Te święta były wyjątkowe. Nie dlatego, że dostałam piękne prezenty i mogłam pojechać do domu na święta, i mimo że drugiego dnia świąt rozłożyło mnie totalnie i cały dzień leżałam plackiem w łóżku.

Pamiętam, jak wyglądały święta w moim domu kilkanaście lat temu. Wigilia standardowo, a pierwszego dnia świąt przyjeżdżała rodzina – wujek, ciocia i czwórka kuzynów i kuzynek. Było zabawnie i głośno. Wtedy wszyscy ubrani byli w takie swetry, jakie często możemy zobaczyć na filmach z lat 90. i pierwszych lat wieku XXI. Ja miałam ulubiony sweter z myszką Minnie.

Jedna z moich kuzynek kilka lat temu śmiała się, że ciocia [czyli moja mama] nie będzie nas miała gdzie pomieścić, jak każdy z nich (a przypominam, że jest ich czwórka) będzie miał męża (lub żonę) i dzieci. Cztery plus cztery to już osiem, plus ciocia i wujek to już dziesięć osób. A trzeba jeszcze doliczyć rodzinę mieszkającą w moim domu, czyli szóstkę osób. Wychodzi szesnaście osób! Na chwilę obecną moi kuzynowie i kuzynki mają w sumie piątkę dzieci, szóste w drodze.

Wyobraźcie sobie więc panikę mojej mamy, kiedy dowiedziała się, że przyjadą wszyscy! Od kilku lat kuzyni na święta zawsze przyjeżdżali osobno, tylko na kawę, bo muszą też poodwiedzać rodziny swoich małżonków i nie zawsze mieli “wolny termin” w pierwszy dzień świąt. Tym razem jednak się udało.

Wyobraźcie sobie piątkę dzieci, każde o innym charakterze, do lat 4. Było głośno, oj, było! Lecz nie to jest najważniejsze.

Dzięki tej niespodziance, a właściwie prezentowi świątecznemu, to Boże Narodzenie będę wspominać bardzo miło i bardzo długo. Babcia z dziadkiem też byli zadowoleni, bo nieczęsto zdarza im się widywać wszystkie prawnuki jednocześnie. Jedna kuzynka mieszka w Czechach, a dwoje kuzynów w Wiedniu, więc tym bardziej wartościowy był to prezent.

Te święta uważam za udane.

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail