Świat jak zwykle udowadnia mi, że najwyraźniej jest z nim coś nie tak. Internet (i nie tylko) obiegła ostatnio informacja, że w Szkole Głównej Handlowej (SGH) jedna ze studentek ściągała podczas egzaminu z języka niemieckiego i została zgłoszona przez kolegę.
Jak powinna wyglądać ta sytuacja?
Dziewczyna powinna zostać ukarana. W Stanach Zjednoczonych ściąganie jest traktowane jak przestępstwo. Fakt, że oszukiwała na egzaminie państwowym (a wszystkie egzaminy są traktowane jako państwowe rangą) powinno było mieć znacznie większy wymiar niż miało w rzeczywistości. Moim zdaniem, wobec dziewczyny powinno zostać wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Od czegoś jest przecież komisja dyscyplinarna.
Chłopak nie powinien ponosić żadnych konsekwencji, ani ze strony ani ze strony kolegów i koleżanek – przecież postąpił właściwie.
Uczelnia powinna zwrócić uwagę na problem ściągania.
Jak wyglądała sytuacja?
Dziewczyna dostała ocenę niedostateczną z egzaminu. Nie słyszałam o innych konsekwencjach.
Chłopak został zlinczowany przez kolegów, koleżanki, nieznajomych i Internecie. Jest wyzywany od Gestapo, kapusiów, konfidentów, frajerów.
Uczelnia postanowiła zrobić akcję „Nie ściągaj. Bo to wstyd!”, która jest reakcją na ściąganie, natomiast nie wnosi nic od strony uczelni poza zorganizowaniem wydarzenia na facebooku.
Mnie ta sytuacja bardzo rusza, bo ile razy słyszę, że ktoś chwali się, że wszystko zerżnął na egzaminie, podnosi mi się ciśnienie. Każdy ze studentów sam zdecydował się na studia, więc niech przebrnie przez nie uczciwie. Już kiedyś o tym pisałam i nie chcę się powtarzać. Jednak chciałabym dodać, że nie tylko studenci powinni zmienić podejście, ale głównie uczelnie. Wykładowcy niejednokrotnie mają bardzo liberalne podejście do ściągania – zauważą, że ktoś to robi, ale nie reagują. Albo do pilnowania grupy 100 studentów przychodzi jedna osoba. Nie ma szans, żeby jedna osoba wszystkich dopilnowała.
Jeśli chodzi o postawę chłopaka, to w sumie mam mieszane uczucia. Z jednej strony postąpił w porządku, bo zgłosił oszusta, z drugiej strony okazał się nielojalny wobec koleżanki. Może i trochę rozumiem nagonkę na niego. Uważam jednak, że jest ona niesłuszna.
Wszystko jest względne.
Pozdrawiam,
Zielona Małpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Wraz z dostaniem się do liceum nauczyłam się jednej rzeczy - ściąganie niczego mnie nie nauczy, poza oszukiwaniem. Nie podoba mi się styl życia oparty na kłamstwach, na dodatek wystarczająco ściągałam w gimnazjum, a do liceum (tak samo jak na studia) chodzisz BO CHCESZ. Jeśli więc nie umiem, to czemu mam dostać lepszą ocenę, skoro na nią nie zasługuję? Jestem na rozszerzeniu humanistycznym i przez cały rok szkolny zlewałam resztę przedmiotów, nie uczyłam się zbyt dużo lub wcale. Tak samo robili moi znajomi z klasy, z jedną tylko różnicą. Na sprawdzianie, przykładowo z chemii, siadałam i pisałam co umiałam (często to były dość skromne informacje, ale ratowałam się obliczeniami), a reszta mojej klasy ścigała się, kto więcej ściągnie. Ale po co im ocena, która wcale nie obrazuje tego, co umieją?
Pozdrawiam i przepraszam, że się tak rozpisałam. No cóż, widać, że polski rozszerzony, a ja na dodatek jestem gadułą... :)
Gaduła musi się wygadać, nie mam więc nic przeciwko :)
Dziwna sytuacja, ,zgodzę się co do tego, że uczelnia powinna postąpić inaczej, ale...
Co do nauki...aktualnie jestem w liceum, w klasie językowej, czyli notabene humanistycznej. Jak zwał, tak zwał :D I szczerze mówiąc już teraz wiem, że przedmioty typu biologia, chemia, fizyka...nigdy mi się nie przydadzą, więc dlaczego mam jakoś przez nie nie przebrnąć? Więc ściągam, przyznaję się, ale własnie w takich celach. Jeśli przyszłam, bo chcę się uczyć języków, to się ich faktycznie uczę, resztę trzeba "tylko" zaliczyć :) Jednak co innego LO, co innego studia
Też się rozpisałam, ale chyba humany tak mają ;3
Jeszcze jestem w stanie zrozumieć ściąganie w szkole, bo szkoła to obowiązek (do 18. roku życia), a studia to decyzja.
Przyznam, że irytowało mnie to, gdy ja na studiach uczyłam się na egzaminy, chodziłam niemal na każde zajęcia, kosztem swojej pracy zawodowej. A inni wpadali na uczelnię tylko w czasie sesji ze ściągami w kieszeniach. To niesprawiedliwe. Ale nie postąpiłabym tak jak ten chłopak. Laska ściąga, jej sumienie.
Pozdrawiam :)
Mam na roku dwóch takich, co ściągają za każdym razem. Przychodzą tylko na zaliczenia i laboratoria, bo muszą, na kolokwia przychodzą z wykupionymi pakietami, żeby móc bez ograniczeń szukać informacji w necie, albo proszą kogoś, kto ogarnia, by wysyłał im odpowiedzi (szczególnie, gdy jest coś więcej niż sama teoria). W międzyczasie pracują i zarabiają kasę, którą po części wydają na kursy poprawkowe, częściowo na opłacenie kolegów, którzy im pomagają. I chwalą się tym. Ale z drugiej strony, jeden z nich pracuje w rodzinnej firmie, inżyniera robi po to, aby móc potem przejąć firmę, drugi chyba łapie się każdej roboty, inżyniera robi bo rodzice tak chcą? Kto ich wie. Ja studiuję, oni robią inżyniera, jak ja to nazywam. Ja chcę sobie zapracować na dobrą pracę w przyszłości, oni chcą tylko przebrnąć, bo jakąś pracę znajdą tak, czy inaczej, przez znajomości.
Dokładnie. Mam takie samo zdanie jak Ty. Ja tak samo, szłam na studia, aby mieć coś dla siebie, wiedzę, doświadczenie. Mówią: nie trzeba mieć papierka, aby być kimś. Ja nie robiłam studiów, aby być kimś, tylko dla własnego poczucia, że dałam radę, że potrafię. W pracy o 6.30 do 17.30, potem rola żony i pani domu, następnie ostatkiem sił uczyłam się. Zaliczyłam wszystkie egzaminy w terminie zerowym i obroniłam się na 5. Myślę, że ściąganie, czy tak jak wspomniałaś, kupowanie pakietów, aby znaleźć informacje, nie ma sensu. Nic potem w głowie nie zostanie. Po licencjacie zrobiłam rok przerwy, teraz od października ruszam z magisterką. Przyznam, że już nie mogę się doczekać... i oczywiście wciąż wg. zasady uczciwości :)
kiedyś postawiłam sobie za punkt honoru nie ściągać na studiach... i je rzuciłam. dla mnie ściąganie mija się z celem. nie chciałabym, żeby leczył mnie lekarz, który zdał medycynę dzięki długim ściągom.
Dokładnie. Tak samo, jak nie chciałabym, aby mój dom został zaprojektowany przez architekta, który w projektach wyręczał się innymi.
ściąganie to oszustwo i poniekąd chłopak dobrze zrobił jednak nie wszyscy ściągają z powodu lenistwa są np tacy, którzy pracują i studiują i nie mogą wyrobić się z nauką, co człowiek to inny przypadek, ale ogólnie nie pochwalam pozdrawiam :)
No ale jak ktoś jest zmuszony do ściągania, to najwyraźniej wziął na siebie za dużo obowiązków. Może trzeba wtedy z czegoś zrezygnować? A skoro brak czasu odbija się na studiach, to może właśnie ze studiów? Ludzie chcą za dużo rzeczy na raz.
Całą sytuację można podsumować dowcipem - rozmawia dwóch studentów, świeżych absolwentów politechniki:
- Wiesz, jak pomyslę sobie, jaki ze mnie inżynier, to aż się boję pójść do lekarza.
A tak naprawdę sprawę ściągania warto spojrzeć z innej perspektywy. Od dziecka jesteśmy przyzwyczajani, że najważniejsza w nauce jest ocena, a nie wiedza, umiejętności, czy własny rozwój. Rodziców, nauczycieli, wykładowców akademickich interesuje jaką mamy ocenę, a nie co mamy w głowie. Nic dziwnego, że przy takiej postawie ludzie idą na skróty. Po co mam się uczyć (często kompletnie nieprzydatnych rzeczy), kiedy mogę zdobyć dobrą ocenę w inny sposób?
Faktycznie różnie można patrzeć na tą sytuację.
Ściąganie jednak jest niesprawiedliwe..
Zawsze starałam się omijać ściągi z daleka. Chociaż dla mnie zapisanie na nadgarstku daty której mimo usilnych starań nie można zapamiętać to co innego niż zerżnięcie całego kolokwium z telefonu czy wcześniej przygotowanej ściągi. Osobiście miałabym wyrzuty sumienia gdybym zaliczyła cokolwiek tylko ze ściągania. Z drugiej strony jednak nigdy nikogo nie wykablowałam i chyba bym nie umiała. Po prostu uważam, że ściąganie to kwestia sumienia każdego z nas i to nie uczniowie powinni kablować jeden na drugiego tylko nauczyciele i wykładowcy zmienić podejście.
jak tylko zaczęłam czytać na myśl mi przyszło, że wina leży też po stronie wykładowców
jestem studentką i też mnie krew zalewa jak słyszę jaki ktoś super bo nic się nie uczył, ściągał i jeszcze ma lepszą ocenę ode mnie
ale fakt jest taki, że u wykładowców, którzy przykładają się i łapią ściągających ludzie ściągać się boją i ściągają mniej
znacznie mniej
szkoda tylko, że takich wykładowców jest niewielu
I don't think the title of your article matches the content lol. Just kidding, mainly because I had some doubts after reading the article.