Podsumowanie grudnia, czyli koniec bez przytupu

Podsumowanie grudnia, czyli koniec bez przytupu

Zeszłoroczny grudzień był nad wyraz niezimowy tym razem. Nie udało mi się przeczytać świątecznej książki (zaledwie jedno opowiadanie) ani obejrzeć żadnego świątecznego filmu. Chyba, że wliczyć specjalny odcinek serialu Doktor Who. Ale na szczegóły zapraszam niżej.

Podsumowanie grudnia

Filmy

W grudniu obejrzałam dokładnie dwa filmy.

1922

1922Po netflixowy 1922 w reżyserii Zaka Hilditcha sięgnęłam jakoś tak z braku laku. Z drugą połówką chcieliśmy obejrzeć jakiś niewymagający film, nic z górnej półki, ale mimo wszystko coś ciekawego. 1922 okazał się przyjemnie spędzonym czasem, ale zdecydowanie nie jest on taki niewymagający, jak spodziewałam się tego z opisu.

Farmer (Thomas Jane), pisząc list, wspomina pamiętny dla niego rok 1922, kiedy to popełnił straszną zbrodnię i musiał zmagać się z konsekwencjami swego czynu.

Film ten wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Z produkcji niemal obyczajowej bardzo szybko przemienił się w coś w rodzaju psychologicznego horroru. Szczerze, nie do końca tego oczekiwałam. Dopiero po fakcie zobaczyłam, że 1922 to adaptacja jednej z opowieści Stephena Kinga. A już ta informacja powinna dać mi do myślenia.

1922 jest filmem bardzo wciągającym, mimo że fabuła rozwija się niezbyt szybko. Nie da się pominąć niezwykle niepokojącego klimatu i doskonale wykreowanych postaci. Zgodnie z mottem Kinga, każdy z bohaterów kryje w sobie drugiego człowieka. Niekoniecznie lepszego.

Looper

looperGdzieś pod koniec grudnia postanowiliśmy ponownie obejrzeć coś mało wymagającego. Tym razem nasz wybór padł na “jakiś film z motywem podróży w czasie”, a tym samym na Loopera w reżyserii Riahna Johnsona.

W dalekiej przyszłości możliwe są podróże w czasie. Są jednak one zabronione i służą zorganizowanym organizacjom przestępczym jako metoda pozbywania się ciał. Przesyłają oni ludzi do przeszłości, gdzie czekają na nich looperzy, którzy zabijają ich, a następnie palą ciała. Jedna z ofiar głównego bohatera okazuje się być nim samym z przyszłości.

W głównych rolach obsadzono Josepha Gordona-Levitta i Bruce’a Willisa. Osoba odpowiedzialna za charakteryzację powinna dostać co najmniej upomnienie za przedziwny wręcz makijaż Josepha. Przez mocno przyczernione brwi kompletnie nie przypomina samego siebie, ale przede wszystkim wygląda karykaturalnie. Połowę filmu próbowałam się przyzwyczaić, po czym i tak się poddałam.

Sam film nie jest zły. Ale jednak nie jest nawet dobry w kategorii filmów o podróżach w czasie. Natomiast na przyjemny wieczór dla osób, które potrafią znieść karykaturalny wygląd głównego bohatera, będzie jak znalazł.


Seriale

Według aplikacji TV Time, którą polecam serialomaniakom, nie oglądałam żadnego serialu w grudniu. To jednak nie do końca prawda, bo znam siebie i wiem, że miesiąca bez serialu nie wytrzymam.

Belfer 2

belfer 2Na pewno obejrzałam w grudniu drugi sezon Belfra. Serial ten przyniósł ze sobą takie ilości frustracji, że sama nie wiem, jakim cudem obejrzałam go do końca. Może jestem odrobinę masochistką. A może miałam nadzieję, że mimo wszystko jeszcze coś z niego będzie.

Jednak moja ostateczna opinia o drugim sezonie Belfra wcale nie jest jakaś pozytywna, więc głównie straciłam czas.

Dark

darkGłównie z sentymentu do języka niemieckiego sięgnęłam po lokalną produkcję Netflixa. Dark zapowiadał się na potwornie mroczną produkcję z atmosferą gęstą jak smoła… i właśnie tym się okazał. A na dodatek zawarł w sobie mój ulubiony wątek. Jak nie lubić tego serialu?

W dodatku aktorzy zostali dobrani tak doskonale, że oglądając sceny z przeszłości, od razu było widać, kto jest kim. Ale to jest właśnie ta słynna niemiecka skrupulatność i dokładność.

Na blogu możecie przeczytać bardziej rozbudowany wpis na temat serialu Dark.

Twice upon a timeDoktor Who – odcinek specjalny

twice upon a timeW święta Bożego Narodzenia moją osobistą tradycją jest oglądanie świątecznych odcinków specjalnych Doktora Who. Nie inaczej było w zeszłym roku, kiedy to wyszedł odcinek zwieńczający erę dwunastego Doktora i jednocześnie Stevena Moffata w roli showrunnera.

Wrażeniami z odcinka podzieliłam się całkiem niedługo po obejrzeniu.


Książki

W grudniu udało mi się przeczytać zaledwie dwie książki. Tym samym nie nadrobiłam w żaden sposób moich czytelniczych zaległości. Ogólnie końcówka roku przebiegła mi dość wolno i spokojnie.

Wojciech Magiera – Fragmenty zdarzeń

fragmenty zdarzeńSara Krejner przyjeżdża do małych Polspowic na pogrzeb wujka i po to, by pozamykać stare sprawy. Bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że ktoś próbuje się jej pozbyć z wioski i najwyraźniej czegoś szuka. Sara, chcąc nie chcąc, rozpoczyna prywatne śledztwo, które prowadzi do odkrycia tajemnic mieszkańców a także rodziny jej zmarłego wujka.

Książka ta zwróciła moją uwagę podczas małego spaceru między stoiskami na Wrocławskich Targach Dobrych Książek. Skoro sam autor zachęcał, jak mogłam nie skorzystać?

Z Fragmentami zdarzeń spędziłam kilka wspaniałych grudniowych wieczorów. To kawał dobrego polskiego debiutu w formie thrillera. Dokładnie o moich wrażeniach możecie przeczytać w tekście poświęconym Fragmentom zdarzeń.

Dmitry Glukhovsky – Tekst

tekstMoje pierwsze spotkanie z twórczością Dmitrija Glukhovsky’ego z całą pewnością mogę uznać za udane. Sięgając po Tekst, oczekiwałam historii człowieka, któremu została skradziona tożsamość. Dostałam sytuację nieco odwróconą, ale nadal równie świetną i zaskakującą.

Już wiem, że ten rosyjski pisarz będzie jednym z tych, których twórczość będę chciała poznać w najbliższym czasie. Podoba mi się surowość, z jaką przedstawione zostały warunki życia we współczesnej Rosji, choć zdaję sobie sprawę, że z wielu powodów sam autor nie wszystko może pokazać ze względu na aspekty polityczne.

O Tekście będzie osobny nomen omen tekst na blogu w najbliższym czasie. Być może nawet już kolejny.


Grudzień minął, skończył się rok 2017. Pora zacząć nowy, świeży rok i zacząć działać na konto 2018.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail
  • Wooow netflixowy 1922 mega mnie zainteresował… Gdyby nie ta wisząca nad głową sesja to zaraz odpaliłabym netflixa.
    Loopera oglądałam 2 lata temu, specyficzna produkcja, ale wywarła na mnie pozytywne wrażenie 🙂

Comments are closed.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa