Baśnie latynoamerykańskie

Na początku tego roku w bibliotece mój wzrok przyciągnęła pewna książka. Był to zbiór baśni latynoamerykańskich zebrany przez Johna Bierhorsta pod znakiem National Geographic. Wypożyczyłam, przeczytałam i zdaję relację.

Baśnie latynoamerykańskie – John Bierhorst

Baśnie latynoamerykańskie to zbiór opowiadań z Ameryki Południowej i Środkowej. Autor zebrał baśnie z różnych zakątków, od różnych ludzi i z różnych źródeł. W zbiorze baśnie zostały podzielone na dwie części. Pierwsza, zawierająca zaledwie kilka baśni, to te najstarsze podania, najbardziej oryginalne i nietknięte zbytnio wpływem kolonializmu. Druga część to już mnóstwo baśni, które zawierają wiele elementów wspólnych z tymi, które znamy. Są w nich księżniczki, królowie, elementy europejskich religii. W tej części wpływ Europy jest już nie do przeoczenia.

Sięgając po ten zbiór spodziewałam się raczej baśni z czasów, kiedy na terenie Ameryk królowały plemienia indiańskie. Zawsze fascynowała mnie tajemnicza historia Inków, Majów i Azteków. Zdaję sobie sprawę, że wraz ze śmiercią tych plemion nieodwracalnie umarły także ich podania i wierzenia, ale i tak miałam nadzieję, że udało się autorowi jakimś cudem do takich baśni dotrzeć. Niestety, takich baśni w książce znalazło się tylko kilka, a w dodatku zahaczały one o czasy kolonizacji europejskiej.

Baśnie latynoamerykańskie rozpoczynają się od kilkunastostronicowego wstępu. Autor przybliżył we wstępie fragmenty historii, sposoby poznawania baśni, a także wskazał na genezę niektórych z nich. Przygotował mnie psychicznie na to, co miało mnie spotkać podczas czytania. A spotkało mnie mnóstwo… zażenowania, śmiechu przez łzy i niedowierzania.

Baśnie z początku kolonizacji przedstawiają przybycie Europejczyków na amerykański kontynent jako wizytę bogów. Czyli nic nowego pod słońcem. Natomiast, to co stało się w reszcie baśni totalnie wychodzi poza moją percepcję. Absurdalność wydarzeń w tych baśniach to coś niesamowitego.

Myślę, że ta absurdalność wynika z połączenia wierzeń indiańskich i wpływu kultury europejskiej. Podczas kolonizacji nastąpiło zderzenie kultur i ich zmieszanie. Niestety ze szkodą dla rdzennych mieszkańców.

W książce znalazło się ponad sto baśni, wstęp i naprawdę obszerna bibliografia. Myślę, że miłośnicy kultur lokalnych znajdą w Baśniach latynoamerykańskich mnóstwo dobrej zabawy i dawkę wiedzy na temat stanu psychospołecznego mieszkańców Ameryki Łacińskiej na przestrzeni lat.

Czytając recenzje, spotkałam się ze stwierdzeniem, że zbiór ten najlepiej można odebrać podczas czytania go w języku hiszpańskim. Brzmienie słów i rytm historii w pełni wybrzmiewa tylko w oryginalnym języku. Być może w oryginale baśnie wydają się też mniej absurdalne. W końcu tłumaczenie czegokolwiek z ludowego i lokalnego języka jest niezwykle trudnym zadaniem. Czasem po prostu skazanym na porażkę.


Sięgasz czasem po baśnie?

A może zdarza ci się czytać literaturę z różnych zakątków świata?

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail