Jako osoba ambitna i uczciwa (przynajmniej na tyle, że nie można się chyba niczego doczepić) bardzo boli mnie fakt, że na egzaminach, kolokwiach i kartkówkach moje koleżanki i koledzy ściągają ile wlezie. Ostatnio na egzaminie, który większość uznała za najtrudniejszy do tej pory, siedziałam w przedostatnim rzędzie. Uwierzcie, że z tej perspektywy było widać wszystko. Jakieś 80% osób przez calutki egzamin wstukiwało hasełka na swoich smartfonach. Kilka osób zastosowało klasyczną technikę ściąg papierowych. Jest to irytujące, bo ja spędziłam kilka dni na nauce, oni tylko trochę postresowali się, żeby nie zostać przyłapanym.

Właśnie, uczyłam się kilka dni. Kiedy ostatnio wspominałam o moim feralnym powrocie do domu, to nie znałam jeszcze jego skutków. Otóż przez przesadzoną klimatyzację w pociągu rozchorowałam się. I trzymało mnie prawie dwa tygodnie. Niestety moje przeziębienie pokryło się z nauką na egzaminy i dlatego nic nie wchodziło mi do głowy. Musiałam strasznie przykro pachnieć, bo w celach zdrowotnych gotowałam sobie czosnek w mleku i zrobiłam syrop z cebuli. Ale nawet to nie pomogło.

Mimo choróbska i stopnia trudności egzamin zaliczyłam. Jako jedna z niewielu osób miałam obok swojego numeru indeksu ocenę pozytywną na wywieszonej liście wyników. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa i dumna. Jak widać dało się to zaliczyć nawet nie będąc w pełni umiejętności umysłu. Moim zdaniem, jeśli ktoś już decyduje się na pójście na studia, to niech też się uczy, a nie ściąga. Potem to mamy takich pożal się Boże fachowców, którzy twierdzą, że nic się na studiach nie nauczyli. Ciekawe dlaczego.

W innych krajach ściąganie jest surowo karane. U nas co najwyżej ma się niezaliczony kurs, który trzeba poprawić za rok, ewentualnie w zależności od prowadzącego grozi dyscyplinarka, która w skrajnym przypadku kończy się wyrzuceniem z uczelni. O tym skrajnym przypadku jeszcze nie słyszałam od nikogo znajomego, mimo, że jak już wspomniałam, niewielu polega na własnej wiedzy.

Co tu więcej mówić… Jedyne, co mnie cieszy w tym momencie, to fakt, że w drugim terminie nie zaliczyło zbyt dużo osób, mimo że pytania były prawie takie jak na pierwszym terminie.

Kiedy w wyszukiwarce wpisze się “ściąganie egzamin”, zamiast stron, które mówią o tym, że ściąganie jest złe, wyskakują strony, z których możemy się dowiedzieć, jak najlepiej ściągać, jakie ściągi nadają się najlepiej na dany egzamin. Bardzo złe podejście.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail