Ostatnie dwa tygodnie z hakiem to była prawdziwa walka, ponieważ nadeszła pierwsza fala zaliczeń na uczelni. A wydział chemiczny nigdy nie śpi. Na szczęście jakoś przez to przeszłam i można powiedzieć, że mam już praktycznie wolne. No może jednak nie do końca, bo przede mną kolokwium, dwie albo trzy kartkówki i zajęcia, na których wolę zrobić jak najwięcej, by nie musieć martwić się tym później.
Niektórym osobom nie da się dogodzić. Jeden z prowadzących obniżył próg zaliczeniowy z 50 do niecałych 30 procent, bo tak źle poszło kolokwium, a koleżanka się jeszcze rzuca, że zabrakło jej pół punkta. Ale 5 punktów na 18, to chyba nie sztuka zdobyć… Ja też jestem niezadowolona, ale raczej dlatego, że zaliczyłam, mimo że nie udało mi się zdobyć połowy. Raczej wybieram się na poprawę, bo wiem, że jestem w stanie napisać to lepiej. W dodatku okazało się, że moi znajomi z roku są troszkę nie ten teges. W grupie na facebooku rozgorzała dyskusja na temat ubłagania u prowadzącego łatwych zadań na poprawie, albo innej formie poprawy (czytaj: test, a nie obliczeniowe). Problem w tym, że chcieli się złożyć na jakieś droższe winko i wręczyć mu je razem z prośbą. Zaczęło się, co gorsza, od flaszki, a skończyło, na szczęście na rezygnacji z pomysłu. Jestem ciekawa, co pomyślałby sobie o nas prowadzący, tym bardziej, że jest on chyba dziekanem, albo kimś na wyższym stołku na jednym z wydziałów. Mogły by być z tego problemy.
Ogólnie to uczelnia dała mi ostatnio popalić. Spałam niewiele, bo się uczyłam, żyłam na kawie i energy drinkach, żeby wszystko jakoś ogarnąć, nie chodziłam na niektóre wykłady, bo czasowo nie wyrabiałam i pewnie nieźle schudłam z tego stresu. W piątek, na przykład, miałam kolokwium z chemii fizycznej o 19.00. Kolokwium, którym starsze roczniki straszą i straszą. Z resztą, nawet nie muszą straszyć, bo sam fakt, że na 30 osób na moich ćwiczeniach, jakieś 15 to osoby powtórkowe, bo trudno to zaliczyć. Tak więc żyłam w stresie aż do piątku, kiedy to około 16.00 mój stres osiągnął swoje apogeum i poszłam w płacz. Nie potrafiłam się uspokoić przez dobre 15 minut. Potem włączyłam sobie serial, zrobiłam herbatkę i siedziałam. Jak już zaczęłam się zbierać do wyjścia i myłam zęby, to miałam wrażenie, że mam elektryczną szczoteczkę – tak trzęsły mi się ręce. Jakoś się jednak pozbierałam, poszłam, napisałam. A co z tego wyniknie, to dowiem się jak będą już wyniki.
Po świętach czeka mnie kolejna fala zaliczeń, więc drugą część przerwy świątecznej spędzę przy nauce, nauce, nauce. Ale nie przeszkadza mi to, bo lubię się uczyć. Nie lubię się stresować zaliczeniami.
Jeśli chodzi o bardziej prywatne kwestie, to lubię frytki. Kocham, ubóstwiam, uwielbiam, czczę i miłuję frytki. Nie żartuję… Zjadłabym.
Pozdrawiam!
zielonamalpa
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Niedługo wolne, więc sobie odpoczniesz. :)
czyli nie tylko w mojej grupie ludzie mają takie głupie pomysły... wino? mój Boże XD napisz koniecznie, jak Ci poszło to kolokwium!
Ja w sobote mam kolokwium z dwoch przedmiotow, staram sie poświęcać jak najwięcej czasu na naukę, stresuje się strasznie bo to dopiero moje pierwsze egzaminy na studiach. Trzymam mocno kciuki za Ciebie :) Pozdrawiam
Stres... Zmykaj na basen , saunę, i tak masz zaliczenie w kieszeni...
Jesteś chodzącą ambicją... Więc czas na antystres... FRYTKI!!
:)
pOZDRAWIAM
Zniechęcasz mnie do studiowania. Czegokolwiek. Podziwiam, że radzisz sobie ze stresem. Nie dałabym rady. No nie dałabym. Tobie dalej powodzenia, i frytek? Smacznych frytek!
Nie chcę nikogo zniechęcać! Po prostu zawsze trzeba włożyć trochę pracy w to, na czym komuś zależy. Bez pracy nie ma kołaczy, chyba że ma się znajomości.
mnie to uczelnia pewnie da w kość w styczniu. Na razie sobie spokojnie odpuszczam. Tobie powodzenia w nadchodzącej sesji. Z pewnością śpiewająco ją zaliczysz;)
w przerwie świątecznej nabieraj sił! :)
Na szczęście za kilka dni czekają Cię chwile błogiego lenistwa :)
polubiłam Twojego bloga, więc nominowałam Cię do Liebster Blog Award- http://mamandam.blogspot.com/2013/12/38-liebster-blog-awards.html :)
a ja się przejmuję niezaliczoną fizyką...w porównaniu do Ciebie to ja mam wakacje. Chociaż w święta też będę się uczyć ; <