Ostatnie dwa miesiące uświadomiły mi bardzo wiele rzeczy o mnie.
Otóż moja poprzednia współlokatorka była naprawdę świetną osobą. Pełną energii, dość ambitną i przede wszystkim dogadywałyśmy się wspaniale. Dodatkowo lubiłyśmy zrobić sobie czasem wspólny obiad – wiosną szparagi, których żadna z nas wcześniej nie próbowała, różne sosy, które znalazłam w czeluściach internetu, jakieś zupy i inne rzeczy. Mogłabym pisać ody na jej cześć, bo lepszej współlokatorki mieć nie można, przynajmniej ja nie mogę. No ale rok akademicki się skończył, a ona zmieniła nie tylko uczelnię, ale też miasto. I w ten sposób nasze drogi się rozeszły.
Aktualnie jestem w pokoju z dziewczyną, która jest bardzo specyficzną osobą. I to raczej w negatywnym znaczeniu. Nie mówię, że nie da się z nią wytrzymać, bo z każdym się w jakimś stopniu da, ale jest to trudne.
Sandra na początku wydawała mi się dość nieśmiałą osobą. Pierwsze dwa tygodnie były w porządku. Bez szału, bez krzyków. Jednak po tym krótkim czasie zaczęłam zauważać coraz więcej denerwujących mnie rzeczy.
Nie lubię, kiedy ktoś ma twarz bez wyrazu przez cały czas. A ona potrafi cały dzień w ogóle nie stosować żadnej mimiki twarzy… Nigdy nie spodziewałam się, że taki szczegół jest w stanie wzbudzać we mnie tak negatywne emocje.
Czasem zdarza jej się siedzieć bardzo długo w jednej pozycji i patrzeć w ścianę. Nie wiem, jak dla Was, ale mnie zawsze ciary przechodzą. Przez całe ciało. Na szczęście często jej nie ma, więc rzadko ją tak widuję.
A teraz trochę jej charakter, który… no cóż, nie powala. Jej główne tematy, to praca i faceci, którzy, jej zdaniem, cisną się do niej drzwiami i oknami. Jakoś nie zauważyłam. No ale ciągle przychodzą do nie smsy, więc może jednak. Swoją drogą, to 30 wiadomości na godzinę i tak cały dzień, to strasznie denerwujące, bo nie chce przyciszyć telefonu i mi już bębenki pękają.
Dziewczyna, która chwali się, z iloma facetami to nie spała, to właśnie ten typ, którego całe życie unikałam. A tu taki peszek. No cóż… Przynajmniej się dowartościuję.
Sandra codziennie spędza ogromną ilość czasu na pielęgnacji twarzy. Nawet nie wiem, co ona sobie wciera, bo tyle tego jest…Tu muszę przyznać, że ma twarz gładziutką, bez jednego pryszcza, cud miód. I orzeszek. Zawsze zostawia po sobie tonę zapachu. Perfumuje się w takich ilościach, że jak wracam do mieszkania trzy godziny po jej wyjściu, to muszę wietrzyć pokój. I tak codziennie.
W dodatku nie mogę sobie razem z nią ugotować nic dobrego, bo ona niczego nie je. No może warzywa, owoce i chude mięso. Raz udało mi się namówić ją na pizzę, ale nigdy więcej. Wprawdzie bardzo jej smakowała, ale tyle po drodze ponarzekała, że zepsułam sobie nerwy do końca dnia. Więc nie będzie wspólnego gotowania.
Teraz w sobotę była rocznica mojego ulubionego serialu, o czym będzie jeszcze notka, miałam z tej okazji winko i poczęstowałam ją. Wypiła jedną lampkę i napisała do wszystkich swoich kolegów wiadomości o treści typu „Pragne Cie! :**”, czy „Co tam misiaczku? Przytulanko? ;**”. Jeszcze gdyby napisała to do jakiegoś chłopaka, który naprawdę jej się podoba, po dużej ilości alkoholu, to mogłabym to jakoś zrozumieć… Ale po jednej lampce wina wszystkim kolegom? Nie. I jeszcze mi się chwaliła, że odpisują jej bardzo zboczone treści. Sama jestem ciut zboczona, ale no bez przesady.
W dodatku raz mi się chwaliła, że rozwaliła kolejny związek jakiegoś kolegi. Jej największym osiągnięciem jest to, że chłopak, który jej się podoba, zdradził z nią swoją dziewczynę. I co tu myśleć o człowieku, który CHWALI się takimi rzeczami?
A to, czego się o sobie dowiedziałam, to duża odporność na osobę z takim charakterem. Przynajmniej jedna pozytywna rzecz z tego wypłynęła.
Zrezygnowałam niedawno z abonamentu w Legimi i szukałam czegoś, co go zastąpi. A ponieważ aktualnie…
Każdy z nas ma pewne tematy, które przyciągają go jak magnes. Takie, które siedzą nam…
Żałowaliście kiedyś jakiejś współpracy recenzenckiej? Ja trochę żałuję właśnie w tym momencie. Zrzutka Haywardów Janice…
Kopia doskonała Małgorzaty Rogali to thriller, którego fabuła w znacznej części dzieje się we Francji.…
Serial Śmierć i inne szczegóły (ang. Death and other details) z zapowiedzi wydawał się serialem…
Pamiętacie, jak tydzień temu zachwycałam się poprzednim odcinkiem Doctor Who? I jak miałam nadzieję, że…
View Comments
Studentka... Czyżby mieszkanie w akademiku lub małym mieszkaniu? Mieszkałam w akademiku przez 3 lata - to były chyba najlepsze lata w moim życiu :) no ale niestety mieszkanie z obcymi ludźmi uczy tolerancji... albo skutecznie szarpie nerwy.
W mieszkaniu, a z tą dziewczyną nawet w jednym pokoju. Na szczęście jestem cierpliwa, więc daję rady.
Współczuję Ci strasznie. Na szczęście ja trafiłam na osoby, z którymi od razu złapałam kontakt i wspólne obiadki są codziennością ; > to jednak nie znaczy że nie znam osób które są strasznie irytujące, bo w akademiku się sporo takich znajdzie ...
To zazdroszczę! No cóż, mam nadzieję, że ten niecały roczek szybko zleci i będę mogła poszukać nowego mieszkania i lepszych współlokatorów.
Zwykle tak bywa, że doceniamy jak stracimy :c
Mam nadzieję, że w końcu dojdziesz do porozumienia z nowa współlokatorka :)
Pozdrawiam!
Poprzednią współlokatorkę doceniałam cały czas. Świetnie się rozumiałyśmy, więc mam teraz za czym tęsknić - rozmowy do rana, wspólne obiadki, głupawki... Szkoda mi, ale nic nie zrobię.
Podziwiam Cię Zielona Małpo, za tą cierpliwość szczególnie. Nie zniosłabym z Sandrą ani jednego dnia, a jeśli już to wciąż wybuchałyby awantury. Jak długo masz zamiar wytrzymywać?
Do czerwca niestety. Całe szczęście, że ona tak dużo pracuje, więc w efekcie nie jest aż tak źle.
Ja przez 5 lat studiów tez miałam różne współlokatorki.. czasami jak wymieniałam sie z kolezankami ze studiów na temat zachowań współlokatorek, to niektóre sie w głowie nie mieściły. Dlatego cieszę sie, ze po pierwszym roku miałam swoj, oddzielny pokoj. Ciasny ale zawsze "własny" ;] Ja w ogole należę do osob, które lubia cisze i spokoj, lubią miec swoj kąt. No a jak wiadomo mieszkając z kims trzeba stać sie troche bardziej elastycznym. Kazdy jest inny, wchodzi do mieszkania z innymi zasadami, poglądami, nawykami i przyzwyczajeniami. Z niektórymi ciezko jest sie dogadac czy wytrzymac. Na ten temat mogłabym pisac i pisac..
A ta Twoja współlokatorka tez by mi do gustu nie przypadła, stwierdzam po tym, co piszesz o niej.. ;)
Pozdrawiam.
A ja się cieszę, że nie jestem sama w pokoju. Wolę jednak mimo wszystko jakiekolwiek towarzystwo, niż siedzenie samemu calutki dzień.
Ja bym osobiście nie wytrzymała, chociaż jeszcze mieszkam z rodzicami i nie mam zamiaru się wyprowadzić. Może po szkole. Gdyby ta Twoja współlokatorka tak siedziała i patrzała się w tą ścianę ubrana na czarno, pewnie nie mogłabym zasnąć. Nigdy nie zapomnę, jak wynajmowaliśmy domek na tydzień z moją przyjaciółką... niby taka kochana, a jednak tygodnia w czterech ścianach i wspólnym pokoju nie wytrzymałyśmy... no może, ledwo ledwo :D. Pozdrawiam.
Kobieta poker face :)
Mi się raz trafiła współlokatorka co chodziła spać o 21 i zabraniała mi mieć po tej godzinie nawet włączony komputer. Na szczęście jeździła do domu co weekend, bo miała blisko. Za to w niedziele przywoziła jeszcze ciepłą zupę w słoikach i chowała ją do lodówki... Za każdym razem jej mówiłam że tak nie wolno, ale... jak grochem o ścianę :-)
Współczuję!
Wiem, co to znaczy mieć współlokatorów, tak różnych od nas, i to nie tylko obok w pokoju, ale też w naszym...
Aż nie wiem, co napisać... a bardzo rzadko mi się to zdarza!
Współczuję. A tak pomyślałam, że może ona nie uśmiecha się, nie robi żadnych min, by nie mieć zmarszczek, jak długo tak pacykuje swoją twarz, to całkiem możliwa hipoteza. ;) :)