3 filmy, na których zawiodłam się po latach

3 filmy, na których zawiodłam się po latach

Lubię wracać do tego, co jest mi dobrze znane. Dlatego po latach zdarza mi się obejrzeć ponownie jakiś film, który niekoniecznie wywiera na mnie takie same wrażenie, jak kiedyś. Po części zwalam to na moją dojrzałość (a osoba nazywająca się w sieci Małpą musi być dojrzała), a trochę na zmianę perspektywy.

Dziś zapraszam na wpis o filmach, które po latach kompletnie mnie zawiodły.

Honey

Był taki czas, kiedy filmy o tańcu ulicznym podbijały rekordy popularności. W końcu każdy kojarzy serię Step Up czy też W rytmie hip-hopu. Część tych dzieł kinematografii nadal trzyma poziom, ale są też takie, które albo się źle zestarzały, albo nigdy nie były dobre.

Takim filmem jest Honey z Jessicą Albą w roli głównej. Tytułowa Honey jest młodą i ambitną tancerką z odważnymi planami. Pragnie zostać profesjonalnym choreografem, ale nie jest to takie proste, jak może się wydawać. Kiedy dostrzega dla siebie szansę, wykorzystuje ją.

Jakieś 12 lat temu uważałam Honey za największe dzieło kinematografii. Bo film łączący taniec, karierę i miłość musiał spodobać się młodej Małpce, która nie miała pojęcia, że kiedyś z tego wyrośnie. Honey potwornie nudzi, a główna bohaterka irytuje słodkim głosikiem i przesłodzonym wizerunkiem, połączonym z hip-hopowym slangiem. Dziś określiłabym ten film słowem miałki. Idealnie pasuje.

 

Crossroads – dogonić marzenia

Honey bywa przez niektórych uznawany za jeden z lepszych filmów o tańcu współczesnym, więc moje nielubienie go może wynikać z takiego, a nie innego gustu (o ile coś takiego w ogóle mam). Natomiast Crossroads – dogonić marzenia ma w większości złe opinie. Jeśli ktoś nie wie, to jest to ten film z Britney Spears, napisany chyba specjalnie dla niej.

Wielu osobom podoba się przez odtwórczynię głównej roli i pod tym względem doskonale rozumiem fanów księżniczki popu. A ja pierwszy raz widziałam go… w szkole. W mojej podstawówce w trakcie lekcji oglądaliśmy filmy, kiedy szóstoklasiści pisali swoje próbne testy. I wtedy właśnie spodobał mi się film Crossroads – dogonić marzenia.

Kiedy kończy się szkoła, trzy dawne przyjaciółki postanawiają za namową jednej z nich spełnić swoje dziecięce marzenia. W tym celu wyruszają w podróż na drugi koniec Stanów Zjednoczonych.

Podobnie, jak Honey, Crossroads – dogonić marzenia to film o miłości i spełnianiu marzeń. Równie lekko podany i po latach wydaje się równie nijaki jak Honey. I nie pomaga tu nawet Britney. A właściwie, to nawet jej obecność nieco psuje i tak już nie do końca dobry film. Mimo, że zawiodłam się, oglądając go po latach, nadal mam do niego ogromny sentyment, ponieważ w podstawówce miałam dwie przyjaciółki, z którymi chciałyśmy podbić świat, jak trzy przyjaciółki z filmu. A wspomnienia lubią wracać.

 

Nieodparty urok

Przez wiele lat nie mogłam przypomnieć sobie do jakiego filmu należała jedna ze scen, które kiedyś mnie zachwyciły. Mężczyzna, chcąc dać znać kobiecie, w której się zakochał, postanawia rzucić za nią papierowym samolotem. Jednak ma on niezwykłego pecha do celulozowych pojazdów powietrznych, które nigdy nie lecą w żądanym kierunku. Tym razem koncentruje się on w pełni i raz jedyny samolot trafia do celu i udaje się mężczyźnie zdobyć serce kobiety. Pamiętałam, że cały film był doskonały, romantyczny i o jedzeniu. I, jak się później okazało, z Sarą Michelle Gellar w roli głównej. Po latach trafiłam na Nieodparty urok, którego urok okazał się przebrzmiałym dawno echem.

Sarę Michelle Gellar znam przede wszystkim z roli Buffy w Buffy, postrachu wampirów. Cenię ją za tę rolę i ubóstwiam, ale w innych produkcjach jakoś nie wywarła na mnie takiego wrażenia. No, ewentualnie jeszcze w Szkole uwodzenia, którą pamiętam nieco mgliście.

W Nieodpartym uroku młoda właścicielka restauracji otrzymuje pomoc od magicznego kraba. Kobieta nie potrafi gotować, a dzięki szczypcie magii jest w stanie zaskoczyć nawet najbardziej wymagającego konesera.

Po latach w serialu przeszkadza mi przede wszystkim dziwaczny klimat filmu i potwornie wolny rozwój akcji. Jednocześnie ktoś przejechał charaktery bohaterów żelazkiem, albo nawet walcem drogowym. Nie wiem, jak film mógł mi się kiedyś podobać. Ale wiem już, że ja sprzed dziesięciu lat to nie ta sama osoba, co obecna ja. Może dlatego.

***

Jak widać, zmieniam zdanie przede wszystkim co do filmów romantycznych. Moje wytłumaczenie jest dość banalne. Otóż z wszystkich filmów, jakie oglądam, najczęściej wracam do tych romantycznych. Dlatego też w przypadku tych filmów jestem w stanie porównać wrażenia z  seansów, które dzielą lata. W końcu nie ma nic tak dobrego na doła jak dobre romansidło. Czyto na ekranie, czy na papierze.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa