Moja wiara w Boga nigdy nie była czymś, czego się wstydziłam. Jako dziecko wpojono mi do głowy, że nie ocenia się ludzi po ich kolorze skóry, zainteresowaniach, czy religii. Mnie wychowano w ten sposób, a kogoś innego całkiem inaczej – i to jest w porządku.

Dorastając, zauważyłam, że ludzie z wiekiem tracą wiarę, przestają chodzić do Kościoła, uważają religię za przeszkodę i pozbywają się jej. Żyją sobie w “wolności” stosując motto: Sex, Drugs & Rock’n’Roll. Kiedy kończy się ich młodość, a przychodzi czas, żeby się ustatkować, nagle ich wiara wraca, robią wszystko tak, jak trzeba, żenią się, wychodzą za mąż i wychowują potomstwo. Co jednak dzieje się z tym okresem, kiedy w nic nie wierzą?

Dwa lata temu dowiedziałam się czegoś, co zmusiło mnie do przemyśleń. Miałam znajomego, który był chyba najweselszym chłopakiem, jakiego spotkałam. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w mojej obecności i obecności jego paczki nie miał uśmiechu na twarzy. Szczerze go lubiłam. W pewnym momencie straciliśmy kontakt. Niedługo później dowiedziałam się, że nie żyje. Powiesił się. A ja pomyślałam o nim akurat tego dnia, kiedy to się stało, mimo że już od tygodni nie pisaliśmy ze sobą, ani z jego znajomymi.

 

Niebo

Patrzyłam, jak niebo szlocha.

Ono płakało za ludźmi,

Którzy podjęli decyzję,

By nie być już ludźmi.

 

Patrzyłam na grzmoty krzyczące.

One wołały ludzi,

Którzy nie mieli siły

By odwlec odejście.

 

Patrzyłam na mury omszałe,

One pokryły się chwilą

Nieuwagi, by przypomnieć mi mogły

Ludziach, którzy odeszli.

2011

 

Po jakimś czasie dowiedziałam się od jego przyjaciela, że w szkole mój znajomy przeżywał piekło ze względu na swą tuszę. Nie było dnia, kiedy ktoś nie rzucał mu głupich komentarzy i nie popychał go z pogardą w oczach. Przeżywał to, co ja w podstawówce i gimnazjum, tyle że w moim przypadku wszystkie docinki dotyczyły “kujoństwa” i niezbyt atrakcyjnego wyglądu. Mnie przed tak drastycznym krokiem uratowała osoba, której nigdy nie poznałam i nigdy nie spotkam. W dodatku ciągle miałam wiarę i nadzieję, że będzie lepiej, że w końcu to się skończy i poznam wspaniałych ludzi, którzy będą wiedzieli, że z kujonem nie mam nic wspólnego. Ale czy mój znajomy miał wtedy wiarę? Niestety, chyba zdążył ją stracić. Inaczej nie unieszczęśliwiłby swojej rodziny i przyjaciela.

Nie trzeba wierzyć w Boga, można w przeznaczenie, karmę, czy nawet latającego potwora spaghetti. Ale warto. Bo dobrze jest mieć duchową przystań, do której można zawitać w trudnych chwilach. Wtedy łatwiej jest przetrwać.

Współczuję wszystkim nihilistom i ateistom. Nie uważam ich za kogoś gorszego, tak jak wyznawców innych religii traktuję na równi z sobą, po prostu współczuję ludziom, którzy w nic nie wierzą. Nie czują się chronieni. Nie mają bytu, do którego mogą zwrócić się w samotności i nie przeżywają niczego w duchowy sposób.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail