Dzisiaj wracałam pociągiem na weekend do domu. Byłam świadkiem dość zabawnej sceny. No, może nie do końca tak zabawnej, ale zabawno-krępującej.
Do mojego wagonu (bo nie był to przedziałowy pociąg, ale taki otwarty) wsiadła kobieta, mająca na oko 50 lat. Wraz z nią wsiadł jej syn, dwudziestopięciolatek, tak mniej więcej. Może ciut starszy, a może po prostu nieogolony.
W całym wagonie było tylko jedno wolne miejsce, które kobieta od razu zajęła, co jest zrozumiałe, bo nikt nie chce dwie godziny stać. Jej syn stanął sobie w tej części wagonu, w której są drzwi na zewnątrz. Ledwo się tam znalazł, jego matka kazała mu wejść między siedzenia i stanąć koło niej. Syn coś mruknął, ale nie podszedł. Chwilę później, kiedy na najbliższej stacji wysiadła jakaś dziewczyna, matka od razu zaczęła wołać syna głośnym szeptem, żeby szybko zajął sobie miejsce. Dosłownie wyobraziłam sobie, jak syn przewraca oczami. Znowu jej nie posłuchał, tłumacząc to tym, że w przejściu pełno toreb i nie chce mu się iść slalomem. Mimo dalszych próśb, by zajął miejsce, nie zrobił tego. Coraz więcej ludzi wysiadało na kolejnych stacjach, a syn nadal twardo nie siadał. Po pół godzinie zajął miejsce jak najdalej od swojej mamy, bo wolne miejsca zapełniły się przez wsiadające osoby i zostało jedno wolne. Jak tylko jedna z osób siedzących koło matki wysiadła, ta zaczęła wołać syna i ostro gestykulować, żeby przyszedł, bo mu zajęła. Syn się złamał i zrezygnowany usiadł koło matki. Ta natychmiast zaczęła głęboki monolog. Wtedy założyłam słuchawki na uszy. Na następnym przystanku wysiedli.
Zdecydowanie nie chciałabym mieć takiej matki. Zrozumiałabym jej zachowanie, gdyby jej syn miał 10 lat i musiała go pilnować, bo takie dzieci mają różne pomysły i lepiej mieć je na oku, ale w ten sposób tylko niepotrzebne krępowała syna.
Lubię obserwować osoby w pociągu, w drodze na uczelnię, przed zajęciami, gdziekolwiek.
Po tym, jak matka z synem opuścili pociąg, do mojego wagonu wsiadła grupa dzieci w wieku może jedenastu, dwunastu lat. Druga połowa podstawówki. Jakaś mała wycieczka z wychowawczynią. Wszystkie dzieci bawiły się telefonami, które kosztowały pewnie więcej niż mój… Zawsze myślałam, że nie ma w tym dużo prawdy, że dzieci obecnie szybko uzależniają się od telefonów i tabletów, ale okazuje się, że mocno się myliłam.
Ja tymczasem wracam do pisania sprawozdania z laboratorium, bo samo niestety się nie zrobi.
Pozdrawiam,
Zielona Małpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Miałam kiedyś podobną sytuację - z tym, że syn był starszy o jakieś 10 lat od tego opisywanego przez Ciebie. Od razu usiedli obok siebie, ale matka musiała wszystko głośno komentować (to, co dzieje się w wagonie oraz to, co dzieje się u nich w domu). Siedziałam na fotelu z 3 rzędy przed nimi ze słuchawkami na uszach a i tak wiedziałam o czym rozmawiają. Nie muszę chyba dodawać, że w większości uwagi kobiety były dość krytyczne...
Polaki, Jelonki - Oczka czyścić http://www.dajdrobne.com/announcements/show/16716/czyszczenie-filtrow-matryc-ccd-katowice?p na PO głosować
Współczuję temu chłopakowi...
Obserwowanie ludzi w pociągu jest jednym z ciekawszych zajęć podczas jazdy.
Oj, biedny chłopak :( Serio, w ogóle to co studiujesz? Mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze mojego bloga! Czekam na nowy post, pozdrawiam i zapraszam do mnie na stare śmieci :D Mów, co studiujesz, bo też czas spędzam na pisaniu protokołów z laboratorium :)
haha kurde, chyba ostatnio coś takiego w "Szkoła życia" mi się obiło o uszy tudzież oczy :D
Nie, żebym to oglądała, ale Niekrytego to już co innego :D
Też lubię obserwować otoczenie. Na początku myślałem że może napiszesz jaką mamy niekulturalną młodzież i że "chłopak" usiądzie zamiast matki. Współczuje biednemu chłopakowi.
Ja ostatnio obserwuje jak to w autobusach komunikacji miejskiej ustępuje się miejsca. Jak ustąpisz osobom w podeszłym wieku to często można usłyszeć coś w stylu Dziękuję ale ja tylko jeden przystanek. I potem się nie dziwie że młodzież nie ustępuje. To samo jak "babcia" daje usiąść wnuczkowi/wnuczce a sama stoi. O zgrozo nie wiem też co będzie za kilka lat, bo widzę że coraz więcej "babć" nosi pociechom tornistry z/do szkoły.
Nie rozumiem, jak ustąpisz komuś miejsca, a ta osoba grzecznie odmówi to już nikomu więcej nie ustąpisz? Niektórym starszym osobom trudno podnieść się z siedzącego miejsca więc jak jadą krótko, to wolą stać. Z obserwacji mojej Mamy (85l.) mogę stwierdzić, że im lepiej wykształcona młodzież tym ma gorszy wzrok (nie widzi potrzebujących pomocy), najczęściej ustępują miejsca i pomagają słabszym tzw. ludzie prości.
Właśnie dzisiaj miałam taką sytuację, że do tramwaju weszła starsza kobieta i spytałam jej czy chce usiąść, powiedziała, że nie bo ma problemu z kręgosłupem i jedzie tylko dwa przystanki i mogłaby mieć problemy ze wstaniem. To w sumie było mi na rękę, bo od dwóch tygodni mam taki zapieprz na uczelni, że śpię po cztery godziny i ledwo stoję w pionie, ale zazwyczaj nie siadam w tramwaju w ogóle, nawet jeżeli są wolne miejsca, bo czasem większym problemem jest wstać i wycisnąć się z tego wąskiego siedzenia, niż po prostu całą drogę stać.
Jestem już kobietą trochę starszą, ale bardzo lubię młodzież i uważam że młodzi ludzie są bardzo mili i fajni - oczywiście pod warunkiem że traktuje się ich poważnie. Nie o tym chciałam jednak napisać. Miałam kiedyś taką sytuację kiedy to (jako dobrze wychowana osoba) ustąpiłam miejsca babci, która była z wnuczkiem tak na oko 12 latkiem. Oczywiście babcia nadal stała , ale wnuczka posadziła. No cóż - trochę mnie to zirytowało, ale postanowiłam dać nauczkę nie wnukowi , ale babci.Poprosiłam grzecznie chłopca aby wstał i sama w tym momencie usiadłam mówiąc do dziecka - Synku ustąpiłam miejsca Twojej babci , a Ty masz młode zdrowe nóżki i możesz postać.
I się zaczęło - babcia oburzona , bo jak śmiałam tak się zachowywać, ale jakiś starszy Pan przyszedł mi z pomocą i powiedział przez cały autobus trochę bez cenzury i babcia już więcej się nie odezwała, ale jej spojrzenie gdyby mogło zabijać to pewnie już by mnie na tym świecie nie było.No cóż - ja mam jedną refleksję :JAKIE POKOLENIE SOBIE WYCHOWALIŚMY TO TAKIE MAMY, BO TO NIE MALUSZKI W WÓZECZKACH WYCHOWUJĄ MŁODE POKOLENIE TYLKO MY DOROŚLI LUDZIE!!! A MŁODZIEŻ JEST OK!!!!!!!!!!!!!!!!
Polecam artykuł o 10 krokach, które przybliżą Cię do finansowej wolności
http://www.finansemlodegopolaka.pl/10-pierwszych-krokow-w-strone-finansowej-wolnosci
Znam drugą stronę twarzy syna, a może już skutki długiego ubezwłasnowolnienia. To był student IV roku, wybitnie zdolny człowiek, kuzyn mojej przyjaciółki. Miałam z nim świadkować na jej ślubie w urzędzie. Tuż przed wielkim wyjściem przyjaciółka, tknięta przeczuciem, zapytała nas: - A macie przy sobie dowody osobiste? - Wtedy on rozejrzał się bezradnie, szukając rodzicielki i całkowicie skołowany wystękał: - Mama mi nie powiedziała, że trzeba zabrać.
Mama mi opowiadała kiedyś historię naszego sąsiada. Choć jest już po 50-tce dalej jest kawalerem. Jest to wina jego matki, która każdą jego partnerkę z przeszłości krytykowała. Każdej coś było, każda coś miała, albo nie miała, w każdym bądź razie, zawsze tak wpływała na syna, aby ten związek zakończył lub też tak dawała popalić swej synowej, że ta definitywnie kończyła znajomość z jej synem. A on też nie umiał się matce przeciwstawić i stanąć murem za swoją kobietą, taka też nie jest głupia i też chce się uwolnić z takiej toksycznej znajomości. W ten sposób facet nigdy się nie ożenił. Za do dalej chodzą razem, syn i mamusia, pod rękę na zakupy. Nigdy się od niej nie wyprowadził. W pewnym momencie też przestał szukać, bo znajomości nowych zabrakło, a panie w pewnym wieku już "zajęte". I teraz jest sam, jego mama też odejdzie. Może po jej śmierci na starość jeszcze kogoś pozna. Jakąś wdowę? Zastanawia mnie tylko jedno, jak on sobie poradzi bez mamy? Do tej pory robił wszystko pod jej dyktando, pewnie nie jedną decyzję za niego podjęła. Ugotowała, posprzątała, poprała. Czy taka kobieta, będzie chciała faceta, który by jej robił za "duże dziecko"?
Moja mama ma dwóch kuzynów przed pięćdziesiątką, którzy właśnie są takimi dużymi dziećmi mamusi. Kiedyś było mi trochę przykro z tego powodu, ale teraz uważam, że każdy sam sobie układa życie i to tak naprawdę ich wina. W niewielkim stopniu również ich rodziców.
A i w tramwaju różne ciekawe kwiatki się zdarzają:
http://www.buster.pw/tramwajowy-ekshibicjonista-nie-znal-zadnych-granic/
To niestety polskich matek narodowa przypadłość.