Superstition, czyli Supernatural bez “super”

Superstition, czyli Supernatural bez “super”

Jakiś czas temu natchnęło mnie, by obejrzeć jakiś nieznany serial. Więc włączyłam Netflixa i rzuciłam okiem na pozycje, które kojarzyłam najmniej. Moją uwagę zwrócił serial Superstition i to właśnie jego obejrzałam. Czy było warto?

Superstition

Fabuła

Calvin Hastings (Brad James) wraca do rodzinnego domu po kilku latach służby w wojsku. Chce dołączyć do rodzinnego interesu, którym jest zwalczanie demonów i innego zła w miasteczku La Rochelle. Przy okazji rodzina Hastingsów prowadzi dom pogrzebowy, co w miasteczku regularnie nawiedzanym przez demony jest całkiem dobrym pomysłem na biznes.

W domu spotyka swojego ojca, Isaaca (Mario Van Peebles), który niezbyt chętnie przyjmuje syna z powrotem do interesu. Matka (Robinne Lee) wita syna z otwartymi ramionami. W domu przebywa także Garvey (Morgana Van Peebles), która dla Calvina jest nieznajomą. Dopiero w trakcie serialu poznają się bliżej.

Podobieństwa do Supernatural

Superstition już na pierwszy rzut oka narzuca skojarzenia z serialem Supernatural, tak wielbionym przez fanów od kilkunastu lat. W obu serialach mamy do czynienia z duetem, który zwalcza zło. Zarówno w jednym, jak i w drugim główni bohaterowie są spokrewnieni. W świecie, w którym żyją, istnieją demony i legendarne stwory, chcące opanować ziemię. Bohaterowie seriali jeżdżą starym modelem samochodu. W obu rodzinach miała miejsce ogromna tragedia.

Jednak poza tymi podobieństwami, mnóstwo elementów różni się od siebie. Bracia Winchester w Supernatural podróżują po całych Stanach Zjednoczonych (a może i poza – nie pamiętam, oglądałam ten serial kilka lat temu), natomiast Calvin i Isaac pozostają w granicach miasteczka La Rochelle. W Supernatural mało mamy do czynienia z rodziną braci, natomiast w Superstition mnóstwo wątków opiera się na relacjach rodzinnych.

Przeciętniak

Superstition, wyprodukowany przez stację SYFY, jest serialem niezwykle przeciętnym w swoim gatunku. Aktorzy nie do końca oddają relacje między bohaterami, jakie chciał przekazać twórca, czyli jednocześnie odtwórca roli Isaaca – Mario Van Peebles. O więzach rodzinnych dowiadujemy się tu głównie z dialogów, wbrew kinematograficznej zasadzie show, don’t tell.

superstition

Serial ten tak naprawdę niczym się nie wyróżnia. Nie ma ani angażujących historii, ani bohaterów, których lubi się od pierwszego spojrzenia. Jest skonstruowany na zasadzie historii tygodnia, więc nie do końca trzyma widza przy sobie. Poza tym taka konstrukcja wydaje się być zmarnowaniem potencjału po obejrzeniu całego sezonu. Gdyby twórcy zdecydowali się na całosezonową historię, końcówka mogłaby boleć bardziej. A nie bolała prawie wcale.

Bardzo łatwo stracić zainteresowanie tym serialem. Superstition nie angażuje widza emocjonalnie na tyle mocno, żeby ten ze zniecierpliwieniem czekał na kolejny odcinek. Wizualnie też nie robi wrażenia, szczególnie, że to serial fantasy, w którym efekty specjalne mają ogromne pole do popisu.

Mistyczne tło

Na plus przemawia tu połączenie nowoczesnych metod walki ze złem z tymi z zamierzchłych czasów. I tak oto zyskujemy tu wymagające ogromnej precyzji grawerowanie run magicznych na nabojach do współczesnej broni. Oczywiście nie każda metoda jest połączeniem starej i nowej, ale te kilka przypadków zdecydowanie wychodzi serialowi na plus.

Cała mistyczna otoczka i na pewnym etapie wątpliwości związane z tożsamością i przeszłością Isaaca nadają serialowi ciekawy klimat.

Wkurzający bohaterowie

Największą wadą Superstition są bohaterowie. Garvey, postać, która na początku nie mówi Calvinowi i widzowi, kim jest, to najbardziej wkurzająca nastolatka na ekranie. Z odcinka na odcinek, a czasem nawet w trakcie jednego, zmienia swoje nastawienie do świata. Raz jest gotowa wybaczyć coś, co tego wybaczenia nie wymaga, bo osoba obwiniana nie zawiniła, a innym razem prawie wybacza, po czym znów obraża się na cały świat.

Generalnie charaktery bohaterów są tu bardzo niekonsekwentnie stworzone. Poza tym córka Mario Van Peeblesa gra tu jego wnuczkę, co wygląda bardzo creepy w momencie, kiedy sprawdziłam obsadę.

Podsumowanie

Superstitition to prawdopodobnie najbardziej przeciętny serial, jaki obejrzałam w całości. Zaryzykuję też stwierdzenie, że to bezczelna próba skopiowania Supernatural, który jakby nie patrzeć odniósł sukces i z pewnością zapisał się w historii seriali. Superstition tak bardzo nie wyróżnia się z tłumu, że zdążyłam całkiem zapomnieć, że go obejrzałam. Dopiero sprawdzenie listy ostatnio obejrzanych seriali przypomniało mi o nim.

A to chyba o czymś mówi.


Oglądałeś Superstition? A może jesteś fanem Supernatural?

Podziel się w komentarzu.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa