Randka z Bondem – Licencja na zabijanie (1989)

Randka z Bondem – Licencja na zabijanie (1989)

Każdy zalicza czasem jakiś powrót. Ja postanowiłam podjąć się na nowo przerwanej dawno temu i nieprawda serii o agencie 007. Na tapetę wzięłam szesnastą część przygód Jamesa Bonda, czyli film Licencja na zabijanie.

Licencja na zabijanie

James Bond – Timothy Dalton

Dziewczyna Bonda – Carey Lowell (jako Pam Bouvier)

Miejsce akcji: USA (Key West)

Reżyser: John Glen

Rok produkcji: 1989

Broń: Walther PPK

Gadżety: wybuchowy budzik (gwarancja, że nie obudzi śpiącego, ale go zabije), wybuchowa pasta do zębów, broń zakamuflowana jako kamera z czytnikiem linii papilarnych jako aktywatorem, aparat z laserem i rentgenem

 

Stałe elementy

Sekwencja początkowa – pojawia się w standardowym wydaniu, James Bond ukazuje się z punktu widzenia gwintowanej lufy pistoletu, strzela do przeciwnika, ekran zalewa się krwią. Tym razem jest to już Timothy Dalton.

Sekwencja przedtytułowa – James Bond wraz ze swoim przyjacielem Felixem Leiterem oraz Sharkym jadą samochodem na wesele. Podczas podróży zostają niespodziewanie wezwani do akcji schwytania barona narkotykowego Sancheza. Udaje się go schwytać i zamknąć. Felix w ostatniej chwili dociera na swój ślub. Sama scena schwytania Sancheza jest niesamowita – James Bond zahacza linę helikoptera, którym leci, do awionetki, którą kieruje Sanchez i niczym wędkarz przynosi schwytanego odpowiednim służbom.

Czołówka – motywem przewodnim czołówki Licencji na zabijanie jest aparat fotograficzny oraz zdjęcia. Poza tym pojawia się tu także celownik oraz broń i standardowo sylwetki kobiet oraz nagie kobiece ciała. Piosenka tytułowa została wykonana przez Gladys Knight i nosi tytuł Licence to kill.

Zwroty:

Nazywam się Bond. James Bond. – Agent 007 przedstawia się w ten sposób Sanchezowi w połowie filmu.

Martini z wódką. Wstrząśnięte, nie mieszane. – James Bond w zamawia w kasynie swój ulubiony drink, ale nie wypija go zajęty infiltrowaniem. Martini z wódką wypija Pam Bouvier, krzywiąc się przy tym.

Przedstawienie gadżetów – Tym razem Q zaskakuje Bonda, pojawiając się w jego pokoju hotelowym bez zapowiedzi. Podczas przedstawiania gadżetów Bondowi towarzyszy Pam, która nieświadoma ich działania niszczy wyposażenie pokoju.

James Bond powróci w… – podobnie, jak poprzednio nie został wymieniony konkretny tytuł, jedynie informacja, że James Bond powróci.

Recenzja

Fabuła tym razem jest bezpośrednią kontynuacją sekwencji początkowej. James Bond uczestniczy w weselu swojego przyjaciela, przymila się do panny młodej, z którą ma bardzo przyjacielskie relacje. I mówię to bez ironii. Po weselu dostaje zlecenie, aby udać się w inne miejsce. Żegna się z przyjaciółmi, nawiązując jednocześnie do filmu z Georgem Lazenby i swojego własnego ślubu. To dość smutna scena, jeśli zna się historię Bonda i jego bardzo krótkiego małżeństwa.

Okazuje się, że Sanchez zbiegł podczas transportu, a pomoc otrzymał od kogoś z DEA. Osoby powiązane z Sanchezem napadają na Felixa i jego żonę w ramach zemsty za zatrzymanie. Kiedy Bond odkrywa, co się stało, postanawia ruszyć za Sanchezem i odkryć tajemnicę jego działań. Przez swoje działania jego licencja na zabijanie zostaje cofnięta. Swoją drogą, licencja na zabijanie objawia się dwoma zerami w numerze identyfikacyjnym agenta – 007. Bond ucieka zanim M zabiera mu broń. Zanim filmowi nadano tytuł Licencja na zabijanie, miał on nazywać się Licence revoked, czyli Licencja cofnięta. Ten tytuł w sumie pasuje do ostatecznej wersji filmu lepiej.

W Licencji na zabijanie Bond poznaje dwie kobiety. Jedną z nich jest Lupe Lamora (Talisa Soto), dziewczyna Sancheza (Robert Davi). Pojawia się ona już w początkowych scenach i w różny sposób pojawia się na ekranie przez cały film. Lupe to kobieta piękna i delikatna na pierwszy rzut oka. Nie potrafi się postawić, całkowicie podporządkowuje się Sanchezowi, który używa na niej siły fizycznej. Jednocześnie nie jest to kobieta pozbawiona charakteru. Niestety w świecie tak bardzo zdominowanym przez mężczyzn ten charakter zostaje stłamszony.

Drugą kobietą jest Pam Bouvier. Pam to były pilot Armii Stanów Zjednoczonych oraz informator CIA. Już na tej podstawie można określić, że to osoba, która potrafi poradzić sobie w stresowych sytuacjach, a także wtedy, kiedy ktoś grozi jej bronią. Pam mogłaby sama mieć licencję na zabijanie, patrząc na jej umiejętności. Przez Bonda jest jednak traktowana jak pierwsza lepsza kobieta na ulicy w latach 80. Zostaje zdegradowana do roli sekretarki i towarzyszki w kasynie. Choć wielokrotnie próbuje wkręcić się w samą akcję, ostatecznie pozostaje jedynie dziewczyną Bonda z trochę większym jajem niż pozostałe.

Sanchez, główny antagonista w Licencji na zabijanie, to człowiek bezwzględny i niezwykle przebiegły. Kiedy Bond udaje kandydata na płatnego zabójcę, ten dokładnie (na miarę swoich możliwości) sprawdza jego tożsamość. Nie można mu jednak odmówić lojalności, ponieważ kiedy 007 zostaje napadnięty przez Azjatów (podczas próby zamachu na Sancheza), zajmuje się Bondem, choć wie, że jest on “byłym” agentem MI6.

Muszę też wspomnieć co nieco o humorze w filmie. W tej serii jest on nieodłącznym elementem fabuły. W przypadku filmów z Timothym Daltonem w roli Bonda humor został na szczęście utrzymany jako element tła dostosowany do sytuacji. W niektórych poprzednich produkcjach żarty aż przechodziły w obszar zażenowania, tutaj na szczęście mimo obecności humoru na ekranie udało się zachować ogólną powagę sytuacji.

Licencja na zabijanie to film, w którym James Bond działa na własną rękę. Nie podejmuje się zadania narzuconego przez M, ani nie działa dla rządu. Podejmuje się ukarania Sancheza w ramach prywatnej zemsty. Można nawet stwierdzić, że działa wbrew prawu, ponieważ jego licencja na zabijanie została cofnięta przez M, a trup z ręki 007 ściele się gęsto.

Akcja przez większą część filmu toczy się wartko, poszczególne sceny wynikają z siebie nawzajem i nietrudno było mi utrzymać moją zazwyczaj mocno rozbieganą uwagę na filmie. Jednak nawet najlepszy ponaddwugodzinny film nie jest w stanie zatrzymać mnie przy sobie do samego końca. Moja uwaga wysiada po półtorej godziny. Jedyny wyjątek to kino. Dlatego scena, w której rozwiązuje się cała akcja, a Bond ściga się wielkimi ciężarówkami z Sanchezem przez 15 minut na ekranie, okazała się mało atrakcyjna. I to mimo wybuchów i niespodziewanych zachowań postaci. Niestety te długie pościgi na koniec filmu to element charakterystyczny dla Bonda i też niezły sposób na pokazanie w całej okazałości samochodów marki, która sponsorowała film.

Dobrze było wrócić do Jamesa Bonda, nawet jeśli nagle zaczęłam dostrzegać jego szowinistyczną naturę. Teraz czekają mnie filmy z Piercem Brosnanem, czyli moim ulubionym odtwórcą Bonda z czasów, kiedy oglądałam serię w dzieciństwie po raz pierwszy. GoldenEye to także pierwszy film o Bondzie, który powstał za mojego życia, więc mam do niego dość spory sentyment, więc będzie to świetna okazja, aby zestawić sentyment z bardziej dojrzałą mną i zobaczyć, co takiego z tego wyniknie.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa