Nadszedł w kwietniu moment, by sięgnąć po kolejną książkę z gatunku literatury faktu. Chciałam koniecznie przeczytać coś z Serii amerykańskiej wydawnictwa Czarnego, a ze względu na dostępność w bibliotece mój wybór padł na tom Dreamland. Epidemia opiatów w USA autorstwa Sama Quinonesa.

Dreamland. Epidemia opiatów w USA – Sam Quinones

W książce Dreamland. Epidemia opiatów w USA Sam Quinones podejmuje się przybliżenia naprawdę szerokiego tematu, jakim jest epidemia uzależnień od leków opiatowych i innych pochodnych opium na terenie Stanów Zjednoczonych.

Nie dość, że autor podjął się tak szerokiego tematu, to jeszcze przedstawił go z różnych perspektyw i podkreślił różne aspekty. Podczas lektury, która trwała prawie miesiąc (o tym za chwilę), wciąż odczuwałam, że temat opiatów mocno autora pasjonuje. Widać, że Sam Quinones włożył ogrom pracy w napisanie tej książki i poświęcił mnóstwo czasu na research i dotarcie do ludzi, którzy zechcieliby opowiedzieć swoje historie i historie swoich bliskich.

Jak to zwykle bywa, wszystko ma swoje źródła w więcej niż jednym miejscu. Tak samo było też z epidemią opiatów. W tym przypadku nałożyły kwestie biznesowe, medyczne i społeczne. Ktoś zwęszył dobry biznes w handlu lekami opiatowymi, zwiększona dostępność leków opiatowych doprowadziła do uzależnień, a potem do uzależnień od narkotyków z tej samej grupy związków chemicznych. A całość wkręciła się w strefę społeczno-ekonomiczną Stanów Zjednoczonych i zniszczyła mnóstwo żyć.

Dreamland. Epidemia opiatów w USA Sam Quinones wydawnictwo czarne reportaż

Opisana przez autora epidemia opiatów to sztandarowy przykład kampanii dezinformacyjnej i pójścia na łatwiznę. Opiaty zmieniły postrzeganie bólu przez amerykanów. A sposób, w jaki zostało to opisane w książce, zmieniło mój sposób postrzegania bólu. Często myślimy, że ból to coś złego, niepożądanego. I jest w tym trochę racji, bo ból, szczególnie ten przewlekły, obniża nasz standard życia. Możemy mieć pieniądze, przyjaciół, rodzinę i perspektywy, ale ból może odebrać przyjemność istnienia. Stąd popularność leków przeciwbólowych. Czasem zapominamy, że ból to oznaka, że coś może być w naszym ciele nie w porządku i należy to sprawdzić i w miarę możliwości wyleczyć. W historii przedstawionej w Dreamland. Epidemia opiatów w USA zabrakło stawiania pacjentom diagnozy opartej na badaniach. Za to sama książka stawia diagnozę historii Stanów Zjednoczonych.

Samą epidemię można porównać do nowotworu, który rozprzestrzenia się po ciele i nie ma jak go powstrzymać. W tym przypadku komórkami rakowymi okazały się Chłopaki z Xalisco. Ci, pochodzący z małego obszaru w Meksyku, mężczyźni zbudowali taki system dystrybucji heroiny, że przez wiele lat byli niemalże nieuchwytni. Jeśli ktoś został złapany, nie zmieniało to nic w funkcjonowaniu komórki. Po prostu sprowadzano kolejnego człowieka z Meksyku.

Z nowotworem wiąże się bezradność. To jest dobre słowo, które opisuje możliwości amerykanów wobec przemysłu farmakologicznego oraz epidemii uzależnień od opiatów. W całej książce da się poczuć wagę historii, którą przybliża. Musiałam ją dawkować i przyswajać po kilku rozdziałach jednocześnie. Dlatego też lektura zajęła mi kilka tygodni.

Właściwie jedyne, czego mogę się doczepić, to powtórzenia autora. Pojawiło się w Dreamland. Epidemia opiatów w USA kilka stwierdzeń, które uparcie pojawiały się w każdym rozdziale. W końcu zaczęłam przewracać oczami, bo mimo rozłożenia w czasie poszczególnych rozdziałów, czułam pewne poirytowanie. Ale to mała wada w kontekście ogromu informacji, jakie niesie książka.

Mam zamiar sięgnąć też po inne książki zarówno autorstwa Sama Quinonesa, jak i wydawnictwa Czarnego, w szczególności z Serii amerykańskiej.

Czytałeś Dreamland. Epidemia opiatów w USA?

A może polecasz jakieś inne książki z Serii amerykańskiej wydawnictwa Czarnego?

Podziel się w komentarzu!

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail