Dobre miejsce

Dobre miejsce to serial komediowy, który zdecydowałam się obejrzeć przede wszystkim ze względu na Kristen Bell. Czy gatunek serialowy, jakim jest sitcom, a za którym generalnie nie przepadam, miał szansę mi się spodobać?

Dobre miejsce

Eleanor Shellstrop (Kristen Bell) umiera i trafia do Dobrego Miejsca. Michael (Ted Danson), architekt Dobrego Miejsca wprowadza ją w pośmiertne życie, pokazując z dumą, jak piękne miejsce udało mu się zaprojektować. Eleanor poznaje swoją bratnią duszę, Chidi’ego (William Jackson Harper), któremu zdradza, że nastąpiła pomyłka i nie powinna się tutaj znaleźć. Chidi postanawia pomóc Eleanor i zostaje jej nauczycielem etyki.

Nie ukrywam, że miałam ogromne obawy przed włączeniem pierwszego odcinka. Uwielbiam Kristen Bell, ale nie znoszę sitcomów. Jest naprawdę mało tego typu seriali, które są w stanie na dłużej przyciągnąć moją uwagę i przede wszystkim rozbawić. Czasem jednak trzeba się zrelaksować i przeczytać coś lekkiego jak chmurka, albo obejrzeć coś zabawnego. Znając dryg do komedii Kristen Bell, dałam się namówić trailerom i recenzjom i to było najlepsze, co mogłam zrobić.

Byle dać szansę

W pierwszym odcinku dowiadujemy się, czym jest Dobre Miejsce, poznajemy wstępnie bohaterów a także największą tajemnicę Eleanor. Ten odcinek cierpi na klasyczny syndrom pilota, czyli dużo opowiada i pokazuje, a mieści w sobie mało akcji. W tym przypadku także humoru. Jednak warto przebrnąć przez niego, ponieważ dopiero od trzeciego odcinka serial robi się świetny.

Żeby nie zdradzać zbyt wiele, powiem jeszcze kilka zdań o postaciach, z którymi ma styczność Eleanor. Chidi swoje życie na ziemi poświęcił etyce i szukaniu odpowiedzi na najstarsze pytania ludzkości. Sąsiadka Eleanor, Tahani (Jameela Jamil), zajmowała się zbiórkami na cele dobroczynne, a jej bratnia dusza, Jianyu, był tybetańskim mnichem, który przyjął śluby milczenia.

Każdy z bohaterów wnosi do serialu inny rodzaj humoru. Mimo, że jest to komedia, charaktery postaci zostały wykreowane z ogromną uwagą, co wpływa nie tylko na humor, ale także na spójność całej historii.

Humor

Nie da się opowiadać o komedii bez wspomnienia o humorze. Najbardziej newralgicznej części sitcomu. Żarty są w Dobrym miejscu zdecydowanie sytuacyjne, co jest kwintesencją sitcomu (z ang. situation comedy). Wynikają one przede wszystkim z braku zrozumienia między postaciami, ale też różnic w ich poziomie wypowiedzi. Bardzo cieszę się, że twórcy nie zniżyli się tu do poziomu kupy i części ciała. Dzięki temu serial nie wydaje się w żadnym stopniu obrzydliwy. Jako element humorystyczny wykorzystano Janet (D’Arcy Carden), robotyczną asystentkę Michaela oraz mieszkańców Dobrego miejsca. Posiada ona wszystkie cechy idealnej asystentki, jednak jako twór sztuczny pozbawiona jest emocji i umiejętności społecznych. Stanowi zabawny kontrast dla bardzo ludzkich mieszkańców.

Jednocześnie humor w Dobrym miejscu balansuje na granicy czarnego. Wielokrotnie wspominana jest śmierć, nie zawsze w poważnym tonie.

Fabuła

Cały pierwszy sezon nie ma jakiegoś znaczącego głównego wątku. Jedyne, co spaja poszczególne odcinki to relacje między bohaterami oraz próby Eleanor na stanie się lepszym człowiekiem i zasłużenie sobie na dom w Dobrym miejscu. Dopiero finał stawia cały sezon w perspektywie. Gdybym nie zaspoilerowała sobie finału na długo przed rozpoczęciem seansu, kompletnie zbiłby mnie on z tropu. Moje pierwsze oglądanie przypominało bardziej drugie, bo wyszukiwałam wskazówek, które wsparłyby to, co ma się wydarzyć, a i tak bawiłam się doskonale.

Werdykt

Zdecydowanie warto dać szansę Dobremu miejscu, ponieważ doskonale wyróżnia się dopracowanym humorem na tle innych sitcomów. Michael Schur, twórca serialu, odpowiedzialny także za The Office oraz Parks and Recreation potrafi znaleźć odpowiedni rodzaj humoru, który potrafi rozbawić, nie sięgając po najniższe jego formy obecne szeroko w kulturze współczesnej.

Jeśli szukasz czegoś zabawnego na kilka wieczorów lub jedno dłuższe posiedzenie i chcesz zostać zaskoczony, nie wahaj się dłużej i odpal Dobre miejsce. Obiecuję, że nie pożałujesz.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail