Bridget Jones 3
Rok produkcji: 2016
Wytwórnia: Universal Pictures
O Bridget Jones 3 mogę powiedzieć jedno: dawno się tak nie uśmiałam. Typowo amerykański humor z komedii dla nastolatków dawno mi się przejadł. W tym filmie natomiast uświadczyłam pełno humoru sytuacyjnego i subtelnych nawiązań do poprzednich filmów z serii. Zaskakujące puenty i kwestie głównej bohaterki przyprawione jej specyficznym podejściem do życia sprawiły, że cała sala kinowa (nie tylko ja) trzęsła się ze śmiechu. Łącznie z moich chłopakiem – nie żałował wyjścia do kina.
Nowy mężczyzna w życiu Bridget okazał się szarmanckim i dowcipnym. Prawdziwy wybawca w trudnych chwilach, romantyczny i przynoszący kobiecie ogromny bukiet kwiatów. Czy jednak to wystarczyło, żeby podbić serce niepoprawnej romantyczki?
Na drugim biegunie pan Darcy – poważny adwokat, przechodzący przez rozwód. Mężczyzna, o którym Bridget nie potrafi zapomnieć. Mężczyzna, który kilkanaście lat wcześniej podbił serce niepoprawnej romantyczki swoim uśmiechem. Ale czy po tylu latach udało się odbudować dawne relacje?
Zakończenie przewidywalne, ale czego innego można spodziewać się po Bridget? Moim zdaniem film ten był najlepszy z całej serii – myślę, że to duża zasługa reżyserki (również pierwszej części). A Renee Zellweger powróciła na duże ekrany w pełnej krasie. Mam nadzieję, że dane nam będzie zobaczyć jej trochę więcej w najbliższym czasie.
Film o Bridget Jones nie mógłby obyć się bez choćby odrobiny Daniela Cleavera (Hugh Grant). Dlatego na początku i na końcu filmu pojawia się małe cameo. Nie będę zdradzać w jakiej sytuacji, aby nie spoilerować. Sama nieźle się zdziwiłam i nie chciałabym odbierać nikomu zaskoczenia.
Wybieracie się na Bridget Jones 3? A może zdążyliście się sami przekonać, czy ten film to wasza bajka? Jak wrażenia?
