See Bloggers, czyli czwarty raz pierwszy raz

See Bloggers, czyli czwarty raz pierwszy raz

Uff! Jak dobrze było przez kilka dni odpocząć od pisania. Choć moja blogowa przerwa trwała zaledwie tydzień, to mam wrażenie, że zdążyłam w tym czasie całkiem dobrze się zregenerować. Moja przerwa była trochę oszukana, ponieważ dwa z tych zaledwie kilku dni spędziłam na imprezie blogerskiej See Bloggers. Ale chyba możemy przymknąć na to oko…

See Bloggers – czwarty raz pierwszy raz

Jak dostałam się na See Bloggers?

W zeszłym roku po See Bloggers, na który się nie wybrałam, bo przegapiłam zapisy (chyba nawet łącznie z drugą turą, jeśli taka była), wybuchła swego rodzaju afera. Blogerzy zostali nazwani złodziejami, ponieważ ze stanowisk sponsorów ukradli ponoć nawet telewizor. Przyznam też, że to trochę zraziło mnie do całej imprezy, bo nikt nie chce być kojarzony tak negatywnie.

Jednak po roku otrząsnęłam się i zaczęłam polować na zapisy, a potem z niecierpliwością oczekiwać wyników, które na całe szczęście i tabliczkę czekolady okazały się pozytywne. I tak oto dostałam się na tegoroczne See Bloggers.

Swoje zgłoszenie uzupełniłam o błagalne “wpuście mnie, bo w tym roku wszystkie inne ciekawe imprezy odbywają się w weekendy, kiedy mam rodzinne sprawy na głowie”. To całkiem dobre uzasadnienie. Polecam. I dosłać zdjęcie błagalnego klęczenia na własnych osobistych kolanach.

Nocleg i dojazd

Wiem, że nie chcę dojść do sedna, ale jest kilka innych rzeczy, którymi chciałabym się podzielić.

See Bloggers 2018 Łódź

Po pierwsze, zauważyłam u siebie zmianę nastawienia. Zawsze załatwiałam dojazd i nocleg w pierwszej kolejności, żeby w żadnym wypadku nie musieć nocować pod mostem. We Wrocławiu to nie problem, bo jeśli zaakceptuje się szczury, miejsca pod wieloma mostami jest mnóstwo. Trochę słabiej mogłoby to wyglądać w Łodzi. No i właśnie znad naszego polskiego morza, w tym roku See Bloggers przeniosło się do Łodzi. Z jednej strony szkoda, bo chętnie bym sobie pojechała nad morze, a z drugiej Łódź jest bliżej Wrocławia. A poza tym pogoda i tak nie pozwoliłaby się cieszyć morzem. Więc nawet lepiej.

W każdym razie mimo chęci załatwienia dojazdu i noclegu z odpowiednim zapasem czasowym, zostawiłam wszystko prawie na ostatnią chwilę. Niestety połączenia kolejowe okazały się mało atrakcyjne, ponieważ jedyny pociąg, którym zdążyłabym na początek, wyjeżdżał już o 4:17. I choć lubię wcześnie wstawać, nawet dla mnie to mordęga niesamowita. Na szczęście podczepiłam się do przejazdu samochodem i prawie udało mi się wyspać.

Po drugie, byłam bardzo podekscytowana imprezą.

Zaskoczenie

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, uderzyły mnie dwie rzeczy. Przede wszystkim ilość wystawców i brak sieci wi-fi.

Przyzwyczajona do wcześniejszych konferencji, w których brałam udział, spodziewałam się jedynie niewielkiej obecności sponsorów. A poświęcono im całą gigantyczną salę i jedną mniejszą. Trochę jak na targach pracy. Tylko, że z lepszymi gadżetami. No właśnie. Weszłam do EC1 z jedną torebką, a wyszłam z dwiema torbami pełnymi fantów. Nie do końca jestem z tego dumna, ale odezwała się we mnie żyłka zdobywcy i po pierwszym onieśmieleniu ruszyłam na podbój stanowisk. Przyćmiło mi to powód, dla którego w ogóle się na See Bloggers wybrałam. Ludzi.

Ludzie

Dopiero, kiedy po dwóch godzinach przeciskania się przez tłumy uznałam, że mam już dość, przypomniałam sobie o ludziach, dla których w ogóle zdecydowałam się na wzięcie udziału w tak licznej w blogerskie dusze i ciała imprezie. Bo generalnie to ja za tłumami nie przepadam. A prawie dwa tysiące ludzi to już niezły tłum, który ociera się o mnie i narusza moją strefę osobistą, nazywaną przeze mnie strefą rażenia bezpośredniego. Potrafię na krótki czas wyłączyć skutki przekraczani tej granicy, bo jednak poruszam się komunikacją miejską i bez tego żyłabym w wiecznej rozsypce. Ale po kilku godzinach efekt wyłączenia przestaje działać i każde zbliżenie się do grupy większej niż pięcioosobowej, wywołuje pewien lęk.

Dlatego po całym See Bloggers byłam potwornie zmęczona i regenerowałam siły przez dwa dni. Ale wytrzymałam do końca.

Nie będę pisała o wykładach, ponieważ z pewnością niejeden inny bloger opisze je lepiej, szczególnie jeśli w ogóle w nich uczestniczył. Ja prawie wcale. Merytorycznie na scenie głównej nie działo się zbyt wiele, co by mnie zainteresowało, a na warsztaty się zapisałam, ale niestety nie popatrzyłam na zegarek i tyle je widziałam.

Natomiast w kwestii ludzi mogę opowiedzieć całkiem sporo. Bo było ich dużo.

See Bloggers 2018 Łódź

I doskonale było się spotkać ze znajomymi poznanymi na wcześniejszych konferencjach oraz spotkać całe mnóstwo osób, które luźno kojarzę z ich internetowej działalności. Spotkania są najlepszym elementem całego wydarzenia i jedynie szkoda, że cała przestrzeń dostępna dla uczestników była zajęta albo przez wystawców, albo przez prelekcje i warsztaty. Niestety zabrakło mi przestrzeni bez gadżetów, wciskanych przekąsek i hałasu. Nawet w hallu, gdzie przestrzeni było najwięcej, zgromadziło się tyle osób, że niemal nie było różnicy między tym miejscem a salą wystawową. Cóż, obiekt okazał się zbyt mały na tak ogromną liczbę ludzi (i małp). W dodatku pogoda nie sprzyjała wychodzeniu, dlatego też przygotowana strefa na zewnątrz straszyła pustkami.

Gala Hastagi Roku, koncert Kasi Nosowskiej i after party

Mając w pamięci ogromną przestrzeń z zeszłorocznego Blog Conference Poznań, czułam się bardzo zaduszona. Tym bardziej, kiedy na Gali Hashtagów, koncercie Kasi Nosowskiej i after party nie było miejsca, w którym można porozmawiać bez dudniącej muzyki. Kto odważniejszy, wychodził na zewnątrz, albo ruszał na podbój nocnej Łodzi.

Przyznam też, że zabrakło mi napojów bezalkoholowych. Wprawdzie ja sama nie unikam alkoholu jak ognia, ale mam bardzo małą tolerancję i po kilku drinkach zawsze przerzucam się na bezalkoholowe napoje. Na szczęście nie musiałam desperacko szukać takich napojów, bo moje tempo picia było odpowiednio wolne.

See Bloggers 2018 Łódź

Sama Gala jakoś od początku mnie nie interesowała, więc specjalnie się na nią spóźniłam, ale ponieważ była obsuwa czasowa, to i tak przybyłam na miejsce zbyt wcześnie. Nie jestem osobą z wypiekami na twarzy śledzącą wszelkie rankingi, dlatego też ze średnim zainteresowaniem obserwowałam osoby zgarniające poszczególne nagrody. Cóż, nazwij mnie ignorantem.

Uwagi

Oczywiście mam kilka uwag do organizatorów, których i tak podziwiam za ogarnięcie tak dużej imprezy i pozyskanie tylu sponsorów.

Przede wszystkim wybór miejsca na See Bloggers. Niestety, ale centrum EC1 okazało się za małe na komfortowe pomieszczenie dwóch tysięcy osób. A kiepską pogodę zawsze powinno się brać pod uwagę.

Druga kwestia, to wybitnie skomplikowane rozmieszczenie sal prelekcyjnych i warsztatowych. Dwa razy przechodziłam obok głównej sali, zanim ktoś zwrócił mi uwagę, że to właśnie za tymi dobrze schowanymi przed światem drzwiami mogę posłuchać prelekcji i paneli. Choć sale warsztatowe były oznakowane wraz z trasą do nich, słyszałam, że niektórzy musieli korzystać z pomocy członków załogi See Bloggers.

Trzecia kwestia wykrystalizowała się, kiedy stałam przy przekąskach pierwszego dnia. Wszędzie było mnóstwo jednorazowego plastiku, który następnie wrzucany był do śmieci razem z innymi odpadami. Przekąski na plastikowych talerzykach, plastikowe miseczki na śniadanie, owoce w plastikowych pojemnikach, jednorazowe kubeczki i słomki do napojów… Pełno śmieci, których nawet nie dało się posortować, bo wszędzie stały tylko kosze na “wszystko”. Pojemniki do sortowania zauważyłam może w jednym miejscu. Jako twórcy powinniśmy edukować innych, a od kogo lepiej zacząć, niż od samego siebie, dając dobry przykład pozostałym? Mam nadzieję, że ten problem zostanie rozwiązany podczas kolejnej edycji. Tym bardziej, że niektórzy wystawcy oferowali napoje w szklanych kubeczkach z papierowymi słomkami. Może wychodzi drożej, ale czy nie lepiej dla środowiska?

Więcej grzechów nie pamiętam.

Czwarty raz pierwszy raz – See Bloggers 2018

Tegoroczna edycja See Bloggers było moją czwartą imprezą blogerską. I był to także mój czwarty pierwszy raz, ponieważ z różnych powodów we WroBlogu, Blog Conference Poznań i BloSilesii brałam udział po jednym razie. Z całą pewnością będę nadal korzystała z możliwości spotkania się z ludźmi, choć teraz już wiem, że warto zrobić przynajmniej mały research na temat profilu danej imprezy. Bo kiedy przyjechałam nieprzygotowana, zachłysnęłam się fantami od sponsorów, zamiast porozmawiać z całą masą naprawdę ciekawych ludzi.

Cieszę się, że mogłam wziąć udział w See Bloggers.


O innych konferencjach pisałam TU i TU.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa