O Twin Peaks nie muszę chyba dużo mówić. Klasyka, która jeszcze nie zdążyła się zestarzeć. W maju serial powraca po ponad dwudziestu latach, odświeżyłam więc stare odcinki, aby nie przegapić żadnych odwołań.
Viktor Navorski (Tom Hanks) jest turystą z pewnego europejskiego kraju. Przylatuje do Stanów Zjednoczonych, ale okazuje się, że w jego kraju wybucha wojna i przestaje on istnieć. W tej sytuacji Navorski staje się człowiekiem bez obywatelstwa i nie może opuścić terenu lotniska. Zagubiony turysta, który nie umie nawet zdania po angielsku, próbuje odnaleźć się w tym obcym świecie i rozwiązać problem z ograniczeniem, jakie mu narzucono. I poznaje piękną kobietę (Catherine Zeta-Jones).
Tom Hanks doskonale sprawdził się w roli obcokrajowca. Wyraźnie wyróżniał się na tle innych postaci, które w Stanach przebywały już dłużej. Polubiłam też Stanleya Tucci w roli urzędnika utrudniającego życie krakozhianinowi. Odrobinę humoru filmowi dodały postaci Gupty (Kumar Pallana) oraz Enrique (Diego Luna). Oderwani od amerykańskiej kultury pracownicy lotniska rzucali tak wspaniałymi tekstami, że wybuchałam śmiechem. A normalnie bawią mnie tylko śmieszne zwierzęta na YouTube. Jeśli macie ochotę na uroczy film z łagodnym wątkiem miłosnym i z doskonale wykreowanym humorem sytuacyjnym, z pewnością spodoba się wam Terminal.
Dwoje agentów trafiają na trop seryjnego zabójcy i nie do końca potrafią poradzić sobie z tą sprawą. Agent Joe Merriweather (Jeffrey Dean Morgan) kontaktuje się z Johnem Clancy, który posiada pewne zdolności nadprzyrodzone. Ma nadzieję, że stary znajomy pomoże odnaleźć zabójcę. W duecie z Katherine Cowles (Abbie Cornish) (wyjątkowo irytująca postać) prowadzą śledztwo, które prowadzi Johna do pewnego ważnego dylematu moralnego.
W Ukojeniu fabuła wcale nie jest najważniejsza. Nie jest nawet specjalnie wciągająca. Jednak to, czego dowiadujemy się o seryjnym mordercy i jego ofiarach burzy nam jego wizję. Bo nie wszystko jest czarno-białe, a niektórych decyzji po prostu nie da się podjąć łatwo.
Podsumowując – sam film jest przeciętny mimo udziały Anthony’ego Hopkinsa, natomiast zdecydowanie zmusza on do myślenia i to jest jego największa zaleta. Coś dla miłośników psychologii.
Każdy chyba słyszał o awaryjnym lądowaniu samolotu na rzece Hudson i pilocie, który musiał zrezygnować z pracy, bo pasażerowie koniecznie chcieli witać się z nim osobiście. To jest film właśnie o nim. Dowiadujemy się co nieco o pracy pilota i samym wydarzeniu. Przede wszystkim jednak poznajemy Chesleya „Sully’ego” Sullenbergera i konsekwencje awaryjnego lądowania. Wszystko zostało okraszone wspaniałą grą Toma Hanksa, choć bardzo nie spodobała mi się jego charakteryzacja. Dziwaczne białe włosy dały mu karykaturalny wygląd.
Uważam, że Sully to powiew świeżości wśród ostatnich dzieł kinematografii, które skupiają się głównie na trudnych społecznych problemach, romansach lub superbohaterach.
Czwartym filmem z Tomem Hanksem w roli głównej jest Inferno. Niestety nie miałam okazji czytać powieści na podstawie której powstał film. Być może wtedy odebrałabym go jeszcze trochę gorzej.
Powieści Dana Browna były przez krótki czas moimi ulubionymi. Przygody Roberta Langdona jednak szybko mi się znudziły i przeniosłam uwagę na inne książki. Mimo to czuję wciąż pewne przywiązanie do zagadek, jakie w tych historiach spotkałam. Dlatego też zdecydowałam się obejrzeć Inferno.
Muszę przyznać, że dość mocno się zawiodłam, tak jak z resztą kiedyś na Aniołach i demonach. Zbyt mało zagadek, a zbyt dużo akcji niezwiązanej z żadnymi tajemniczymi symbolami. Zwróciłam też uwagę na to, jak kolor włosów może wpłynąć na ocenę wieku bohatera (w porównaniu do roli Hanksa w Sullym).
Tyle już napisałam, a końca nie widać!
Denzel Washington wcielił się w główną rolę detektywa Keitha Fraziera, a u jego boku zagrała Jodie Foster (Madeleine White – tajemnicza wpływowa kobieta, która próbuje działać niezależnie od policji). Film odsłania trochę świata bogaczy oraz chwilami nielogicznego działania przestępców. W trakcie akcji można próbować samemu wpaść na motywy, albo po prostu biernie obserwować działania.
Jest rok 1884 i Harry Faversham (Heath Ledger), brytyjski oficer, zaczyna sobie zdawać sprawę, że wojna to niekoniecznie coś, w czym chce uczestniczyć. Rezygnuje więc ze służby i zostaje uznany przez swoich kolegów i narzeczoną (Kate Hudson) za tchórza. Od każdego z nich dostaje białe pióro, będące symbolem tchórzostwa. Kiedy dowiaduje się o problemach pułku (?) na froncie, rusza w podróż, aby pomóc przyjaciołom.
Cena honoru jest wzruszającą historią o przyjaźni i poświęceniu, ale również o wojnie, która z różnego punktu widzenia wygląda inaczej. Jedyna uwaga to rola Kate Hudson – postać Ethne – działała mi na nerwy i chciałam ją wyciąć z filmu, aby podnieść jego wartość.
Sama fabuła zapowiadała się co najmniej intrygująco, bo zawierała w sobie zamach i osiem punktów widzenia. Pierwsze 15 minut filmu oglądałam z wypiekami na twarzy, bo akcja zaczęła się praktycznie od razu. Prezydent USA, podczas publicznego wystąpienia w Salamance, zostaje zastrzelony. Całe zajście wygląda drastycznie różnie w zależności od osoby, z punktu widzenia której je obserwujemy. Powtarzalność sprawdza się w pomiarach, ale niestety kompletnie zawiodła w 8 częściach prawdy. Oglądanie w kółko krótkiego odcinka w czasie było tu niezwykle męczącym doświadczeniem i z pewnością nie zdecydowałabym się podjąć tego jeszcze raz. Zmarnowany potencjał, o zakończeniu nie wspominając.
Bernie Webber (Chris Pine) rusza wraz z małą ekipą na ratunek małą łodzią. Oczywiście dużo rzeczy idzie nie po myśli ratowników, załogi złamanego tankowca oraz ludzi na lądzie. Sprzęt nawala, pojawiają się problemy w postaci kłótni i wychodzą na jaw grzechy przeszłości.
Myślę, że to całkiem ciekawy film, jedynie doczepiłabym się efektów samego morza, a konkretnie dziwacznego oświetlenia, które sprawiało, że cała sytuacja na morzu wyglądała sztucznie.
Druga część trylogii Więzień labiryntu zaczyna się niemal w tym samym momencie, co kończy się pierwsza, więc nie mogę nic na temat fabuły napisać, bo zdradziłabym niemal wszystko o Więźniu. Film pozbawiony został tajemniczości i niepewności bohaterów. Cała ta seria jest mi dość obojętna, ale chciałabym jeszcze przeczytać książki, choć po obejrzeniu Prób ognia pewnie się wstrzymam.
No i to, co zwróciło moją uwagę – grupa Streferów jest chyba najbardziej przemyślaną pod względem różnorodności grupą w jakimkolwiek filmie, jakie widziałam. Mamy tu białego, Azjatę, czarnoskórego, Hindusa i dziewczynę. Czy da się to jeszcze bardziej urozmaicić?
(I zasnęłam na ostatnich 5 minutach filmu.)
Mam mieszane uczucia wobec tego filmu, ponieważ z jednej strony absolutnie zachwyciło mnie przedstawienie piekła i cała ta otoczka wokół szukania rozwiązania. W dodatku obecność Keanu w tym filmie sprawiła, że od razu pojawiło się porównanie do Adwokata diabła, o którym już kiedyś pisałam. Nie mogłam pozbyć się myśli, że Constantine mógłby być kontynuacją tego filmu w jednej z wersji (kto oglądał, może się domyśli, o co mi chodzi).
Z perspektywy osoby, która pierwsze 6 filmów widziała kilka lat wcześniej w stanie upojenia alkoholowego, muszę powiedzieć, że Przebudzenie mocy nie zasłużyło na całą falę hejtu, którą kojarzę po premierze. W dodatku nie umknęły mi wtedy spoilery (prześcigano się na Kwejku, kto będzie pierwszy i kto zdradzi więcej), więc nie było tu elementu zaskoczenia.
Wykorzystano najnowsze technologie do stworzenia całkiem przyzwoitych efektów specjalnych, a fabuła była tylko trochę odgrzewana. Ogólnie film wyszedł u mnie na plus (ale bez przesady).
Przyszła kolej na seriale, które w lutym próbowały przyciągnąć moją uwagę, ale z różnym skutkiem. Przede wszystkim podjęłam decyzję, aby oglądać więcej nowych seriali i nie wracać wciąż do tych, które znam niemal na pamięć. Jednak, nie chcąc marnować czasu na oglądanie na siłę, przyjęłam zasadę, której będę się trzymać i która niemal zawsze się u mnie sprawdzała, czyli oglądam 3 odcinki i na tej podstawie decyduję, co dalej. Zdaję sobie sprawę, że po samym pilocie można ocenić wyłącznie aktorów i ewentualnie scenografię, a to, czy historia jest wciągająca, zazwyczaj można określić właśnie po trzech odcinkach.
Okropnie wykreowane postaci, zbyt krótkie, niedopracowane rozdziały, ciągła sinusoida napięcia i język tak fatalny, że każde zdanie było jak słuchanie Last Christmas w okresie świątecznym. Książka daje zły przykład, opiera się na samych stereotypach i klasycznym motywie przemiany głównego bohatera, ale tym razem na gorszą wersję siebie. Nie dałam rady doczytać do końca. Nie polecam nawet zaczynać. A szczególnie odradzam sięganie po nią nastolatkom, bo można wyrządzić sobie moralną krzywdę.
I dwa smaczki na koniec!
Tę samą sytuację, co z Ziarnem prawdy, miałam też z Panem Samochodzikiem. Recenzja blogowa pojawiła się tutaj, a kilka słów na filmie.
Jeśli chodzi o kanał na YouTube, to serdecznie polecam zasubskrybowanie, bo potrzebuję odrobiny motywacji, aby działać tam dalej i powodu, aby rozluźnić się przed kamerą. W planach mam nieco bardziej dynamiczne i krótsze filmy (nie filmiki! nie znoszę tego określenia).
To na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie dwóch pierwszych miesięcy roku 2017. Zajechałam się przy pisaniu opinii o filmach, bo część z nich kompletnie wyleciała mi z głowy i całe szczęście, że zapisywałam wszystkie tytuły w notesie. Obok samych tytułów zacznę też zapisywać odczucia, bo po takiej ilości informacji, jaką zbieram obecnie, na takie rzeczy nie ma już miejsca.
Co ciekawego mi polecacie?
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Can you be more specific about the content of your article? After reading it, I still have some doubts. Hope you can help me.