Pierwszy raz na kajakach, czyli wypłynęłam na nieznane wody

Pierwszy raz na kajakach, czyli wypłynęłam na nieznane wody

Czasem dość spontaniczna decyzja okazuje się najlepsza. W ramach urlopu pojechałam na kilka dni do rodziców, którzy wyszli z propozycją, żeby wybrać się na kajaki i w ten sposób wykorzystać pogodę. I tak oto przeżyłam mój pierwszy raz na kajakach.

Mój pierwszy raz na kajakach

Ogólne informacje

Rodzice na spływ wybrali Małą Panew, w której to wody jest na tyle mało, że nikt się nie utopi, a na tyle dużo, że kajak popłynie. Ich wybór ostatecznie padł na Ziaja Kajaki i wyruszenie z przystani Amazonka w Kolonowskim.

Nasza trasa miała 10 km, w założeniu miała trwać około 3 godzin, w co wliczało się przenoszenie kajaków przez fragment z wodospadem. Zaczęliśmy więc w Kolonowskim na przystani Amazonka o godzinie 10:30.

Pierwsze kroki

Zrezygnowaliśmy z kamizelek, ponieważ zgodnie z informacjami znalezionymi w internecie i zapewnieniami pracowników głębokość wody w rzece wynosiła do kilkudziesięciu centymetrów. Kamizelki bardziej by więc przeszkadzały niż ratowały życie w dramatycznych sytuacjach. Z pewnością na głębsze wody nie zrezygnowałabym z kamizelki.

Ponieważ był to mój pierwszy raz na kajakach, nie dało się przewidzieć wszystkiego. Dlatego też początkowo bardzo stresowałam się o swój telefon, który zabrałam ze sobą, nie zabezpieczając go w żaden sposób. Więc mimo płytkiej wody bałam się wywrócenia właśnie ze względu na sprzęt elektroniczny. Kolejnym razem będę już pamiętać o szczelnym woreczku strunowym lub specjalnych torebkach do sportów wodnych. Jednak sprzęt trzeba zabezpieczyć, żeby w pełni cieszyć się ze spływu kajakiem.

Popłynęliśmy dwuosobowymi kajakami. Nasz (mój i mojego narzeczonego) był koloru zielonego – inaczej być nie mogło.

Pierwszy raz na kajakach
Moje białe nogi na tle zielonego kajaka

Jak się przygotować?

Z pewnością warto zabezpieczyć swoje urządzenia elektroniczne i dokumenty, bo przezorny zawsze ubezpieczony.

Warto też odpowiednio się ubrać. Z tego, co zdołałam zauważyć, część osób płynęła w zwykłych bawełnianych koszulkach, część w strojach kąpielowych a część w sportowych ubraniach. Ja nie mogłam się zdecydować, nie wiedziałam też, czego mogę się spodziewać, dlatego założyłam strój kąpielowy, a na wierzch koszulkę bez rękawów i luźne spodenki. Moja stylówa tak bardzo nie zasługuje na uwagę, że nawet nie dałam sobie zrobić zdjęcia.

Pierwszy raz na kajakach

Po pół godzinie zdjęłam koszulkę, bo uznałam, że skoro już jestem na słońcu, to mogę się od razu opalić. Na szczęście wcześniej wysmarowałam się kremem z filtrem, co uważam za konieczność. Ty sposobem uniknęłam zarówno raczka, jak i raka.

Koniecznością w słoneczny dzień jest także osłonięcie głowy, żeby uchronić się przed udarem słonecznym. Jednak trzy godziny na pełnym słońcu to nie przelewki.

Jeśli chodzi o obuwie, to generalnie nie ma ono większego znaczenia przynajmniej w takim turystycznym spływie o niewielkim ryzyku. Ja założyłam japonki, które i tak po kilku minutach wylądowały na dnie kajaka. Moje gołe stopy wystawiłam do słońca, co jest dość powszechną metodą kobiet, jak zdołałam zauważyć.

Zabraliśmy także zapasy wody mineralnej oraz prowiant.

Wrażenia

Trzy godziny płynięcia minęły jak mrugnięcie okiem. Moment i już koniec dobrej zabawy.

Ale między startem a końcem znalazło się całkiem dużo miejsca na podziwianie piękna natury, odczuwanie mięśni, synchronizowanie ruchów i pomaganie sobie wzajemnie.

Przede wszystkim Mała Panew to niewielka rzeka, która wije się meandrami po województwie śląskim i opolskim. Jej wolny prąd sprzyja delektowaniu się otoczeniem. Zachwyciłam się wielokrotnie ważkami, które nawet podlatywały na tyle blisko, żeby usiąść na paluchu mojej lewej stopy. Szczególnie w pamięć zapadły mi turkusowe ważki, wyróżniające się kolorem na tle soczyście zielonej trawy lub wystających korzeni drzew. Szkoda, że nie udało mi się zrobić im zdjęcia, ale po pierwsze postawiłam na kontemplację przyrody, a po drugie nie chciałam ryzykować zalanego telefonu.

Pierwszy raz na kajakach

Kiedy udało nam się odczepić nieco od innych kajakowiczów, mogliśmy oddać się ciszy, która w mieście nie jest osiągalna nawet nocą. Wtedy przestawaliśmy wiosłować i pozwalaliśmy sobie na milczenie i bezruch.

Dzięki wiosłowaniu, które sprawiło mi na początku niemałe kłopoty, mogłam poczuć mięśnie karku i pleców. To niesamowite uczucie, które zamieniło się w zakwasy kolejnego dnia. Muszę się więcej ruszać.

Płynięcie kajakiem w dwie osoby to także doskonała lekcja synchronizacji. Trzeba się bowiem dogadać, zgrać i włożyć sporo energii, żeby płynąć tam, gdzie się chce. A czasem trzeba chwilę pokręcić się w kółko na niezauważonym korzeniu… Współpraca się w tej sytuacji opłaca.

Pierwszy raz na kajakach – nie ostatni

Na pewno nie jeden raz skorzystam ze spływów kajakowych, bo to świetny sposób spędzenia wolnego czasu aktywnie, na łonie natury i relaksująco jednocześnie. Nie spodziewałam się, że tak mi się to spodoba. Jestem raczej typem stroniącym od wody nawet latem.


A ty byłeś kiedyś na spływie kajakowym? Jak przeżyłeś swój pierwszy raz na kajakach?

A może jeszcze nigdy tego nie próbowałeś? Podziel się w komentarzach.


Przeczytaj także o moim pierwszym razie w saunie, gdzie poszłam na całość i zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania.

Pierwszy raz w saunie

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa