Lucyfer, czyli piekielnie przystojny upadły anioł w Los Angeles

Lucyfer, czyli piekielnie przystojny upadły anioł w Los Angeles

Czasami zdarza się magia. Tak po prostu. I taka magia zdarzyła się w ostatni weekend. Postanowiłam, że nadszedł czas, by Lucyfer w końcu doczekał swojej kolejności w moim napiętym grafiku kulturalnym.

Lucyfer – sezon 1

Lucyfer Morningstar (Tom Ellis) jest diabłem, Władcą Piekieł. Unieszczęśliwiony swoją rolą w zaświatach zstępuje do Los Angeles, gdzie zostaje właścicielem jednego z najlepiej prosperujących klubów nocnych – LUX. W ramach “diabelskiej” przysługi pomaga ludziom zdobyć sławę i bogactwo. Odrobinę zamieszania w jego życie wprowadza policjantka, Chloe Decker (Lauren German), która bada sprawę morderstwa gwiazdy, znajomej Lucyfera. Chloe jest jedyną osobą, która potrafi oprzeć się urokowi Lucyfera. Ten bowiem potrafi zmusić każdego do zdradzenia mu największego pragnienia. Każdego, poza Chloe.

Lucyfer dołącza do Chloe i pomaga jej w prowadzeniu śledztw. Podczas pierwszego z nich poznaje psycholożkę, Lindę Martin (Rachael Harris), z którą nawiązuje osobistą współpracę bazującą na płaceniu sobie… w naturze.

Gdzie tu zacząć? Od jakiegoś czasu kusiło mnie, żeby obejrzeć Lucyfera. W momencie, kiedy telewizja FOX zrezygnowała z serialu po trzecim sezonie, byłam niemal pewna, że sprawa się dla mnie załatwiła. Nie chcę oglądać urwanej historii, choć w przeszłości już to się zdarzało. Na szczęście Netflix przejął prawa do serialu i przynajmniej na jakiś czas mogę mieć nadzieję, że fabuła serialu nie urwie się na gigantycznym cliffhangerze.

Tak się złożyło, że miałam dwa weekendowe dni w pełni dla siebie i postanowiłam je dobrze wykorzystać. Nadrobiłam więc Księgę czarownic, Dobre miejsce, Charmed i Chilling Adventures of Sabrina. I zobaczyłam, że jestem z każdym serialem na bieżąco, więc bez wyrzutów sumienia (no dobra – z małymi) mogłam wybrać kolejną produkcję, której dam szansę zwalić się z nóg. Padło na Lucyfera.

Przepadłam od pierwszego odcinka. Już tutaj aktorzy dali mi odczuć niezwykłą chemię, nie tylko tę pomiędzy Lucyferem i Chloe, ale także między innymi postaciami. I nie zawsze chemię w znaczeniu seksualnym, w końcu przyjaźń też może mieć swoją chemię.

Lucyfer jest serialem kryminalnym, utrzymanym w konwencji proceduralnej, co jest niejako standardem jak na studio Jerry’ego Bruckheimera, odpowiedzialne za takie seriale jak te z grupy CSI, czy też świetne Dowody zbrodni. Ze względu na nadprzyrodzoną naturę głównego bohatera i niektórych innych postaci Lucyfer wyróżnia się jednak z tej gromadki. Wprawdzie elementów nadprzyrodzonych początkowo nie ma w serialu zbyt wiele, ale zdecydowanie widz czuje, że coś jest na rzeczy.

Serial ten, poza tym, że jest kryminałem, ma w sobie dużą dawkę humoru wynikającego z niedostosowania Lucyfera do życia wśród ludzi. Zadaje pytania, których nie wypada zadawać, flirtuje z wszystkim, co się rusza, nie ma pojęcia o konwenansach i generalnie jedyne, co ma w głowie, to seks. Z wszystkim, co się rusza.

Część kryminalna nie jest szczególnie wyszukana, ani skomplikowana. Gdyby te same sprawy dostali policjanci lub agenci z innych seriali Jerry’ego Bruckheimera, rozwiązaliby je w trymiga i odcinek kończyłby się po piętnastu minutach. Jednak same sprawy są tylko pretekstem do rozwijania postaci, które powoli budują w sobie empatię, zniechęcenie i całą gamę innych emocji. W dodatku serial doskonale wykorzystuje kontrasty między bohaterami. Otwarty seksualnie Lucyfer staje w kontrze z matką w separacji z mężem. Ich wzajemne zmiękczanie się i budowanie sympatii przyciąga widza na dłużej.

Poza tym Lucyfer jest bogaty w słodkie sceny, przede wszystkim z Lucyferem i córką Chloe w roli głównej, a także w niedopowiedzenia, dające widzowi możliwość dopowiedzenia sobie, co mogło się stać, albo do jakiego wniosku doszła postać.

Obecnie jestem na początku drugiego sezonu, więc mogę oceniać tylko pierwszy. I nie może być inaczej – pierwszy sezon Lucyfera to spełnienie moich mokrych snów, o których do tej pory nie wiedziałam. Choć ostatnio trafiły się dobre seriale, żaden nie wywołał u mnie takiej gamy emocji, żebym aż odzywała się na głos podczas oglądania. Żaden, poza Lucyferem.

Fabularnie nie jest to historia mocno wyszukana. Można wręcz, znając mitologię chrześcijańską, przewidzieć, kto się pojawi i w jakim charakterze. Ale chyba nawet zapaleni chrześcijanie znają mitologię grecką i rzymską lepiej niż chrześcijańską, więc może da się zachować przynajmniej odrobinę niepewności. Braki fabularne serial nadrabia zaangażowaniem widza, więc ciężko oderwać się od pierwszego sezonu.


Oglądałeś Lucyfera? Co o nim sądzisz?

A może polecasz inny serial kryminalny z magnetycznymi i fantastycznymi elementami?

Podziel się w komentarzu!


FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa