Ultraviolet serial kryminalny Netflix AXN recenzja

Jakiś czas temu przewijałam stronę główną na Netflixie w poszukiwaniu zapychacza czasu. Moja uwaga skupiła się na okładce serialu Ultraviolet, który po sprawdzeniu okazał się polską produkcją. Czy ten polski serial okazał się warty uwagi?

Ultraviolet

Ola Serafin (Marta Nieradkiewicz), która właśnie wróciła zza granicy do rodzinnej Łodzi, staje się świadkiem, czegoś, co uznaje za morderstwo. Policja bardzo szybko zawiesza śledztwo, nie znajdując dowodów i uznając wypadek za samobójstwo. Ola dowiaduje się o grupie Ultraviolet, detektywach amatorach zajmujących się różnymi nierozwiązanymi śledztwami metodami cyfrowymi. Dołącza do nich i nawiązuje nieoficjalną współpracę z jednym z policjantów – Michałem Holendrem (Sebastian Fabijański).

Ultraviolet to serial w konwencji “historia tygodnia”. Odcinki pojawiały się pierwotnie na AXN, a w pewnym momencie trafiły na Netflixa.

Główna bohaterka jest dość sympatyczna, to właśnie jej zapał rusza większość śledztw do przodu. Ma dość napięte relacje ze swoją matką (Anna Kulesza), u której chwilowo mieszka. Czasem irytuje swoją infantylnością, ale generalnie nie jest to coś nie do zniesienia. Ot, każdy ma jakieś wady. Niestety to ona często pakuje siebie i innych w spore kłopoty.

Michał Holender natomiast jest sceptycznie nastawiony zarówno do teorii Oli, jak i do grupy Ultraviolet. Początkowo traktuje ich działania jak amatorską i nieszkodliwą zabawę. Z czasem dostrzega jednak potencjał i zauważa, że swoimi śledztwami mieszają w pracy policji i praktycznie do samego końca podchodzi do ich działań z dystansem.

Grupa Ultraviolet składa się z mnóstwa ludzi, ale w pierwszym sezonie przedstawiono jedynie kilku członków. Jednym z nich jest pracownik lotniska w Radomiu, innymi są dwie vlogerki oraz początkowo tajemniczy “Piast Kołodziej”. Oraz sam założyciel Tomek. Grupa dzięki różnym umiejętnościom członków potrafi dotrzeć do najróżniejszych informacji, a nawet rozpracować inteligentny dom w jednym z odcinków.

Przede wszystkim muszę napisać co nieco o dialogach w Ultraviolet. Były one najbardziej kuriozalnym elementem całego serialu, bo niby miały sens, ale jednak nie brzmiały dobrze. Miały zmienioną składnię, przez co często śmiałam się pod nosem właśnie z tego aspektu.

Sam serial za to jest przyjemny w oglądaniu. W połowie sezonu nawet dołączył do mnie mąż i część obejrzeliśmy razem. Jemu też się spodobał i określił Ultraviolet jako “coś na rozluźnienie”, mając na myśli przeładowane fabułą i drugim dnem produkcje, które zazwyczaj ogląda.

Z całą pewnością nie jest to serial ambitny, czy zasługujący na poświęcanie mu czasu, gdy nie mamy go w nadmiarze, ale jednak na odstresowanie wieczorem nadaje się optymalnie (jeśli ktoś potrafi odstresować się przy kryminałach). Zresztą, ponoć serial ten cieszy się sporą popularnością w Ameryce Południowej (sic!), gdzie także dostępny jest na Netflixie. Więc chyba to my po prostu nie doceniamy tego, co nasze.

Pierwszy i drugi sezon jest dostępny na Netflixie.


Oglądałeś Ultraviolet

A może polecisz coś w podobnych klimatach?

Dajesz szansę polskim produkcjom?

Podziel się w komentarzu.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail