Jeśli spytasz mnie, jaka jest moja największa pasja, odpowiem, że moje życie.

Kiedyś próbowałam szukać sobie czegoś, co mogłabym nazwać swoją pasją. Muszę przyznać, że nie znalazłam niczego, co dawałoby mi taką satysfakcję, jak zwykłe istnienie na ziemi w tej właśnie chwili. Chodząc na wykłady słucham muzyki, która mnie ładuje na resztę dnia. Nie muszę wykrzesywać w sobie więcej entuzjazmu, bo mam go aż nadto.

Uwielbiam rano wstawać. Nieważne czy o szóstej, czy o ósmej, czy (jak zdarzyło mi się wyjątkowo w niedzielę) o jedenastej, chce mi się żyć.

Dzisiaj zrobiłam współlokatorce omleta z szynką i serem na śniadanie. Uzupełniłam program, który pisałam na technologie informacyjne. Miałam w sobie tyle samozaparcia, że wiedziałam, że choćbym miała siedzieć do drugiej czy czwartej w nocy, skończę go i wyjdzie świetny. I wiesz co? Prawie mi się udało. Siedziałam do drugiej, wstałam o siódmej i zmieniłam dosłownie jedną maleńką rzecz, która mi zawaliła cały program.  Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać maksimum punktów.

Mogłabym tak pisać i pisać o rzeczach, które mnie napędzają. Pewnie tyle samo, jak o tych, które mnie hamują. Na blogu będę od czasu do czasu opisywać pojedynczo takie rzeczy, zdarzenia. Pominę jednak te hamujące, bo ileż można czytać o smutkach?

 

Pozdrawiam i zapraszam ponownie,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail