Puzzle Piotr Siondalski recenzja wydawnictwo Feniks

Nowa Zelandia, bursztynowa komnata i PRL. Czy te elementy układanki złożą się w ładny obraz?

Puzzle – Piotr Siondalski

Grupa znajomych z Gdańska odbywa podróż po Nowej Zelandii. Dyskretnie towarzyszy im inny dawny gdańszczanin, aktualnie Nowozelandczyk. W tle toczy się historia sprzed lat.

Bardzo ciężko pisać mi o tej książce, ponieważ nie do końca wiem, czym miała ona być. Autor, Piotr Siondalski, złożył fabułę z dwóch wątków – współczesnego, czyli wyprawy po Nowej Zelandii, oraz przeszłości Teodora. Część rozdziałów składa się głównie z opisów krajobrazów kraju najbardziej oddalonego od Polski, a pozostałe to wspomnienia z czasów PRL. W obu rodzajach rozdziałów dialogi są praktycznie nieistniejące. Brakuje też między wątkami jakiegoś powiązania, które uzasadniałoby podjęcie dwóch tak totalnie różnych wątków.

Nowa Zelandia

Przyznam, że wątek Nowej Zelandii był decydujący w mojej decyzji o sięgnięciu po tę książkę. Kraj leżący dokładnie po drugiej stronie kuli ziemskiej jako najbardziej oddalony punkt od Polski zawsze mnie fascynował. Jak i to, że to kraj wielu mikroklimatów i ogromnej różnorodności krajobrazowej. A wszystko najdalej od nas, jak tylko się da.

Puzzle Piotr Siondalski recenzja wydawnictwo Feniks

Autor opisuje w rozdziałach poświęconych eksploracji Nowej Zelandii krajobrazy, spotkanych ludzi i drobne sytuacje, które często zdarzają się turystom w obcym kraju. Ale, no właśnie, wszystko to jest opisane, przybrane w miejsca, daty i niedogodności zwiedzania objazdowego. Zabrakło mi tu jakiejś porywającej fabuły, czegoś, co nadałoby tym pięknym opisom kotwicy w fabule.

Polska oczami Teodora

Większość wątku z przeszłości opisana jest z perspektywy Teodora, który zmuszony został do ucieczki z komunistycznej Polski i ostatecznie ułożył sobie życie na Nowej Zelandii. Z jego przeszłością związana jest tajemnica bursztynowej komnaty, zaginionego skarbu gdańskich mistrzów. Sam wątek bursztynowej komnaty był dla mnie najlepszą częścią całej książki. Miał swój początek, rozwinięcie i coś w rodzaju zakończenia, jednocześnie był fabularną częścią książki, nadając jej dynamiki.

Opis peerelowskiej Polski przybliżył mi trochę realia tamtych czasów. Pojawiły się tu jednak dziwne wątki Opiekunów, które wydały mi się w trakcie czytania bardzo oderwane od rzeczywistości. W ogóle książce brakowało trochę spójności.

Bohaterowie

Puzzle to powieść z wieloma bohaterami. Mamy tu Teodora, o którym wiadomo chyba najwięcej, jego ojca, brata oraz turystów z Polski. O turystach z Polski wiemy bardzo niewiele, poza tym, że jeden z nich ma wszczepiony chińską płytkę monitorującą jego zdrowie i że obawia się on, że Chińczycy będą chcieli go zabić, bo nie zamierza im tej płytki zwrócić. I to nawet nie jest narrator tych segmentów. O nim nie wiem nic, nawet nie wiem, jak ma na imię. Zazwyczaj z narracji pierwszoosobowej wynikają pewne wskazówki co do osobowości narratora. Tutaj jednak narrator jest jedynie narzędziem do opisania uroków Nowej Zelandii. I to narzędziem bez charakteru.

Jeśli chodzi o Teodora w czasach współczesnych, pojawia się on sporadycznie i nie byłam w stanie wywnioskować jego motywacji.

Podsumowanie

Puzzle okazały się przedziwną książką. Nie trzymającą się kupy, napisaną w całkiem dużej części równoważnikami zdań i jednocześnie intrygującą. W dodatku pełną przedziwnych wątków, które nie znajdują swojego rozwiązania. Gdyby autor skupił się na stworzeniu ciekawej fabuły wśród pięknych krajobrazów Nowej Zelandii lub na historii bursztynowej komnaty, pomijając pozostałe niepasujące wątki. Te Puzzle po prostu są z różnych pudełek.


Czytałeś Puzzle?

Jakie książki z takim nagromadzeniem wątków kojarzysz?

Podziel się w komentarzu.


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Feniks.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail