Doctor Who Empire of Death Recenzja

Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że ten będzie równie dobry? Okazuje się, że nadzieja w tym przypadku okazała się płonna, a Empire of Death zdecydowanie nie dorównał The Legend of Ruby Sunday.

Empire of Death

Recenzja

Jeśli nadzieja matką głupich, to ja jestem jej córką.

W Empire of Death zaczynamy tam, gdzie skończyliśmy w poprzednim odcinku. Na zszokowanym Doktorze, który właśnie odkrył, że jego przeciwnikiem jest nie kto inny, jak Sutekh, bóg śmierci. Po czym wszyscy poza Doktorem, Ruby i Mel umierają. Ostatni moment w odcinku, zanim moja ekscytacja opadła, był moment, w którym Kate Stewart żegna się z Doktorem świadoma tego, że nie ma jak uciec śmierci. I umiera. Była to bardzo emocjonalna scena, która złamała mi na chwilę serce. Nie byłam największą fanką tej postaci, ale mimo wszystko zrobiło mi się przykro, że została uśmiercona. Kiedy jednak tuż po niej zaczęły ginąć inne postaci… Wiedziałam, że Doktor na koniec to wszystko odkręci.

The reset button

The reset button to popularny, ale bardzo nielubiany, motyw. Polega on na tym, że fabularnie odkręca się wydarzenia, wręcz przywraca do stanu sprzed „konfliktu”. Dlaczego ten motyw nie jest lubiany? Cóż, zmniejsza on wartość podjętych przez bohaterów działań, często pozbawia bohaterów konsekwencji swoich czynów i sprawia wrażenie pójścia na łatwiznę (przez twórców). W tym przypadku Doktor zresetował świat poprzez przyniesienie śmierci śmierci, tam gdzie Sutekh wcześniej przyniósł śmierć. I wszyscy przeżyli. Nie było żadnej ofiary! Nawet emocjonalnej. Wszystkie osoby, które widzieliśmy przywrócone do życia, po prostu się cieszyły. Nawet nie komentowały tego, czy coś działo się z nimi w czasie, gdy Sutekh zgasił ich życia…

Doctor Who Empire of Death Recenzja Ruby Sunday
Ruby Sunday – Doctor Who – Empire of Death

Zostałam nazwana od ulicy…

Wyjaśnienie zagadki tożsamości rodziców Ruby Sunday także było jakieś takie od czapy. Nie zrozumcie mnie źle… Nie mam nic przeciwko temu, że jej rodzice to zwykli ludzie, ale mam coś przeciwko temu, że tu nie pasuje to do fabuły. Od początku sezonu, od samego odcinka świątecznego (który swoją drogą oglądałam w szpitalu w pięciu częściach) sugerowane było, że znaczenie tej tożsamości jest istotne. Najbardziej podobały mi się teorie, że jest ukrywającym się Władcą Czasu, jak Dziesiąty Doktor w Human nature, czy Master w Utopia. To by tłumaczyło, dlaczego według pomiarów jest człowiekiem. A dlaczego to nie gra? Dlatego, że po pierwsze nie został wyjaśniony śnieg pojawiający się jakby znikąd w jej obecności. Dlatego, że wspomnienie Doktora z dnia pozostawienia Ruby pod kościołem na Ruby Road się zmieniły – jak zwykły człowiek miałby to zrobić? No i czym jest ta cholerna kolęda zakorzeniona w Ruby?

No i też sam fakt, że to zagadka tajemnicy tożsamości rodziców Ruby tak zaintrygowała samego Sutekha. Nie rozumiem. Są ludzie z większymi tajemnicami. Są zagadki, których nie da się rozwiązać. Ale akurat ta jedna zwróciła jego uwagę… Nie ogarniam, skąd taki pomysł.

Na końcu Ruby spotyka swoją matkę. W pięknej, emocjonalnej scenie. Naprawdę się wzruszyłam, kiedy zobaczyłam emocje na twarzach Ruby i jej matki, kiedy ta zdała sobie sprawę z tego, kto przysiadł się do niej w kawiarni.

Założymy ci smycz, piesku

Pokonanie Sutekha było totalnie absurdalne. Co zrobić z niedobrym pieskiem? Założyć mu smycz. Poniekąd Doktor zrobił z Sutekhiem to samo, co w latach 70 w serii Pyramids of Mars. Doktor uwięził go w korytarzu czasu, przenosząc go w przyszłość do momentu jego śmierci. Nie wiedział jednak, że ten kundel przyczepił się do TARDIS i towarzyszył mu w jego podróżach przez ostatnie nie wiadomo ile lat. Więc tym razem z pomocą Ruby wrzucił go do wiru jeszcze raz. Tym razem jednak na inteligentnej linie, aby przed zabiciem boga śmierci przywrócić życia, które ten odebrał. I tak oto skończyła się historia Sutekha.

Inne absurdy Empire of Death

Wyjaśnienie tego, dlaczego postać zostawiająca Ruby pod kościołem w zmienionych wspomnieniach pokazywała na Doktora, było z tyłka wzięte. Pokazywała na znak z nazwą ulicy… W ZMIENIONYCH WSPOMNIENIACH. W pierwszej wersji, przed ingerencją goblinów i Doktora, nie wskazywała w ogóle. Po prostu odeszła. Więc dlaczego?

Bez sensu była także obecność Rose w odcinkach finałowych. Ona nic tam nie robiła, tylko stała i klikała coś na tablecie. Mogli ten budżet przenieść na Sutekha chociażby. Ostatnie sceny z nim były przekomiczne.

Doctor Who Empire of Death Recenzja
Pożegnanie Ruby i Doktora – Doktor Who – Empire of Death

Kolejnym absurdem była w tej sytuacji bi-regeneracja z odcinków rocznicowych. Mam uwierzyć, że Czternasty Doktor nie przybył na pomoc Piętnastemu? Że siedzi sobie w ogródku i pije na chillu herbatkę? Rozumiem, że jest na emeryturze od ratowania świata, ale na miłość boską, świat kończy się permanentnie, a on nie przybywa? Tu miałam zgrzyt. Naprawdę w takiej sytuacji wolałabym, aby Czternasty Doktor już pożegnał się z nami całkowicie, if you know what I mean.

Co mi się podobało?

Bardzo poruszyła mnie scena, w której Doktor chce kupić łyżkę od kobiety na jakiejś wyludnionej już przez Sutekha planecie. Wspomnienia są dużą częścią nas samych, a te wraz z umieraniem światów także powoli popadały w nicość. Wiem, że pojawiły się głosy, że ta scena była niepotrzebna, ale moim zdaniem odegrała ona dwie role. Po pierwsze pokazała, co działo się w oddalonych od pierwotnego źródła miejsca. A po drugie miała być zapowiedzią tego, co stanie się z Mel. Bez tej sceny późniejsze zachowanie Mel byłoby wytłumaczone dopiero w momencie, kiedy to Doktor informuje o tym Ruby. A tak mogliśmy wraz z Doktorem zauważyć, że coś jest nie tak.

Ucieszyłam się także, że pojawił się znów Roger ap Gwilliam, jako rozwiązanie kwestii tożsamości rodziców Ruby. Zapowiadany był jako taka ważna postać, a pojawił się tylko w odcinku, który nawet się nie odbył, bo jego historia została zresetowana (73 yards).

Doctor Who Empire of Death Recenzja
Doktor w zapamiętanej TARDIS – Doctor Who – Empire of death

Zapamiętana TARDIS to kolejny element odcinka, który uderzył we mnie jakąś nieznaną strunę. Ciasna, wypełniona wspomnieniami żywa maszyna, trzymająca się kupy na słowo honoru. Takie to było przyjemne i do rany przyłóż.

Podsumowanie

Empire of Death był słabszym odcinkiem, niż jego poprzednik. Czy był na tyle słabym odcinkiem, by zmienić moje zdanie co do serialu, albo nawet Russella T Daviesa? Nie. Ale na pewno dużo mu brakowało do poziomu kilku najlepszych finałów wcześniejszych sezonów.


Oglądaliście Empire of Death?


O poprzednim odcinku pisałam tu:

Empire of Death

O moich wrażeniach podzieliłam się także na stronie Whosome.pl

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail