Wierzyłam kiedyś, że 21.12.2012 będzie koniec świata. Dzisiaj podchodzę do tego z dystansem. Wielu pseudonaukowców wciąż pokazuje nowe pseudodowody i skomplikowane teorie, na temat przebiegu apokalipsy.

Szczerze? Myślałam, że będę się bała, albo przynajmniej odczuwała niepokój. Nic z tego. Nie ma dla mnie bowiem znaczenia, czy świat skończy się jutro, czy za tydzień, czy po mojej śmierci. Po końcu nie będzie już nic, czyli nie będzie to miało znaczenia. Jakąś małą częścią siebie chciałabym, aby jutro wszystko się skończyło. Wbrew pozorom, nie jest mi łatwo. Duże zmiany spowodowane pójściem na studia, próba bycia samodzielną i radzenia sobie z własnymi problemami – ciężka praca. No ale nic wartościowego nie otrzymujemy ot tak. A nawet jeśli, to szybko tracimy.

Nie wiem jak wy, ale ja wstaję jutro o siódmej i idę na wykład. Po południu pojadę spokojnie (w bardzo zatłoczonym pociągu) do domu. Tak spędzę jutrzejszy dzień.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail