W 2015 roku poszła w świat informacja, że Z archiwum X powraca. Ależ to było wspaniałe uczucie – w końcu spełniło się marzenie, które na zawsze miało zostać gdzieś w sferze niespełnionych snów. Kiedy na dodatek serialem miał się zająć Chris Carter, oryginalny producent, a do obsady dołączyć mieli Gillian Anderson i David Duchovny – moja radość nie miała końca. Gdzieś z tyłu głowy miałam pewne obawy, że powrót nie będzie dość satysfakcjonujący.

Dlaczego zawiodłam się na jedenastym sezonie Z archiwum X?

Sezon dziesiąty

Po wyemitowaniu nowego sezonu odczekałam kilka miesięcy, zanim odważyłam się go włączyć. Obawy z tyłu mojej głowy przejęły inicjatywę i zablokowały moje szczere chęci, by obejrzeć pachnące świeżością odcinki. Ale w końcu przyszedł na nie czas. Po obejrzeniu byłam zawiedziona i zachwycona jednocześnie. Cieszyłam się z nawiązań do starych sezonów, z powrotu mojego ulubionego serialowego duetu, z tego, że nie zmieniono intra. Ale jednocześnie czułam ogromny niedosyt. Zabrakło mi tego klimatu, wrażenia, że coś wisi w powietrzu i jedyne, co się liczy, to odnaleźć prawdę. Stwierdziłam wtedy, że ten serial po prostu nie pasuje do naszych czasów. Mulder korzystający ze smartfona był niezwykle dziwnym widokiem. Sprawy, których podejmowali się Dana i Fox, także pozostawiały wiele do życzenia.

Po nowym, dziesiątym sezonie pojawił się także sezon jedenasty.

Sezon jedenasty

Do informacji o sezonie jedenastym podeszłam ze znacznie większą rezerwą. Spodziewałam się, że twórcom nie uda się mimo prób uzyskać oryginalnego klimatu. W dodatku doszły mnie słuchy, że będzie to ostatni sezon Gillian Anderson. A definitywne odejście łączy się najczęściej z zejściem… z tego świata. A to coś, czego nie chce przeżywać żaden fan postaci serialowej.

Obecnie jestem z serialem na bieżąco, ale z każdym odcinkiem coraz bardziej chcę porzucić Z archiwum X. Porzucić i nie wracać więcej do sezonów powstałych po zakończeniu oryginalnych sezonów. Mimo mojej ogromnej sympatii zarówno do bohaterów, jak i aktorów.

Ale brak klimatu i świadomość odejścia jednego z filarów serialu to nie jedyne jego problemy. Największym problemem jest z całą pewnością absolutne podkopanie wątków. Okazało się, że sezon zaczął się tak, jakby poprzedniego nigdy nie było, a plot twist okazał się co najmniej słaby. W dodatku najbardziej niejasny wątek z życia Dany Scully i Foxa Muldera został nagle wyjaśniony. W NAJGORSZY MOŻLIWY SPOSÓB. Autentycznie rozważałam w trakcie odcinka wyrzucić laptopa przez okno z ósmego piętra, aby nie został po nim nawet ślad. Twórcy nie tylko obdarli z tajemnicy jeden z najważniejszych wątków ósmego i dziewiątego sezonu, ale także cudownie naprawili skutki porwania z drugiego sezonu. A właściwie znaleźli najgłupszy sposób na wyjaśnienie kulis naprawiania. Nadal nie rozumiem, jaki to miało cel, ale na tym polega mój kolejny problem z nowym Z archiwum X.

W nowych sezonach nie ma już Archiwum X, czyli komórki FBI zajmującej się niewyjaśnionymi sprawami. Więc większość działań bohaterów wynika z przypadkowych zdarzeń. Podczas gdy cały oryginalny serial opierał się na działaniu pod bezpieczną pierzynką prawa, ale ta całkowicie na jego granicy, w nowych sezonach całkowicie o tym zapomniano. To całkiem inny serial, wykorzystujący jedynie postaci, intro i skojarzenia.

Black Mirror

To, co zawsze mnie wzburza, to płynięcie na fali popularności konkurencji. W odcinku siódmym jedenastego sezonu nie da się nie zauważyć ogromnej inspiracji serialem Black Mirror. Inspiracja jest ok, tym bardziej, że w oryginalnych sezonach pojawiały się odcinki oparte na strachu przed rozwojem technologicznych. Pamiętam wątek o mechanicznych owadach i o grze, która rozwinęła własną inteligencję. Mój problem z siódmym odcinkiem polega na tym, że jest kompletnie wyrwany z rzeczywistości serialu. Nagle zostajemy wraz z bohaterami wrzuceni do świata inspirowanego przyszłością i mamy tylko jeden odcinek, w którym pozostajemy w tej jakby alternatywnej rzeczywistości. Przez co jedna dziesiąta sezonu jest wyrwana z kontekstu.

Ulubiony serial?

Nigdy nie ukrywałam, że Z archiwum X należy do trójki moich ulubionych seriali. Ale ostatnio czuję, że muszę dopowiedzieć, że chodzi o stare sezony. Nowych nie chce mi się nawet oglądać, bo boję się, że całkowicie stracę zapał do oglądania seriali w ogóle.

Mam szczerą nadzieję, że wraz z końcem obecnie emitowanego sezonu nastąpi koniec Z archiwum X aż po wsze czasy. Nie chcę dłużej być torturowana upadkiem tak świetnego serialu, do którego z różnych powodów jestem przywiązana. Włączając nowy odcinek znajduję się między młotem i kowadłem. Wolę, aby ten serial pozostał moim ulubionym, a powoli brakuje mi oczu do przymykania…

I nawet nie chce mi się oglądać sezonu do końca…

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail