Ilekroć jestem o krok od zwątpienia w swoje szczęście, zdarza się coś, co sprawia, że odzyskuję tę wiarę.
Dzisiaj, kiedy sięgałam po nóż, aby posmarować bułkę na śniadanie, jeden z ostrych noży wypadł z suszarki. Ja odruchowo go złapałam – nie myśląc o tym, że mogę sobie pociąć palce. Złapałam za ostrze. Na szczęście jednak ustawił się równolegle do moich dłoni i wyszłam z tego kompletnie bez szwanku.
Ot, taka sobie przygoda z ostrym narzędziem.
Pozdrawiam,
zielonamalpa