czyli bardzo klimatyczna wydmuszka

Ostatnio zobaczyłam, że mam możliwość wypróbowania aplikacji Lecton na 90 dni za darmo dzięki mojej karcie Multisport. Grzechem byłoby nie skorzystać. Aplikacja ta umożliwia słuchanie audiobooków, podcastów, słuchowisk i programów w ramach miesięcznego abonamentu. Mój wybór padł na słuchowisko Sherlock Holmes. Odcienie czerni.

Wybierając właśnie to słuchowisko, nie kierowałam się instynktem, ani nawet do końca moją wielką i dozgonną miłością do twórczości Arthura Conan Doyle’a. Nie wybierałam też w ciemno. Miałam okazję usłyszeć fragment słuchowiska na zeszłorocznym Sherlockonie i już wtedy zauroczył mnie klimat.

Sherlock Holmes. Odcienie czerni

Cała historia utrzymana jest w klimacie brudnego steampunku. John Watson (Jacek Braciak) musi odnaleźć swojego dawnego przyjaciela, Sherlocka Holmesa (Robert Więckiewicz), który przed kilkoma laty zapadł się pod ziemię. Wspólnie z nim przemierza ulice i poziomy Londynu w poszukiwaniu rozwiązania niezwykle skomplikowanej intrygi.

Podczas słuchania najbardziej zachwycałam się piękną oprawą muzyczną historii. Nie dość, że muzyka została doskonale dobrana, by podbijać klimat zdegenerowanego świata, to jeszcze efekty dźwiękowe przeniosły mnie w sam środek wydarzeń. Dzięki temu odczuwałam wyraźną różnicę między poszczególnymi londyńskimi poziomami, widziałam ich brud, brałam udział w biegu przez poziomy Londynu i ekscytowałam się znajdywanymi wskazówkami.

Sama historia nie była jakaś bardzo innowacyjna, dopracowana czy nawet spójna. Twórcy wykorzystali w sposób epizodyczny kilka motywów z opowiadań Arthura Conana Doyle’a. Sięgnęli więc do samych korzeni… po czym wyrwali je z korzeniami.

Sherlock Holmes. Odcienie czerni to mimo wszystko słaba historia, przepakowana akcją. W niewielkim stopniu przypomina przygody najsłynniejszego detektywa w literaturze. Zabrakło tu spójności. Pod względem fabularnym i tak najlepiej bawiłam się w momentach, kiedy wyłapywałam znane mi z opowiadań wątki (Zniknięcie młodego lorda, Liga rudowłosych, Umierający detektyw). Bardziej niż dopracowana książkę, Sherlock Holmes. Odcienie czerni przypominał sklecone przez miłośnika detektywa fanfiction. Znalazło się tu miejsce dla przebieranek Sherlocka, Johna Watsona, jego żony Mary, Irene Adler, a nawet dla profesora Moriarty’ego. Ktoś tu najwyraźniej próbował zagrać na miłości do twórczości Arthura Conan Doyle’a.

Jeśli chcesz spędzić sześć godzin z Sherlockiem i Watsonem w steampunkowym Londynie, z pewnością nie muszę cię dłużej namawiać. Mimo słabej fabuły bawiłam się doskonale. Braki nadrobiono świetnie dobraną narracją i wspaniałą oprawą muzyczno-dźwiękową. Serio. Wtopiłam się w ten świat, choć działał tylko mój zmysł słuchu. Mimo sporych wad, naprawdę warto dać szansę temu słuchowisku, tym bardziej, że jest ono w miarę krótkie w porównaniu z innymi, które sprawdzałam. Dobre na początek.


Słuchasz audiobooków lub słuchowisk?

Może polecisz coś naprawdę dobrego?

Czy sięgniesz po słuchowisko Sherlock Holmes. Odcienie czerni?

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail