Książkoholik marnotrawny, czyli największe problemy nawróconego maniaka książkowego

Książkoholik marnotrawny, czyli największe problemy nawróconego maniaka książkowego

Dawno temu, bo w lutym zeszłego roku, opowiadałam moją książkową historię. W skrócie: czytałam książki, zaczęłam masowo oglądać seriale, porzuciłam książki, ale w końcu zatęskniłam i wróciłam z podkulonym ogonem do moich papierowych przyjaciół. Problem z odnawianiem przyjaźni polega na tym, że nie jest on bezproblemowy. I dziś o tych problemach właśnie – problemy książkoholika marnotrawnego.

Problemy książkoholika nawróconego

Problemy z czytaniem

Kiedy czyta się książki masowo, nie zwraca się uwagi na technikę czytania. Trudno wypatrzeć w codziennych i wyuczonych czynnościach jakąkolwiek technikę, ale uwierz, że to stały element naszej codzienności.
Zaobserwowałam to, kiedy mieszkałam z innymi studentami (dodam, że z różnych domów i miejscowości) w mieszkaniu. Najprostszy przykład techniki to mycie naczyń. Niby banał, ale czy naprawdę? Już samo używanie płynu do mycia naczyń ma co najmniej trzy warianty: z butelki na gąbkę, z butelki na naczynia i z butelki do ciepłej wody. A to dopiero początek. I spokojnie, nie jestem żadnym kuchennym stalkerem. Mam po prostu oczy szeroko otwarte na wzór Sherlocka Holmesa.

Kiedy po długiej przerwie sięga się po raz pierwszy po książkę czysto z przyjemności, nie do końca wiadomo, jak zacząć. Czytać opis z tyłu czy nie? Skakać wzrokiem po słowach, czy skupiać się na każdym zdaniu? Dać się ponieść fabule, czy traktować ją z dystansem? Po prostu czytać, czy czytać między wierszami? Tyle dylematów, a tyle książek do nadrobienia. À propos zaległości…

Zaległości

Czytając książki przed przerwą, niespecjalnie zdawałam sobie sprawę z istnienia tak rozwiniętej blogosfery. Czytałam, co akurat znalazłam w bibliotece, bo byłam dość oszczędna i nie lubiłam, jak książka zalega mi na półce. Wkroczenie w blogosferę, a szczególnie książkową, uświadomiło mi, jak wiele mam zaległości nie tylko tych o ostatnich lat, ale ogólnie. Załamanie nerwowe na sam początek. I jak tu żyć?
Założyłam więc notes do zapisywania wartych uwagi pozycji i skrupulatnie uzupełniam tę listę. Szkoda, że tak rzadko udaje mi się coś wykreślić.
Ale zawsze, kiedy robi się przerwę w jakiejś dziedzinie kultury, czy to książki, czy seriale, czy choćby teatr, wraca się później do świata pełnego nowości. A to ulubiony pisarz wydał nową serię, a to w danym gatunku pojawiła się nowa powieść, na punkcie której oszaleli czytelnicy. A to pojawili się nowi autorzy…

 

Nowi pisarze na rynku

Przestałam czytać książki, zanim na rynku wydawniczym pojawił się Remigiusz Mróz. Kiedy po zerknięciu do książkowej blogosfery zostałam wprost zbombardowana jego nazwiskiem, tytułami książek i ogólnym zachwytem jego twórczością, poczułam, że czeka mnie naprawdę dużo nadrabiania. Bo wypadałoby przecież znać najpopularniejszego w danym momencie polskiego pisarza, prawda?
Nie tylko wśród polskich pisarzy nastąpiła rotacja. Także wśród zagranicznych twórców pojawiły się nowe nazwiska, albo takie, które kojarzyły mi się z poznanymi w czasach gimnazjalnych. Nie problemem jest przeczytanie jednej książki, żeby zapoznać się na przykład z ogólnym stylem pisania danego autora. Kłopoty w nadrabianiu zaczynają się, kiedy przychodzi moda na serie.

 

Serie wydawnicze

Mam wrażenie, że moda na serie wydawnicze pojawiła się w momencie, kiedy powoli kończyłam moją przygodę z czytaniem. Poza książkami o Harrym Potterze, Panu Samochodziku i Tomku Wilmowskim po serie sięgałam wyjątkowo rzadko. Miało to swoje źródło w słabo wyposażonej bibliotece wiejskiej, z której zazwyczaj korzystałam. Nie chciałam zaczynać serii, jeśli nie miałam pewności, że biblioteka zakupi kolejny tom. A to zdarzało się dość rzadko. Poza tym moja biblioteka była filią, do której trafiały w większości resztki po głównym oddziale. Jak więc widać, z seriami nie było mi za bardzo po drodze.
Kiedy więc zdałam sobie sprawę, że po powrocie do czytania i zanurzeniu się w książkową blogosferę będę miała do nadrobienia nie tylko kilkadziesiąt książek, ale też całych serii, trochę zrzedła mi mina. Bo jak to tak?
Dodatkowo wiele serii, o których była mowa na innych blogach, raczej mieściły się w grupie przeznaczonej dla młodzieży.

 

Skok wiekowy

Nie, żebym była jakaś stara, czy coś, ale często nie znajduję się już w grupie docelowej danego autora czy jakiejś jego serii. Czasem macham na to ręką, bo po kilku mocniejszych kryminałach zawsze nachodzi mnie ochota na lekką młodzieżówkę, czy płytkie romansidło. Nie ma w tym nic złego.
Jednak zabrakło mi tego “okresu dojrzewania” w moim czytelnictwie. Wiesz, przejścia od młodzieżówek do nieco dojrzalszych tematów. Czasem czuję się jak dzieci, które przez traumę musiały szybciej dojrzeć. A innym razem mam wrażenie, że przez to mój czytelniczy gust dziecinnieję. Te kilka lat nieczytania okazało się bardzo dużą wyrwą do przeskoczenia. Nie uważam jednak, że się nie da. Wszystko jest kwestią tempa czytania.

Tempo

Kiedyś udawało mi się czytać 3 książki tygodniowo. Kiedy coś mnie bardzo wciągnęło i akurat były wakacje, udawało mi się skończyć nawet 5 książek. Taki ze mnie wariat. Po prostu czytałam szybko, bo byłam przyzwyczajona i miałam wyćwiczoną technikę (nieświadomie, jak już wspomniałam na początku).
Niemal pięcioletnia przerwa nie sprzyja szybkiemu czytaniu. Niby czytanie jest, jak jazda na rowerze, nie da się go zapomnieć, ale po takim czasie jest się trochę zardzewiałym w danej czynności. Jasne, można zrobić sobie terapię szokową i odrdzewić, jak rower Coca-Colą, ale to może skończyć się źle.
Ja bardzo długo przyzwyczajałam się do nowego tempa czytania. A musiałam jeszcze poświęcać mój czas na inne zainteresowania.

Dzielenie czasu

Swego czasu czytałam 100 książek rocznie. Wśród nich znajdowały się kryminały, młodzieżówki, thrillery medyczne, obyczajówki i romanse. Zawsze miałam w domu stosik z biblioteki, który zmieniał swój skład z tygodnia na tydzień. Czytałam czasem na przerwach w szkole, do obiadu, w łóżku, w fotelu… Miałam na czytanie mnóstwo czasu. Kiedy ktoś pytał mnie o hobby, bez zastanowienia mówiłam: książki.
Ale pokochałam seriale. Seriale zabierają bardzo dużo czasu, kiedy człowiek już się w nie wkręci. A ja lubię się w nie wkręcać. Obecnie dzielę swój czas między seriale i książki, a także bloga, chłopaka, rozwój osobisty. I nagle czas na książki się kruszy. Pozostają marne ochłapy, bo przecież każdy z wymienionych elementów jest dla mnie ważny i nie jestem w stanie zrezygnować z żadnego z nich.
W połączeniu w wolnym tempem czytania, pozostaje mi siedzieć i kwiczeć.
***

Myśl końcowa

No właśnie nie. Po pewnym czasie zamartwiania się, że nie dam rady nadrobić wszystkiego i jednocześnie być na czasie, zdałam sobie sprawę, że to mi do niczego niepotrzebne. A już na pewno nie do szczęścia. Korzystając z zasobów biblioteki wiejskiej, nigdy nie byłam na czasie. Nawet Harry Potter, czy Zmierzch dotarły tam z opóźnieniem. I nigdy nie narzekałam. Bo w końcu w czytaniu liczy się przede wszystkim frajda z poznawania historii, zaangażowanie w losy bohaterów i wchodzenie w inny świat, choćby na te dwie godzinki dziennie. A nie wyścig szczurów o to, kto przeczyta więcej i będzie miał z tego powodu więcej współprac z wydawnictwami niż ktoś inny. Dlatego też te problemy książkoholika z perspektywy czasu wydają się banalne.
FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail
  • Teraz nabrałam wyrzutów sumienia, że ostatnio książkę przeczytałam chyba z miesiąc temu, jak nie lepiej 🙁
    Czas nadrobić zaległości i wrócić do chociaż jednego wieczoru z książką i winem! Dzięki :*

  • też ubolewam nad swoim tempem czytania:( dużo łatwiej się rozpraszam niż kiedyś. Ale zdecydowanie popieram postawę, że nie ilość się liczy, a smakowanie procesu. Pozdrawiam ;* i dużo fajnych czytelniczych wieczorów przed nami:)

  • Jak to dobrze wiedzieć, że ludzie miewają takie “zdrowe” uzależnienia :D.

  • Pingback: Maria Smith()

  • aHa

    Jakbym czytała o sobie, z tym że mnie akurat w czytaniu zaczęło przeszkadzać… czytanie 😀 Słowem – kiedy znalazłam pracę polegającą na czytaniu i pisaniu, trochę zabrakło czasu i ochoty na czytanie i pisanie “dla siebie”. Trochę nad tym ubolewam, bo mam dokładnie tak jak ty – za każdym razem, kiedy mam wolne i mam ochotę coś poczytać, odkrywam coraz to nowe wszechświaty literatury. A, i najgorsze że nadal nie mogę przestać kupować książek. Wskutek tego ich stosy rosną jak wyrzut sumienia 😉

Comments are closed.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa