Staram się unikać centrów handlowych w weekendy, a szczególnie w niedziele, a jeszcze szczególniej w okresie przedświątecznym. Odrzucają mnie tłumy i kilkunastometrowe kolejki. Kasjerki uwijają się jak mogą, ale nie są w stanie nadążyć za taką ilością klientów. Wszędzie czuć ten nieprzyjemny smrodek potu zmieszanego z tanimi perfumami. Do tego ta beznadziejna sklepowa muzyka, nawet pastorałki w tej wersji trudno znieść. Ból głowy murowany.
Dzisiaj do Wrocławia przyjechali moi rodzice z bratem. Przyjeżdżają tak co roku w grudniu, aby zobaczyć Jarmark Bożonarodzeniowy na rynku. Mama stwierdziła, że musi znaleźć spodnie i buty dla mojego brata, więc bez centrum handlowego się niestety nie obeszło.
Udało mi się znaleźć bardzo uroczą kurtkę zimową w kolorze granatowym i przystępnej cenie. I to duży plus.
Ostatnio chodzę do centrum handlowego zawsze w tygodniu, Muszę jeszcze kupić prezenty dla rodziców na święta. Przy okazji szukam dla siebie ładnego portfela, bo w ciągu ostatnich dwóch lat przybyło mi tyle różnych kart, że obecny portfel już ich nie mieści. Niestety nie umiem znaleźć takiego, który mi odpowiada.
Zauważyłam kilka rzeczy, kiedy tak przemierzałam ścieżki między półkami i wieszakami.
Większość ludzi jest wyraźnie znudzona, zmęczona, nie zainteresowana. W dodatku taki natłok ludzi sprawia, że nie da się iść normalnie. Trzeba się kiwać jak rastafarianie i chodzić wolno jak zombie. A i to nie gwarantuje, że nie oberwie się od kogoś z łokcia. Nie da się spokojnie pooglądać kosmetyków w drogerii, a chamstwo, o którym kiedyś pisałam, osiąga wyżyny. Kto nie wie, to chodzi o chamskie otwieranie produktów „żeby wypróbować”, choć obok leży tester. Bardzo częste i nieprzyjemne zjawisko.
Dzieciaki są wyjątkowo głośne i nieznośne. Krzyki, wrzaski, płacz. Za każdym razem. Za dużo ludzi, duchota, głośno. Nie dziwię się.
W każdym sklepie są przeceny, ale mimo wszystko jest tam drogo. Więc chyba to zawyżanie cen przed przeceną jest prawdą.
Wszędzie jest pełno ozdób świątecznych, światełek, bombek i muzyki. Przesyt.
Co do jarmarku, to polecam każdemu, ale nie w weekend. Poruszaliśmy się w żółwim tempie. Niektóre stoiska mnie urzekły. Szczególnie to z mydłami marsylskimi. Przepiękne zapachy! Zaskoczyły mnie również czekoladowe wyroby w kształcie różnych narzędzi stylizowanych na zardzewiałe. Wyobraźcie sobie klucz francuski z czekolady w naturalnych rozmiarach, którego nie da się rozróżnić od prawdziwego. No właśnie.
Życzę miłego tygodnia!
Zielona Małpa
View Comments
Gdy muszę załatwić coś w dużej galerii handlowej w weekend to staram się iść wcześnie, tuż po otwarciu, bo jest w miarę przewietrzone i mniej ludzi. Czasami fajnie pooglądać taką gorączkę przedświąteczną z boku, gdy swoje zakupy ma się już zrobione...A z centru handlowego zawsze wychodzę z bólem głowy, od hałasu, duchoty i tłoku...
No właśnie ja dlatego unikam tłumów. Mam problem z zatokami i po wizycie w dwóch sklepach z rozpylonymi perfumami umieram z bólu i wycieńczenia :(
W takim czasie aż chciałoby się pójść na spacer z dala od tego zgiełku.. odpocząć psychicznie i fizycznie od tego wszystkiego..
Ja unikam jak ognia tych galerii, jak mnie już ktoś tam zawlecze, prawie za włosy, to jestem chora przez tydzień. Podziwiam natomiast ludzi, którzy czerpią z tego przyjemność i z ochotą, wypiekami na twarzy gnają tam w każdy weekend :)
Lepiej chodzic do galerii w tygodniu choc w godzianch kiedy ludzie sa po parcy tez moze byc tam duzo masy ludków ;)
http://zakochana-kobietka.blog.onet.pl
Ja po prostu staram się tych tłumów unikać, a wtedy nie ma od czego odpoczywać :)
Taki trochę masochizm :)
Zawsze jest trochę ludzi, ale w tygodniu jest ich nieporównywalnie mniej. Wieczorami też unikam, nawet w tygodniu :P
Co do cen za ciuchy w galeriach to mam z własnego doświadczenia pewną historię....
Któregoś razu kupiłam sobie bluzkę z krótkim rękawkiem , naprawdę fajną i tak byłam na nią napalona , że cena niemal nie grała roli. Dałam za nią 79 zł. Minęły jakieś dwa miesiące...Moja córka znalazła na internecie hurtownie, która robiła wielką wyprzedaż po cenach hurtowych pozbywając się resztek kolekcji z magazynu. Zaczęłyśmy przeglądać strona po stronie i nagle moim oczom ukazała sie bluzka dokładnie taka sama jak ta , którą kupiłam niedawno w galerii. Kosztowała zaledwie 23 zł, byłam w szoku.Ze złości zamówiłam sobie ją. To była dokładnie taka sam bluzka tylko ceną się różniła 79-23
Przebitka powalająca, tym gnoją zawsze opłaca sie promocja skoro od samego początku kiedy dany towar trafia do sklepu ma taką marżę :)
To samo dziej sie teraz w pierogarniach ....ha ha ha marża powala na kolana
Ja zdaję sobie z tego sprawę. Niestety, jak coś mi się podoba i nie ma ceny z kosmosu, to kupuję. Takie życie :P