American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona

Kręci mnie true crime. Mimo że od wymuskanych produkcji telewizyjnych czy kinowych zdecydowanie wolę YouTube’owe pogadanki, nie mogłam oprzeć się chęci obejrzenia American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona.

American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona

Wstęp – seriale antologiczne

Serial ten wyszedł spod ręki Ryana Murphy’ego, który stworzył także takie znane produkcje jak American Horror Story, Konflikt, Glee i Królowe krzyku. Z tych seriali z przyjemnością wciągnęłam Glee. Przy American Horror Story poddałam się w drugim sezonie, mimo świadomości, że to według widzów najlepszy sezon. Królowe krzyku porzuciłam jeszcze przed pierwszym finałem. Do Konfliktu nawet się nie zbliżałam, bo relacje gwiazd, nawet tych złotych, nie leżą nawet blisko centrum moich zainteresowań.

American Crime Story to serial w konwencji antologii, czyli każdy sezon jest całkowicie odrębną historią. Podobnie wygląda American Horror Story i Konflikt. Dla tego typu seriali charakterystyczne jest to, że każdy sezon nosi własny tytuł.

Fabuła

Pierwszy sezon American Crime Story skupia się na sprawie morderstwa byłej żony słynnego amerykańskiego futbolisty Orenthala Jamesa Simpsona (Cuba Gooding Jr). W czerwcu 1994 roku Nicole Brown zostaje znaleziona martwa w swoim domu. W pobliżu znajduje się także ciało jej przyjaciela, Rona Goldmana. Podejrzenia szybko padają na O. J. Simpsona.

Rozpoczyna się proces, który ciągnie się miesiącami, a prawnicy próbują wszystkich możliwych sposobów, aby skazać lub uniewinnić gwiazdę futbolu.

Wrażenia

Już od pierwszego odcinka wiedziałam doskonale, że American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona jest serialem świetnie wyprodukowanym i zagranym. Choć niewiele wiedziałam o samej sprawie, miałam wrażenie, że twórcy oszczędzą mi niepotrzebnych wątków, przekłamań i dłużyzn. I okazało się, że się nie myliłam. Po każdym odcinku wyszukiwałam na YouTube sceny sądowe z 1994 roku, próbując odkryć stopień odtworzenia. Było to świetną zabawą.

Im dalej w las tym gorzej. Ale spokojnie, sezon aż do ostatniej sceny był doskonały. Ale z każdym kolejnym odcinkiem odczuwałam coraz więcej negatywnych emocji. Niekoniecznie do postaci, ale przede wszystkim do naprawdę chorego systemu, który pozwala na tak okrutne gierki z drugą stroną w sądzie. Każdy kolejny odcinek włączałam z coraz większą niechęcią wobec sądownictwa i z rosnącym podziwem dla osób, które tak długi czas poświęciły na szukanie dowodów i sposobów na uniewinnienie i skazanie O. J. Simpsona.

Bohaterowie

American Crime Story. Sprawa O. J. SimpsonaPodobnie jak przy Dark, ogromne brawa i wyrazy uznania należą się osobom odpowiedzialnym za castingi i dobór aktorów. Obok scen sądowych pokusiłam się także na znalezienie osób, które pojawiały się na małym ekranie. Jedną z ważniejszych ról Roberta Kardashiana (serial nie ma bezpośrednio głównego bohatera) zagrał David Schwimmer i naprawdę już po kilku chwilach przestałam widzieć w nim Rossa z Przyjaciół. Ani na chwilę nie zwątpiłam w jego postać, podobnie jak w postać Marcii Clark graną przez Sarah Paulson.

W roli jednego z najbardziej znanych prawników świata, Johnny’ego Cochrana, wcielił się Courtney B. Vance. Doskonale oddał on postać człowieka, który kwiecistą przemową potrafi każdego przekonać do swojej racji i obrócić słowa rozmówcy przeciwko niemu. Mimo swojej dość negatywnej roli w samym serialu (obrońca O. J. Simpsona) wywołał we mnie odrobinę sympatii. Wśród innych ważnych postaci pojawił się także John Travolta jako Robert Shapiro oraz Sterling K. Brown jako Christopher Darden.

Nie obyło się jednak bez castingowych wpadek. W być może najważniejszej roli całego serialu obsadzono aktora, który nie udźwignął ciężaru postaci. Cuba Gooding Jr., bo o nim mowa, kompletnie nie sprawdził się w roli kontrowersyjnego O. J. Simpsona. Dlaczego tak uważam? Przede wszystkim niespecjalnie przekonuje mnie jako sportowiec. Jest za niski jak na osobę, którą gra, co wyraźnie widać w scenach sądowych, gdzie bohaterowie stoją. Poza tym brakuje mu charakterystycznego umięśnienia. Widocznie aktor zbyt mało czasu poświęcił na swoją rolę. Dodatkowo nie sprawdził się w odtworzeniu charakteru i charyzmy futbolisty. Z jakiegoś powodu tłumy wręcz szalały za O. J., nawet czarnoskóra społeczność, od której ten dość znacząco przed procesem się odgradzał. Serialowej wersji brakowało tej naturalnej charyzmy, która porywa tłumy. Szkoda, bo serial mógłby być jeszcze lepszy.

Problemy w procesie

Ponieważ w grę wchodziła wolność osoby znanej i wpływowej, prawnicy prześcigali się w pomysłach na pociągnięcie kierunku śledztwa. Raz szala przeważała się na jedną stronę, raz na drugą. W całą sprawę został włożony tak ogromny wysiłek, że pozostaje mi tylko podziw dla obu stron.

W procesie pojawiły się wątki rasowe, ponieważ O. J. Simpson jest czarnoskóry, obie strony próbowały na swój sposób wykorzystać kolor skóry oskarżonego. Biorąc po uwagę dzisiejszy strach przed złamaniem poprawności politycznej, twórcy dobrze się spisali. Mam wrażenie, że wcale nie powstrzymywali się jakoś bardzo mocno, a udało im się stworzyć coś, co wcale nie pokazuje cukierkowej wersji.

Przemyślenia

Ponieważ American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona to serial oparty na faktach, nie mogło obyć się bez pewnych przemyśleń. Przede wszystkim po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, że nie lubię dramatów sądowych i prawniczych. Zdecydowanie wolę wszystko to, co dzieje się wcześniej, czyli kryminały. Dlaczego? Kryminały w zestawieniu z dramatami prawniczymi mają bardzo pozytywny wydźwięk. Znalezienie sprawcy oznacza zwycięstwo sprawiedliwości. W dramatach sądowych oznacza początek długiej i nierównej walki między ludźmi niezaangażowanymi bezpośrednio w samą sprawę. Każdy chce wygrać, dlatego próbuje różnych nieczystych gierek, przez co często niewinna osoba idzie za kratki, albo prawdziwy sprawca wraca na wolność. Dlatego z dramatami sądowymi i prawniczymi niezbyt dobrze się dogaduję. Może też z tego powodu nie mam ochoty sięgać po drugi tom przygód Chyłki i Zordona? Mimo wszystko American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona to niemal doskonały serial, który wszystkim polecam.

Naszła mnie też refleksja, że samo wygranie tak istotnej sprawy sądowej nie jest samo w sobie zwycięstwem. Jedna z ostatnich scen uświadomiła mi, że to konsekwencje i uzmysłowienie pewnego problemu społeczeństwu mogą mieć dla prawnika większe znaczenie.

Podsumowanie

American Crime Story. Sprawa O. J. Simpsona okazał się jednym z najlepszych seriali, jakie ostatnimi czasy mogłam obejrzeć. Doceniłam ciężki klimat sali sądowej, doskonałą grę aktorską i emocje, które produkcja zdołała we mnie wzbudzić. Polecam ten serial amatorom true crime oraz wszystkim, którzy lubią dramaty prawnicze i sądowe.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail