Kiedyś pisałam miesięczne podsumowania, w których dzieliłam się obejrzanymi serialami i filmami oraz przeczytanymi książkami. Nie zamierzam wracać do tej formy, ale o filmach chciałabym napisać. I myślę, że wrócę z podsumowaniami, ale raczej tylko filmowymi.

Filmowe podsumowanie stycznia

Filmowe podsumowanie stycznia co obejrzeć

Trop

Od jakiegoś czasu zabierałam się do obejrzenia tego filmu. Trop to film dość wyjątkowy film. Został oparty na grze planszowej Cluedo i przeniesiony na duże ekrany przez Jonathana Lynna. Nie wiem, jak wyglądało to w Polsce, ale w Stanach Zjednoczonych film w kinach miał trzy zakończenia. W zależności od tego, którego dnia i w którym kinie oglądało się film, można było dostać inne zakończenie. I to w sumie mogło wpłynąć na słabe wyniki oglądalności. Niestety zastosowanie trzech wersji zakończenia sprawiło, że pierwsza i zasadnicza część filmu pozbawiona jest elementów naprowadzających. Ale o czym w ogóle jest ten film?

Trop to film kryminalny. Kilka osób zostaje zaproszonych na kolację do pewnej oddalonej od miasta posiadłości. Żadna z osób nie wie, dlaczego została zaproszona i, co najważniejsze, przez kogo. Podczas kolacji jedna z osób zostaje zamordowana, a reszta próbuje znaleźć mordercę. Mordercę, który najwyraźniej znajduje się pośród nich.

Wersja telewizyjna, czyli ta, którą widziałam, posiada wszystkie trzy zakończenia. Sam film jest zabawny, ale wiele zakończeń sprawia, że jednocześnie jest mało konsekwentny. Scenarzysta musiał uwzględnić w tej samej fabule trzy zakończenia, więc motywy i przebieg morderstw mocno kuleją. Mimo wszystko polecam ten film. Naprawdę przyjemny na luźny wieczór.

Nie otwieraj oczu

Naszła mnie też ochota na coś bardziej w kierunku horroru. Dlatego też obejrzałam Nie otwieraj oczu, film Netflixa.

Sandra Bullock wciela się w rolę kobiety w ciąży, a później matki. Świat ogarnia dziwna pandemia, powodująca samobójstwa. Sytuacja jest nie do powstrzymania, ale Malorie udaje się znaleźć schronienie z kilkoma innymi osobami. Grupa szybko zauważa, że fala samobójstw rozprzestrzenia się drogą wzrokową. Kiedy osoba zobaczy to coś, co jest odpowiedzialne za pandemię, popełnia samobójstwo.

Akcja filmu toczy się na dwóch przeplatających się liniach czasowych. Jedna to początek pandemii, a druga to kilka lat później.

Film generalnie jak na produkcję Netflixa nie był zły. Niestety okazał się bardzo nielogiczny, a zakończenie nie dało żadnej konkluzji. Łatwo o nim zapomnieć.

To

W końcu zebrałam się do obejrzenia nowej ekranizacji książki To Stephena Kinga. A właściwie pierwszej części.

Jakieś dwa lata temu obejrzałam miniserial z roku 1990, który także jest ekranizacją tej samej książki. Samej książki nigdy nie miałam okazji przeczytać, ale wszystko jeszcze przede mną.

Jest rok 1988. W miasteczku Derry zaczynają w tajemniczych okolicznościach znikać dzieci. Niecały rok później grupa dzieci odkrywa, że za zaginięciami stoi tajemnicza istota, przyjmująca różne formy. Czy uda się powstrzymać potwora?

To to z całą pewnością film niezwykle klimatyczny. Twórcom udało się złapać zarówno klimat końca lat 80., jak i nastrój towarzyszący zaginięciom w małym miasteczku. Casting do filmu także okazał się sukcesem, bo wszyscy młodzi aktorzy spisali się na medal. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji obejrzeć tego filmu, to polecam. Tym bardziej, że w drugiej połowie tego roku wychodzi druga część, której akcja toczy się 27 lat po wydarzeniach z pierwszego filmu.

Film dostępny jest na platformie HBO GO.

Zimna wojna

W pobliskim kinie grali Zimną wojnę, więc nie było innej opcji – musiałam w końcu przekonać się, o co tyle szumu.

Zimna wojna to film Pawła Pawlikowskiego z Tomaszem Kotem i Joanną Kulig w rolach głównych. Opowiada historię niemożliwej miłości w czasach, kiedy nastroje polityczne nie pozwoliły bohaterom na bycie razem. Jednocześnie jest to obraz tamtych czasów, zaszczepiania propagandy w sztukę i radzenia sobie w takiej a nie innej rzeczywistości. Cieszę się, że ten film dostał nominacje do Oscara. Pokazuje to, że rzeczywiście można nas, Polaków, docenić w branży filmowej.

Silent Hill

Pewnego wieczoru zachciało mi się współczesnego horroru. Wybór padł na Silent Hill, który jest filmem opartym na serii gier, inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami w Centralii, miasteczku w Pensylwanii.

Adoptowana córka Rose Da Silvy miewa koszmary o miejscu zwanym Silent Hill. Rose wybiera się w podróż do tego miasteczka, aby odkryć skąd biorą się koszmary córki. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że jest to miejsce prosto z horroru. Jak zresztą sugeruje gatunek.

Podoba mi się industrialny klimat filmu. W momentach, kiedy nadchodzi ciemność, a wraz z nią niebezpieczeństwo, całe miasto zamienia się w cień samego siebie. Mnóstwo tu metalu, stalowej siatki, rur i ognia.

Film nawiązuje do prawdziwej historii miasteczka Centralia, w którym wydobywano węgiel. W latach sześćdziesiątych wybuchł tam pożar, który płonie do dziś. Miejsce to jest praktycznie opuszczone.

Silent Hill to jeden z tych horrorów, które są luźno oparte na jakiejś prawdziwej historii i nie są wybitnie dobre. Akcja dłużyła się, ale nudę równoważył klimat i potwory.

Harry Potter i więzień Azkabanu

Pod koniec zeszłego roku zaczęliśmy z narzeczonym oglądać po raz kolejny wszystkie filmy o Harrym Potterze. W styczniu dotarliśmy do trzeciego, czyli Harry Potter i więzień Azkabanu.

Cóż tu dużo pisać. Toż to Harry Potter!

Siedem minut po północy

Dwa lata temu sięgnęłam po książkę Siedem minut po północy Patricka Nessa. Pamiętam, że bardzo mnie ona wzruszyła. Połączenie historii stojącej za powstaniem książki, mojej sytuacji życiowej z tamtego okresu i po prostu pięknej opowieści, wywołały u mnie wodospad łez. W książce była to niezwykle wzruszająca, ale też prosta historia. A jak było z filmem?

Wydaje mi się, że w przypadku książki wygrał język. Prosty, ale sugestywny. Poza tym mnóstwo emocji, które pojawiły się w książce, dotyczyły także mnie i łatwo było mi je odczuć.

Na ekranie historia ta nadal jest piękna i subtelna, ale nie udało się przerzucić na mnie tych samych emocji i łez, co w przypadku książki.

Film dostępny jest na Netflixie, więc warto wziąć go pod uwagę.


To są filmy, które obejrzałam w styczniu. Było ich trochę i w sumie każdy z nich był w jakimś stopniu warty uwagi.

W sumie wychodzi na to, że obejrzałam siedem filmów, a siódmy miał liczbę siedem w tytule. Czyli moją ulubioną liczbę. Ten rok zapowiada się świetnie!

Jakie filmy obejrzałeś ostatnio?

Może polecisz coś ciekawego?

A może widziałeś, któryś z filmów, które wymieniłam?

Podziel się w komentarzu.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail