Pamiętam, jak zaczęła się moja przygoda z Sherlockiem Holmesem, ale to temat na osobną notkę. Dziś chciałabym się skupić na ekranizacji jednej z historii z nim związanych.
Książka
O książce nie mogę dziś powiedzieć zbyt wiele, ponieważ ostatni raz czytałam ją jeszcze w gimnazjum. Wiem, że przeczytałam ją dość szybko, bo tak było z wszystkim dotyczącym Sherlocka. Ogólnie polecam każdemu sięgnięciu przynajmniej po opowiadania. Są niezwykle wciągające i ciekawe. Można również zacząć od „Studium w szkarłacie”, które było pierwszym dziełem sir Arthura Conana Doyle’a o detektywie. Film o tym tytule (1933) jest kolejnym, który mam zamiar obejrzeć.
Film
Filmowa wersja „Psa Baskerville’ów” jest warta polecenia. Ostrzegam jednak osoby lubiące szybką akcję, masę efektów specjalnych, bo możecie nie znaleźć tu nic ciekawego. Ja uwielbiam starsze filmy. Ich atmosfera dość znacznie różni się od dzisiejszych.
Sherlock jest w tym filmie trochę inny, niż go sobie wyobrażałam. Otóż w mojej głowie jest to dość wysoki, szczupły, praktycznie chudy mężczyzna o lekko wklęsłych policzkach. Tutaj natomiast jego twarz jest szersza niż w moich wyobrażeniach. Natomiast Watson jest od niego znacznie starszy, czego się nie spodziewałam.
Tytułowy pies został pokazany całkiem inaczej, niż myślałam. Spodziewałam się ogromnego psiska, które każdym krokiem powoduje drżenie otoczenia, a dostałam świecącego na zielono psa, który wcale nie był taki wielki. To była jednak jedyna rzecz, na której się zawiodłam.
O czym jest film? Otóż wśród rodu Baskerville’ów krąży pewna legenda o klątwie. Każdy kolejny członek rodu zostaje rzekomo zabity przez legendarnego piekielnego psa. Kiedy umiera przedostatni Baskerville, pewien doktor postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przedstawia sytuację Holmesowi. O reszcie wydarzeń radzę przekonać się samemu. Warto.
Pozdrawiam i zapraszam ponownie
zielonamalpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Słynnego detektywa zacząłem czytać jeszcze w liceum. Pies był jedną z moich ukochanych książek. Opowiadania Arthura Conan Doyla czytam nieomal do dziś, a i moja żona jest zwolennikiem tego Pana i to zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej. W zeszłym roku moja koleżanka zrobiła mi gigantyczną przyjemność. Na imieniny przytargała coś co rozmiarami przypominało pustak, no i wagą. Po zwyczajowych (?) buziakach rzuciłem się do rozpakowywania paczki. A tam "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" czyli 1100 stron jedynego w Polsce wydania zawierającego wszystkie opowiadania i nowele Arthura Conan Doyle o Sherlocku Holmesie. Byłem w siódmym niebie.
A swoją drogą nie wiem czy znacz książkę Doyla "Zaginiony świat" to zupełnie inna bajka. Dla mnie przed laty byłą to rewelacja, chociaż i dzisiaj z sentymentem przypominam sobie jej fragmenty.
Szczerze zazdroszczę tak wspaniałego prezentu! Sama wracam do czytania opowiadań co jakiś czas. Jest w nich coś ponadczasowego.