Czy czytać słabe książki do końca?

Czy czytać słabe książki do końca?

Jeśli trafiłeś na mój blog, istnieje duża szansa, że czytasz książki albo oglądasz seriale. To główne tematy, których się tutaj podejmuję. Ostatnio wdałam się w małą dyskusję właśnie na temat czytania, a konkretnie tego, czy warto słabe książki doczytywać do końca. Dziś właśnie o tym.

Czy warto czytać słabe książki do końca?

Zacznę od tego, że sama rezygnuję z książek, których lektura przypomina mi drogę przez mękę albo działanie najmocniejszej tabletki usypiającej, jaka istnieje. Zrezygnowałam w ten sposób z Klątwy przeznaczenia, Wotum nieufności i After. Nie mam wyrzutów sumienia, kiedy nie daję szansy czemuś, co mnie męczy. Nie mam wyrzutów sumienia nie marnując czasu na coś, co nie sprawia mi przyjemności, jeśli taki był tego zamysł.

Spotykam się często ze stwierdzeniem, że należy dać dziełu szansę, bo nie wiemy, czy na następnej stronie wszystko się nie rozkręci. Jednak w tej sytuacji czytanie przypomina mi rosyjską ruletkę, w której jedynie jedna komora nie jest zapełniona śmiercionośną kulą. W swoim życiu wielokrotnie zawiodłam się na książce, której dałam szansę do samego końca. Zaledwie kilka razy uznałam, że jednak było warto a męczarnie, które przeszłam w trakcie traktowałam jako środek do celu.

W czytaniu książek nie chodzi jednak o to, by cel uświęcał środki. Kiepsko napisana powieść pozostanie kiepsko napisaną powieścią mimo dobrego zakończenia (nie koniecznie oznaczającego happy end). Słabe zakończenie może pozostawić niedosyt lub czytelnicze zniesmaczenie w dobrze napisanej książce, ale dobre zakończenie nie da rady wynagrodzić mi straconego czasu. To nie działa w dwie strony.

Kiedy więc sięgam po książkę, która jest napisana w sposób grafomański (Klątwa przeznaczenia), nadzwyczaj nudny (Wotum nieufności) bądź piekielnie naiwny i niespójny (After), nie chcę męczyć się przez 380 stron, aby na ostatnich 80 coś zaczęło się dziać. Te trzy książki, które wymieniłam w nawiasie, to pozycje porzucone przeze mnie w zeszłym roku. Każdej z nich brakowało tego czegoś, co przytrzymałoby mnie do końca.

Bo czasem zwycięża we mnie ciekawość. Chcę za wszelką cenę dowiedzieć się, o co chodzi i ta myśl trzyma mnie do końca. I wtedy książka nie musi być wybitna. Ba! Nie musi być nawet specjalnie dobra. Wystarczy, że autor zdoła mnie zaintrygować na tyle, żebym chciała przewrócić kolejne kartki i nie przerywać lektury. Tak właśnie stało się w przypadku Czarnej małpy, która była napisana chaotycznie i niespójnie, ale myśl, że być może poznam tajemnicę morderczych dzieci, nie pozwalała mi przestać czytać. Powieść ta ostatecznie okazała się średnia i choć nie uzyskałam pełnej odpowiedzi, mój czas spędzony z nią nie okazał się całkiem stracony.

W czasach, kiedy właśnie czas jest towarem luksusowym warto nauczyć się działać przez priorytety. Czytam książki, które przyciągają moją uwagę, odkładam te, które nie zasługują na mój czas. I chyba tylko to pozwala mi czerpać przyjemność z czytania.


A jaką filozofię czytania słabych książek przyjmujesz ty?

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa