Jutro Walentynki. Jeden z najbardziej ukochanych i jednocześnie znienawidzonych dni w roku. Która postawa jest bardziej poprawna?
Nie lubię mówić ludziom co mają myśleć (chyba, że chodzi o mój ulubiony serial), dlatego jest mi obojętne, jakie kto ma podejście do Walentynek. Mogę za to napisać, jak zmieniało się moje podejście na przestrzeni lat.
W szkole podstawowej Walentynki były dniem w roku, kiedy to wysyłało się karteczki najfajniejszym kolegom z klasy, a czasem również koleżankom, żeby nabić im ilość otrzymanych karteczek. Poczta walentynkowa przetrwała aż do liceum, ale wtedy mało kto się w to jeszcze bawił.
Z okazji walentynek zawsze była przygotowana gazetka szkolna i klasowa, co często spadało na mnie.
W gimnazjum przeżyłam pierwsze „poważne” zauroczenia, więc status Walentynek, jako „święta zakochanych” znacznie się zmienił. Wtedy wysyłałam kartkę walentynkową tylko jednemu chłopakowi, temu, na punkcie którego akurat miałam bzika. Przez trzy lata takich chłopaków było dwóch. Wtedy te karteczki wydawały się strasznie ważne, jakby miały pomóc w poderwaniu sympatii. Ale to był ten urok pierwszych zauroczeń, do którego chętnie czasem bym wróciła.
W wakacje po gimnazjum poznałam mojego pierwszego chłopaka, w ciągu niecałego miesiąca zostaliśmy parą. Z tego powodu już w styczniu nie mogłam doczekać się pierwszych walentynek, które miałam spędzić z moim chłopakiem. Niestety, okazał się on straszną świnią, Walentynki spędziłam sama w domu, bo on o nich zapomniał i spotkał się z kolegami. To sprawiło, że Walentynki zaczęły kojarzyć mi się z odrzuceniem i na kolejne nie czekałam już z taką niecierpliwością.
Kilka miesięcy później zerwał ze mną, a ja mogłam rozpocząć kolejny etap.
Kiedy dojeżdżałam do liceum szynobusem, często widywałam pewnego chłopaka, który często na mnie patrzył. Zaprzyjaźniliśmy się, a potem, jakiś czas po tym, jak poprzedni chłopak ze mną zerwał, postanowiliśmy dać sobie szansę. Przez poprzednie doświadczenia nie oczekiwałam od Walentynek nic dobrego. Wtedy też zaczęłam nazywać je komerchą i bezsensem. Dlatego byłam mile zaskoczona, gdy dostałam wtedy kwiatka i prezent. Niestety, po skończeniu przeze mnie liceum wszystko się popsuło i rozeszliśmy się. Na szczęście w pokoju.
Na pierwszy roku studiów poznałam chłopaka, z którym jestem do dziś. Nawet zaraz do mnie wpadnie, więc muszę się trochę spieszyć z pisaniem, żeby dzisiaj wstawić notkę.
Wadą Walentynek jest data – 14. lutego. Dlaczego? A dlatego, że wtedy zawsze jest na mojej uczelni przerwa międzysemestralna i wszyscy (lub prawie wszyscy jadą do domu). Poprzednie doświadczenia z Walentynkami nauczyły mnie, że w zależności od tego, w jakiej sytuacji się w danym roku znajdujemy, mamy do tego dnia różne podejście. Jednocześnie to, jak je spędzimy nie zawsze jest o końca zależne od nas. Dlatego obecnie Walentynki są mi dość obojętne.
Nie czuję potrzeby ich obchodzenia, ani ich nienawidzenia. Teoretycznie jutrzejsze Walentynki mogłyby być pierwszymi, które spędziłabym „należycie”, ale jakoś ostatnio tyle czasu spędziliśmy z chłopakiem, że byłby to po prostu kolejny udany wieczór. Zobaczymy jutro. Z takich „romantycznych” rzeczy, to byliśmy w tym tygodniu dwa razy w kinie, więc można powiedzieć, że Walentynki zaliczyliśmy już wcześniej.
A jakie jest wasze podejście do Walentynek? Macie jakieś plany?
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Walentynki są mi obojętne. Ważniejsze jest to, że mężczyzna pamięta o swojej kobiecie na co dzień, a nie tylko od święta.
W moim wieku z kolei powinno się pielęgnować romantyczne chwile dla odświeżenia związku...nie wymagam od męża aby jakoś szczególnie mnie doceniał w tym dniu, chociaż w poprzednich latach kupował mi coś z biżuterii.W tym roku ja zrobiłam mu niespodziankę zamawiając stolik we włoskiej knajpce, mam nadzieję, że miło będzie, takie chwile są cenniejsze niż prezenty...
Miłych Walentynek :-)
Ten pierwszy chłopak to faktycznie świnia...
Ja osobiście walentynek nie świętuję, nie umiem pozbyć się uczucia, że ociekają jakąś taką sztucznością aczkolwiek romantyczną komedią i bukietem róż nie pogardzę ;)
Z sentymentem wróciłam do walentynek przezywanych "w młodości"... miałam tak samo z tymi kartkami, wydawały się tak ważne. Święto niesamowite. Dziś się uśmiecham na te wspomnienia. Ale każda okazja jest dobra :)
Ja miałam jedne jedyne udane Walentynki (udane znaczy spędzone z chłopakiem) rok temu. Byliśmy w kinie na premierze Grey'a i cudem dostaliśmy bilety, bo jakaś para nie odebrała swojej rezerwacji. W tym roku, jak i poprzednie, spędzam jak zwykły, najzwyklejszy dzień. Chociaż przyznam się, że marzą mi się takie romantyczne, spędzone z drugą połową itp., itd. :D No w każdym razie dziś randkuję z matmą i geografią, przygotowując się do maturki :) Później uderzę w lekturę jakiejś książki, ewentualnie będę opychać się orzeszkami przy jakimś filmie. ;)
Nie przywiązuje do nich szczególnej uwagi. Ot są, traktujemy je lekko, żartobliwie, bez spiny i konieczności, że trzeba, że wypada...i jest dobrze.
Jest miło... albo nie. Nigdy źle. Chyba nabrałam dystansu... Lubię sklepowe wystawy, pełne serduszek i baloników.
Również mam takie "zdrowe" podejście do walentynek. Jednak trochę denerwują mnie ludzie, którzy jakoś strasznie poważnie je świętują, ale w sumie to tylko jeden taki dzień w roku, więc niech robią, co chcą. Może jakoś to przeżyję ;)
Ja lubię walentynki, uważam ten dzień za wspaniały pretekst do świętowania :) Wkurza mnie natomiast stanowisko ludzi, którzy hejtują walentynki i mówią, że kocha się cały rok, a nie tylko w walentynki. Tak samo więc nie powinno się obchodzić Dnia Matki, bo matkę trzeba kochać zawsze, tak samo Dzień Babci i Dziadka - trzeba odwiedzać i rozmawiać z nimi cały rok a nie tylko jednego dnia, itd. A jednak nikt nie hejtuje tych świąt.
I powiem szczerze, że mi byłoby mega smutno kiedy będąc w związku, nie spędzałabym miło Walentynek z moją połówką. Wystarczy cokolwiek - czekoladki, kwiatek, kino, wspólny spacer czy film. :)
Kiedy tak jest,to można tylko pozazdrościć:)