Czasem zastanawia mnie, dlaczego nie potrafię zachować powagi w niektórych sytuacjach. Nie mam tu na myśli pogrzebów, bo to inna bajka. Ale jest wiele takich sytuacji, w których uśmiech sam ciśnie mi się na usta, a zaraz po nim śmiech wypełnia mi przeponę.
Na przykład dzisiaj, gdy zjeżdżałam windą z czwartego piętra serowca, początkowo byłam sama. Na kolejnym piętrze doszedł jakiś student. Jakimś magicznym sposobem najpierw na moich ustach pojawił się uśmiech, a potem zaczęłam się śmiać. Chłopak równie zaczął. Na dodatek spytał, czy coś z nim nie tak. Oczywiście powiedziałam, że wszystko w porządku. A później wybełkotałam kompletnie bezsensowne zdania.
No cóż, zrobiłam z siebie pajaca. Mam nadzieję, że poprawiłam studentowi humor przynajmniej na pół godzinki.
Tymczasem lecę się wyspać,
zielonamalpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
fajna sytuacja :P też miała podobną sytuacje kiedyś :D
zapraszam na moją stronę x-extraordinary.blog.pl
jeśli chcesz zarobić pieniążki poczytaj mój wpis ;)
pozdrawiam, Lidzia ;)
To mogła byś robić za woreczek śmiechu. Fajnie, że przyprawiłaś go o atak śmiechu, a nie płaczu. ;)
Thank you very much for sharing, I learned a lot from your article. Very cool. Thanks.