Charmed 2018

Żyjemy obecnie w czasach rebootów. Co kilka tygodni w mediach pojawia się informacja o kolejnym planowany wznowieniu lub całkowicie nowym podejściu do jakiegoś kultowego serialu. Albo przerobieniu filmu na serial. Ponieważ jestem ciekawa, czy te rebooty mają szansę dorosnąć pierwowzorowi do stóp, postanowiłam je obejrzeć. I tak oto jestem po seansie Charmed, czyli rebootu Czarodziejek, kultowego serialu fantasy z końca lat 90.

Charmed

reboot

Maggie (Sarah Jeffery) i Mel (Melonie Diaz) Vera kilka miesięcy temu straciły matkę w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. W dodatku okazuje się, że w ich życie wkracza siostra, o której nie miały do tej pory pojęcia – Macy (Madeleine Mantock). Trzy siostry dowiadują się też, że ich matka była czarownicą. I one także władają magią.

Przed dziewczynami odkrywają się nowe możliwości, ale też ich magiczne zdolności i szansa wykształcenia Mocy Trzech (The power of three), stawia je w dużym niebezpieczeństwie. Jako potencjalnie najsilniejsze czarownice Maggie, Mel i Macy stają się celem dla różnych sił zła, demonów… Czy będą w stanie poradzić sobie z odpowiedzialnością?

Kilka sezonów oryginalnego serialu Czarodziejki obejrzałam jakieś półtora roku temu, kiedy jeszcze nie dotarła do mnie informacja o planowanym reboocie. Dowiedziałam się o nim w trakcie oglądania. Oczywiście oglądałam ten serial w dzieciństwie, choć raczej robiłam to w sposób wyrywkowy i nic z tamtych czasów nie pamiętam. Nie ukrywam, że seriale lat 90. mają dla mnie wymiar nostalgiczny i to często jest elementem decydującym o tym, że je lubię i chętnie oglądam. Ale przecież gdyby nie były dobre i wciągające, z pewnością przyjemność z seansu byłaby mniejsza. A jak wyszło z rebootem?

Cóż, z całą pewnością nie wyszło dobrze. Patrząc na Charmed jako samodzielne dzieło kultury, odnoszę wrażenie, że ten serial nie ma fabuły, za to jest przesiąknięty feminizmem. I to nawet nie tym dobrym. Nie zrozum mnie źle. Jestem feministką i chcę, żeby ludzie bez względu na płeć mieli równe szanse w każdym aspekcie. Feminizm tutaj opływa jadem i niechęcią, zamiast porozumieniem. Wiadomo, że nie osiągnie się niczego byciem biernym i przyglądaniem się, ale warto widzieć granicę między zajadłą walką a traktowaniem wszystkich o innych poglądach jadem.

W dodatku serial jest poniekąd komentarzem do współczesnych czasów. Dużo tu gadania o przyzwoleniu w kontekście seksualnym, gwałtach i tym, że faceci to zwierzęta. Nie spodobał mi się wydźwięk serialu.

Charmed to serial fantasy. Z magią, potworami i dziwnymi zjawiskami. Dobre efekty specjalne to w tym gatunku absolutna podstawa. Niestety pod tym względem ktoś tu nieźle nawalił. Nie wszystkie odcinki były pod tym względem równie słabe, ale przeważnie pojawienie się jakiegoś demona wyrywało mnie z serialu, psując immersyjność. W jednym z pierwszych odcinków pojawił się lodowy demon, na widok którego parsknęłam śmiechem, bo pierwowzór robił takie efekty znacznie lepiej, a ma już 20 lat.

Kolejna rzecz, którą mogę bezpośrednio porównać, to moce postaci. W oryginalnej serii najstarsza z sióstr, Prue, władała telekinezą, czyli mogła poruszać przedmiotami siłą woli, średnia siostra, Piper, potrafiła spowalniać czas dzięki umiejętności spowalniania molekuł, a najmłodsza z sióstr, Phoebe, mogła przepowiadać przyszłość w pewnych sytuacjach. Ich moce początkowo były bardzo ograniczone i siostry poświęciły mnóstwo czasu na naukę i doskonalenie. Każde nowe osiągnięcie było ogromnym sukcesem, a każda nowa umiejętność była okupiona próbami i treningami. Najmłodsza z sióstr w związku z brakiem aktywnej mocy zaczęła się uczyć sztuk walki, aby chociaż w taki sposób wesprzeć pozostałe w walce. W reboocie niestety nowe umiejętności pojawiają się znikąd i w bardzo szybkim tempie. Wydaje mi się nawet, że w ciągu kilku odcinków nowe siostry nauczyły się tyle, co stare siostry w kilka sezonów.

Wewnętrzna i zewnętrzna walka jest bardzo istotnym elementem zdobywania nowych umiejętności. Kiedy postać zostaje z tego obdarta, widzowi zaczyna się wydawać, że postać nie zasłużyła na to, co ostatecznie jej się udaje. A wtedy zwycięstwo nad wrogiem wydaje się mało znaczące i pozostawia niedosyt.

Każda z trzech sióstr jest irytująca i nierozwinięta charakterologicznie. Źle ogląda się serial, w którym głównych bohaterów można opisać w trzech słowach i nie mieć nic więcej do dodania. Nie ma w nim nic angażującego.

Reboot jest skierowany do młodszej widowni niż oryginał. Grupą docelową są tu nastolatki i osoby tuż po dwudziestce. W oryginale zakres ten zaczynał się i kończył trochę później.

Mam jeszcze jedną obserwację, choć może być za wcześnie, żeby oceniać tę kwestię. W nowym serialu wszystkie trzy siostry są związane ze środowiskiem akademickim. Najmłodsza siostra zaczyna studia i próbuje dostać się do stowarzyszenia żeńskiego (ang. sorority), średnia siostra stara się o pracę jako wykładowca, a najstarsza pracuje jako naukowiec w ośrodku badawczym. Jakby każda z postaci musiała mieć “prawdziwą pracę” i wykształcenie. Żeby pokazać facetom. Jakby praca niezwiązana z nauką w ogóle nie wchodziła w grę. Być może w kolejnych odcinkach (jeśli serial dostanie kolejne sezony) wątek ten zostanie rozwinięty. W końcu nie trzeba być naukowcem, żeby być osobą godną szacunku.

Nowy Charmed zawodzi na całej linii. Szczególnie, że gra na nostalgii i wykorzystuje ją w sposób absolutnie okropny. Gdyby nie tytuł i nie marketing oparty na nawiązaniu do kultowego serialu, nie sięgnęłabym po niego. I może wtedy nie zmarnowałabym czasu. Ale z drugiej strony jest z tego tekst na blog, więc chyba otrzymałam jakąś rekompensatę.


Oglądałeś Czarodziejki?

A może sięgnąłeś po reboot? Jak wrażenia?

Jakie są twoje ulubione seriale lat 90?

Podziel się w komentarzu!

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail