W obliczu śmierci Randka z Bondem recenzja

Nowe oblicze Bonda i nowa przygoda… ekhem… misja. Tym razem wywiewa Bonda w sam środek Europy – do Czechosłowacji i Austrii. A po przeciwnej stronie barykady stanie generał Koskow, którego zamiary okazują się co najmniej podejrzane.

W obliczu śmierci

James Bond – Timothy Dalton

Dziewczyna Bonda – Maryam d’Abo (jako Kara Milovy)

Miejsce akcjiGibraltar, Czechosłowacja (Bratysława), Austria (Wiedeń), Maroko (Tangier)

Reżyser: John Glen
Rok produkcji: 1987

Broń: Walther PPK

Gadżety: lornetka termowizyjna, urządzenie aktywowane dźwiękiem (gaz obezwładniający i ładunek wybuchowy), klucz całkiem uniwersalny (otwiera 90% zamków)

 

Stałe elementy

Sekwencja początkowa – pojawia się w standardowym wydaniu, James Bond ukazuje się z punktu widzenia gwintowanej lufy pistoletu, strzela do przeciwnika, ekran zalewa się krwią. Tym razem jest to już Timothy Dalton.

Sekwencja przedtytułowa – Trójka agentów z sekcji 00 ma zbadać instalacje radarowe w ramach szkolenia. Wśród podstawionej ekipy ze sztucznymi broniami znajduje się człowiek, którego pistolet strzela prawdziwymi kulami. Zabija on dwóch agentów 00, a Bond próbuje go powstrzymać przed zabiciem również jego.

Czołówka – motywem przewodnim czołówki jest strzelająca broń. Pojawia się również wyświetlone laserem logo Jamesa Bonda. Piosenka tytułowa to The living daylights w wykonaniu A-HA.

Zwroty:

Nazywam się Bond. James Bond. – nie zwróciłam uwagi, czy James Bond przedstawiał się swoją ulubioną frazą.

Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. – James Bond w hotelu zamawiał martini z wódką, wstrząśnięte, nie mieszane.

Przedstawienie gadżetów – Bond dostaje gadżety w pracowni Q. W tle zobaczyć można różne bronie, które są w trakcie rozwoju. Najzabawniejszy jest ghettoblaster, który okazuje się małą wyrzutnią rakiet.

James Bond powróci w… – podobnie, jak poprzednio nie został wymieniony konkretny tytuł, jedynie informacja, że James Bond powróci. (Licencja na zabijanie)

Recenzja

James Bond staje przed kolejnym zadaniem. Udaje się do Bratysławy, aby chronić generała Koskowa, co jest życzeniem zagrożonego. Wkrótce okazuje się, że to generał Koskow jest największym zagrożeniem, a jego plan przewiduje między innymi zamordowanie wszystkich agentów z dwoma zerami.

W filmie zwróciłam przede wszystkim uwagę na samego Bonda. Jego postać jest zdecydowanie bardziej poważna niż ta, którą grał Moore. Jednocześnie nie zauważyłam, aby Bond Daltona wypadł sztywno na tle poprzedników. Moim zdaniem jest to powiew świeżości w serii, która ostatnio zaczęła mnie odrobinę nudzić. W W obliczu śmierci James Bond jest bardziej czuły, doskonale zna swój sprzęt i nie musi liczyć wyłącznie na szczęście.

Jak się okazało, ostatnio nie pożegnaliśmy się tylko z Rogerem Moorem, ale również z Lois Maxwell, która odgrywała rolę panny Moneypenny. Będzie mi brakować jej dojrzałego flirtu z agentem i tego charakterystycznego uśmiechu, którym zawsze obdarzała Bonda. Nowa aktorka wcielająca się w jej rolę nie powala. Panna Moneypenny wypada w wykonaniu Caroline Bliss dość blado. Przy eleganckiej postawie Lois Maxwell nowa aktorka przypomina raczej dziewczynę z liceum. Brakuje tylko chichotania.

W tym filmie mieliśmy możliwość zobaczenia na oczy jednej z siedzib MI6. Poza znanym nam już doskonale biurem możemy przekonać się, że agenci i ich przełożeni również lubią odpocząć na wsi. A w małej willi nawet kucharz zna różne sztuki walki.W porównaniu do poprzednich części, sporo mogliśmy oglądać na ekranie M, Q i ministra obrony. Wątek główny niejako zmusił scenarzystów do wpisania tych ról w kilku miejscach w filmie, a to z kolei pozwoliło mi nieco bliżej poznać postaci, które zazwyczaj pojawiały się na kilka minut i ich rola sprowadzała się do poinformowania Jamesa Bonda o nowych misjach.

W dziewczynę Bonda wcieliła się Maryam d’Abo, znana później między innymi z filmu Dorian Gray, którego recenzja pewnie niedługo pojawi się na blogu, bo udało mi się dorwać w bibliotece książkę. Aktorka doskonale sprawdziła się w roli “prześlicznej wiolonczelistki” (jak to śpiewali Skaldowie). Tym razem Bond “opiekuje się” bowiem nie naukowcem, nie pilotem awionetki, ale artystką, kobietą z wiolonczelą.

Dość realny scenariusz w połączeniu z dobrym reżyserem i doświadczonym aktorem pozwoliły na stworzenie naprawdę dobrego filmu, który z pewnością na długo pozostanie mi w pamięci. Szkoda tylko, że główny antagonista wypadł dość słabo w porównaniu do wcześniejszych. W głowie mam przede wszystkim Maxa Zorina z poprzedniego Zabójczego widoku. Generał Koskow (Jeroen Krabbé) przywodzi mi na myśl rozwydrzonego dzieciaka, który chce oszukać wszystkich i zgarnąć wszystkie nagrody, choć na nie nie zasługuje. Ale, jak widać, każdy film z serii ma jakieś wady.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail