Przepisy na miłość i zbrodnię, czyli nie całkiem pyszny kryminał

Przepisy na miłość i zbrodnię, czyli nie całkiem pyszny kryminał

Czasem zachwyca mnie krótkie streszczenie z tyłu książki, czasem okładka i już wiem, że muszę, po prostu muszę przeczytać daną pozycję. Tak było z debiutancką powieścią Sally Andrew – Przepisy na miłość i zbrodnię.

Sally Andrew – Przepisy na miłość i zbrodnię

Przepisy na miłość i zbrodnię

Fabuła

Tannie Maria jest kobietą po 50. Przeżyła nieszczęśliwe małżeństwo, a jej ratunkiem było jedzenie, które kocha ponad wszystko. Mieszka w Małym Karru, gdzie prowadzi rubrykę kulinarną dla lokalnej gazety. Jej przyjaciółka Hattie przekazuje jej niezbyt przyjemną informację, że owa rubryka kulinarna zostaje zlikwidowana na rzecz rubryki z poradami sercowymi, co łamie serce Marii. Ta jednak mimo małego doświadczenia z poradami postanawia podjąć się pisania nowej rubryki w formie odpowiadania na listy czytelników i w każdej odpowiedzi dorzuca od siebie jakiś przepis. Jeden z otrzymanych listów bardzo niepokoi tannie Marię, a wkrótce okazuje się, że autorce stała się krzywda. Tannie Maria postanawia pomóc policji w znalezieniu sprawcy wykorzystując swoje niezwykłe umiejętności w kuchni.

Akcja Przepisów na miłość i zbrodnię toczy się w cichym i dość wycofanym miasteczku w Południowej Afryce. Autorka, Sally Andrew, do niedawna była głównie aktywistką społeczną i środowiskową i jej przywiązanie do lokalnej przyrody można wyczuć na niemal każdej stronie. Przepisy na miłość i zbrodnię to jej literacki debiut.

Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew

Główna bohaterka obsesyjnie myśli o jedzeniu. To jej główne zajęcia w życiu – gotowanie i jedzenie. I jeszcze obdarzanie innych wypiekami. Na pewnym etapie książki wspomina nawet, że myśl o jedzeniu uratowała ją od popełnienia samobójstwa (sic!). Naturalnym krokiem dla niej jest wpakowanie się w sprawę morderstwa, ponieważ będzie mogła szerszemu gronu zaprezentować swoje umiejętności kulinarne. Tannie Maria wychodzi z założenia, że pyszne, własnoręcznie upieczone ciasto rozwiąże język podejrzanemu bardziej niż alkohol.

Jej podejście wydaje się bardzo naiwne, a samo wplątanie wątku kulinarnego praktycznie niepotrzebne. To coś, co działa tylko na kartkach tej książki.

Język

Autorka, Sally Andrew, mieszka w Południowej Afryce, więc książka została przetłumaczona właśnie z tamtejszego języka, który jest mieszanką wielu języków z różnych stron świata i rdzennych mieszkańców. RPA pod tym względem przebija nawet naszą Szwajcarię, ponieważ ma aż 11 języków urzędowych. Wśród nich są angielski i afrykanerski, które w książce mają największe znaczenie. To właśnie afrykanerskim posługuje się tam ponad połowa białej populacji.

Niestety, język w wersji polskiej w książce jest bardzo prosty. Nawet zbyt prosty. I bardzo kontrastuje z niezwykle barwnymi i niemal poetyckimi opisami przyrody. Może to wynikać z języka bazowego, który w RPA jest dość prosty z natury. Ale kolejnym czynnikiem może być fakt, że to debiut i autorka nie znalazła jeszcze swojej równowagi w pisaniu.

Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew

Prosty język nie jest jedynym aspektem, który przeszkadzał mi podczas czytania. W treści pojawiało się mnóstwo wtrąceń z języka afrykanerskiego. I to byłoby jeszcze w porządku, bo takie elementy mogą wytworzyć dodatkowy klimat powieści. Jednak wtrącenia nie zostały wyjaśnione na tej samej stronie, ale w słowniczku na ostatnich kartkach. Więc kilka razy w każdym rozdziale musiałam podglądać z tyłu książki, co oznacza dane słowo napisane kursywą. Niesamowicie wybijało mnie to z rytmu i sprawiało, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.

Treść

Sam wątek kryminalny nie był najgorszy. Przepisy na miłość i zbrodnie przytrzymały mnie w niepewności do samego końca i nie ułatwiły rozwiązania zagadki na własną rękę.

Mimo, że sam główny wątek nie zawiódł mnie na całej linii, nie wszystko poszło jak po maśle. Autorce niestety nie udało się zbudować napięcia, nawet w sytuacji, gdy życie jednej z ważniejszych osób było zagrożone. Przez zbyt prosty język i słabe rozbudowanie postaci nie dało się nawiązać z nikim więzi emocjonalnej. A już na pewno było to trudne w wypadku głównej bohaterki, która irytująco wciąż obsesyjnie myślała o jedzeniu.

Przepisy

Na końcu książki autorka umieściła kilkanaście przepisów kulinarnych na dania, które pojawiły się w książce. Większość składników jest dostępna w sklepach z rozbudowaną ofertą, więc ostatecznie można pokusić się o odtworzenie któregoś z przepisów.

Przepisy na miłość i zbrodnię - Sally Andrew

Werdykt

Książka mnie zawiodła. Opis z tyłu, stylizowany na przepis, skutecznie mnie zachęcił, a w połączeniu ze śliczną okładką i pysznym tytułem miałam nadzieję na coś ciekawego. Jedyne wrażenie, jakie zostało ze mną po przeczytaniu książki Przepisy na miłość i zbrodnię to wieczny głód. Ale nie tylko głód fizyczny, bo także głód dobrej literatury.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa