Lato trwa sobie w pełni, a co za tym idzie, w ogródku i sadzie dojrzewają same pyszności. Moja mama jest ciągle zajęta, wiadomo, gospodarstwo samo się nie poprowadzi, więc pomagam jej jak tylko mogę. Przedwczoraj coś mnie wzięło na zebranie malin i agrestu.

Nie pytajcie, jak później wyglądałam! W przypadku malin da się jakoś uniknąć podrapać, bo kolce są miniaturowe, a przy niektórych gatunkach praktycznie ich nie ma. Jednak w przypadku agrestu (po mojemu wieprzków) jest to praktycznie niemożliwe. Centymetrowe, idealnie ostre kolce nieźle poharatały mi skórę na dłoniach. Muszę znaleźć jakiś bezpieczny sposób, żeby moje ręce nie wyglądały jak po spotkaniu z Edwardem Nożycorękim.

 

Pozdrawiam serdecznie,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail