W połowie września zostałam przez dobrego znajomego zaproszona na Oktoberfest w Monachium. Po chwili namysłu, obliczania całek z potencjalnych zagrożeń i logarytmowania zalet takiego wypadu, stwierdziłam, że może być fajnie.
W środę 25. września spakowałam torbę (była dość mała a i tak było jeszcze pełno luzu – jestem z siebie dumna, że nie zabrałam połowy mojego dobytku) i po raz kolejny uspokoiłam mamę, która bała się o mnie strasznie, bo jechałam z osobami, których ona nie zna. Nie dziwię jej się, ale nie zostałam przez to w domu. Już i tak nie pojechałam na Woodstock przez moją rodzinę, więc choć coś mi się należało w te wakacje. Wieczorem podjechał znajomy i ruszyliśmy w kilkugodzinną podróż.
Mniejsza o to, co działo się pomiędzy naszymi wyjściami na miasto, z tego mogłaby powstać jakaś średnia powieść. Wyobraźcie sobie grupę podchmielonych ludzi, którym najdziwniejsze pomysły przychodzą do głowy (na szczęście nikt nie wpadł na pomysł robienia stripteasu na kościele).
Sam Oktoberfest to ogromna impreza trwająca dwa tygodnie na przełomie września i października. Ma miejsce na ogromnym placu w centrum Monachium i z tego co zauważyłam trwa nieprzerwanie, dzień i noc. Są to dożynki chmielowe na cześć piwa i właśnie to piwo leje się tam hektolitrami.
Każdy browar ma tam swój własny namiot. Około 17.00 każdy z nich jest tak przepełniony, że trzeba co najmniej pół godziny czekać, aż ochroniarz wpuści kolejną grupkę. Piwo jest sprzedawane w namiotach w litrowych Massach, czyli kuflach. Doczytałam, że tylko tradycyjne browary z Monachium mogą sprzedawać swój napój bogów, ja zaczepiłam o Paulaner (który popijaliśmy też w mieszkaniu) i Hacker-Pschorr. W takim kuflu, schłodzone smakuje o niebo lepiej. Taki Mass kosztuje miedzy 9 i 10 Euro, wiec nie jest to opłacalne, bo w przeliczeniu wychodzi ponad 40 złotych za litr, ale za to śpiewanie niemieckich piosenek z Bawarczykami z kuflem w ręce przy wielkim stole, kiwając się z lewej na prawą i z powrotem to niezapomniane zdarzenie. W dodatku większość ludzi była przebrana w Lederhose i Dirndl, więc w moich jeansach i kurtce czułam się jak japoński turysta. Piękne wydarzenie.
Chciałam się podzielić jakimiś zdjęciami, ale mam tylko takie z moimi znajomymi, a nie chciałabym się im narażać przez umieszczanie ich wizerunków, więc będzie tak trochę sucho. Dam tylko zdjęcie kolejki, którą jechałam.
Z najwyższego punktu był świetny widok na cały Oktoberfest. Powierzchniowo jest to ogromna impreza a w dodatku ludzi tyle, że ledwo da sie przejść.
Tak wyglądała końcówka moich wakacji. Szkoda, że musiałam pojechać do domu, żeby zacząć kolejny rok studiów, bo naprawdę świetnie spędziłam tam czas i chętnie pobyłabym tam ze trzy dni dłużej. W dodatku magicznym sposobem zniknęła większość moich wyprysków i pryszczy. Czyżby piwo…? Żartuję oczywiście, domyślam się, że dałam skórze odpocząć od wszystkich niepotrzebnych kosmetyków i dlatego teraz stosuję niemiecką zasadę: weniger ist mehr, czyli mniej to więcej. Zobaczymy, czy na dłuższą metę też podziała.
Wracam po tygodniu nieobecności pełna nowej energii i pomysłów.
Pozdrawiam serdecznie,
zielonamalpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Świetna impreza. Tego roku pojechała moja koleżanka. Czekam na jej wrażenia....:)
Jeszcze nigdy nie byłam na Oktoberfeście, a mieszkałam kiedyś blisko granicy, jakoś nie było okazji. Musiałaś się fanie bawić. :)
"fajnie" miało być :)
Zazdroszczę Ci, bo wiele razy się wybierałem, ale zawsze coś zatrzymało mnie w Polsce.W tym roku było tak samo....
Nie wsiadłabym na tą kolejkę nawet jakby mi postawili to piwo .. :D Za żadne skarby świata! A Tobie pozazdrościć wspomnień :)
W sumie to po piwku bym już się nie odważyła, bo dla mojego słabego żołądka taka jazda była dość nieciekawa. Żołądek miałam gdzieś pomiędzy kolanami a uszami, w zależności czy jechałam akurat w górę, czy w dół. Jak zeszłam to miałam nogi z galarety. Ale i tak było warto!:)
I don't think the title of your article matches the content lol. Just kidding, mainly because I had some doubts after reading the article. https://accounts.binance.com/lv/register?ref=V3MG69RO
Thanks for sharing. I read many of your blog posts, cool, your blog is very good. https://www.binance.com/zh-TC/register?ref=VDVEQ78S