołyków: ciast, ciastek, ciasteczek, karpia, pstrąga, filetów w occie i innych pyszności. Oczywiście nie zabrakło pomarańczy i mandarynek. Z prezentów też jestem zadowolona (i to bardzo) mimo, że nie były to cuda niewidy za grube tysiące.

Po przerwie wracam do pisania notek (przepraszam moich fanów za brak notek w ciągu ostatnich trzech dni). Nie wiem, może jakiś wielbiciel gdzieś tam się ukrywa.

Oglądałam dziś na facebooku zdjęcia mojej sąsiadki. Jej dwie córeczki zostały dosłownie zasypane prezentami. Lalki, pluszaki, ubrania, zabawkowe piecyki… Ja nigdy nie dostałam aż tyle za jednym razem. Proszę nie szukać w moich słowach żalu czy zazdrości, bo w rzeczywistości ani jedno ani drugie przeze mnie nie przemawia. Ja zawsze dostawałam stosunkowo niewiele i mimo to nigdy nie czułam niedosytu. Najbardziej cieszyłam się z książek, które znajdowałam kiedyś co roku pod choinką.

Kiedy patrzę na dzisiejsze dzieci, jest mi ich trochę żal. Trafiłam kiedyś na pewien mądry cytat, który mówił, że jeśli nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy, to skąd pewność, że będziemy cieszyć się z dużych? Jest to jedna z najmądrzejszych i życiowych myśli, jakie znalazłam na przestrzeni lat. Osoba przyzwyczajana od dzieciństwa do posiadania wielu rzeczy, do udogodnień, będzie od życia zawsze chciała coraz więcej. W końcu pewnego dnia zapragnie tyle, że albo zacznie krzywdzić ludzi dookoła siebie, albo niemożliwość osiągnięcia tego uniemożliwi odczuwanie szczęścia. Więc lepiej korzystać z wszystkiego z umiarem. Tyle na temat posiadania.

Jak mówi pewna piosenka (swoją drogą, nie przepadam za nią specjalnie): cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest. Moim zdaniem to właśnie te małe rzeczy są w stanie nas uszczęśliwić. Wielkie tylko uzupełniają nasze życie o ekscytację oczekiwania, przyrost adrenaliny i ciekawe wspomnienia. Nie bójmy się być odrobinę szalonym, śmiania się, flirtowania, robienia głupich min do znajomych. Może to trochę dziecinne, ale życie w ciągu kilku chwil wydaje się piękniejsze. Dla mnie nie są ważne sukcesy w konkursach, wspaniałe oceny (obecnie już nie wiem co to takiego), lub inne tego typu duże sprawy. Oczywiście, dają mi ogromną satysfakcję, pokazują, że na coś mnie stać, ale o wiele bardziej cieszy mnie odwzajemniony uśmiech chłopaka w tramwaju, czy podziękowania za pomoc. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy w swoim życiu. Tego samego życzę każdemu, kto jakimś cudem trafił na mojego bloga. Reszcie również, ale oni muszą odkryć to wszystko sami, albo dopiero tu trafić.

Wracając do prezentów… Moi rodzice wiedzieli, co lubię i co mi się spodoba, znali mnie. Dlatego też zawsze trafiali z prezentami. W tym roku sama zasugerowałam, co chciałabym dostać, ponieważ mama miała problem z pomysłem. Nie chciałam nic wielkiego. Pod względem finansowym był to chyba najmniej kosztowny prezent odkąd pamiętam, ale ile radości mi przyniósł!

Szczęście zależy od nastawienia i postrzegania świata. Każdy z osobna musi znaleźć własny schemat odczytywania znaków i korzystania z nich.

 

Pozdrawiam serdecznie,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail