Tag: literatura polska

Tajemnicza śmierć Marianny Biel, czyli zbrodnia z humorem

Tajemnicza śmierć Marianny Biel, czyli zbrodnia z humorem

Ostatnim polskim kryminałem, po jaki sięgnęłam była prawdopodobnie książka Joanny Chmielewskiej. Od dziesięciu lat kompletnie nie chciałam czytać tego typu literatury, mimo że kryminał należy do moich ulubionych gatunków. Nie dogadałam się z Joanną Chmielewską (poza przewspaniałym Nawiedzonym domem) i zrezygnowałam z bliższego poznawania polskich pisarek kryminalnych. Nie czytałam nawet żadnej książki Katarzyny Bondy, o której tyle słyszę. Jednak mój wzrok przykuła okładka powieści o jakże bezpośrednim tytule – Tajemnicza śmierć Marianny Biel. Piękna ceglana kamienica na niebieskim tle i pies jako jeden z głównych bohaterów. Postanowiłam więc po latach dać jeszcze jedną szansę polskim pisarkom kryminalnym.

Read More Read More

Polska odwraca oczy, czyli mocny reportaż pisany prostym językiem

Polska odwraca oczy, czyli mocny reportaż pisany prostym językiem

Każdy widzi świat przez pryzmat własnych doświadczeń i tego, co usłyszał i przeczytał. Każdy też ma chwile zwątpienia, szczególnie, kiedy świadomie odbiera otoczenie i każdą informację przyjmuje z pewnym dystansem. Nie wszystko bowiem, co usłyszymy w mediach to prawda. Ale to już wiemy. Dlatego powstają reportaże takie jak Polska odwraca oczy Justyny Kopińskiej.

Read More Read More

Gniew, czyli pożegnanie z prokuratorem

Gniew, czyli pożegnanie z prokuratorem

Wszystkie pożegnania są trudne. Niektóre pozostawiają niedosyt.

W lipcu przeczytałam Gniew, czyli trzeci tom trylogii Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim. Trzeci, czyli ostatni. Trzeci, czyli pożegnanie.

Teodora Szackiego znów spotykamy w nowym miejscu. Tym razem los zaniósł go na północ Polski do Olsztyna. Spotykamy go w pewien mglisty późnolistopadowy dzień. Do miasta, w którym przyszło mu mieszkać, żywi skrajne uczucia. Podziw wymieszany z odrzuceniem, nienawiść okraszoną miłością. A licho nie śpi.Od razu przyznam, że Gniew okazał się najlepszą częścią trylogii o prokuratorze Szackim, czego się nie spodziewałam. Ewolucja charakteru Teodora, śledzona przez krótkie urywki z jego życia przez kilka lat, doskonale dopełniła się w tym tomie. Książka zszokowała na pierwszych trzech stronach, wciągnęła na kolejnych kilku i do końca podtrzymywała mój apetyt. A na zakończenie dostałam to, co lubię najbardziej i jednocześnie nienawidzę. Jak Szacki Olsztyn.

Jest 2013 rok, jesień w stanie zaawansowanym, pizga złem. Szacki zostaje wezwany do starego bunkra aby „odfajkować Niemca”, czyli do szkieletu prawdopodobnie należącego do niemieckiego żołnierza z czasów poprzedzających drugą wojnę światową. Widocznie w okolicach Olsztyna takie znaleziska są na porządku dziennym. Sprawa okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, ale nie dlatego, że czegoś brakuje. Bo wszystko jest na miejscu.

Zygmunt Miłoszewski w mistrzowski sposób opisuje przedziwną architekturę Olsztyna. Zdecydowanie ma talent do klimatycznego opisania każdego miasta, jakie tylko przyjdzie mu do głowy. Tak było z Warszawą i dokładnie tak samo z Sandomierzem. Bogatymi epitetami przenosi czytelnika na ułamek sekundy w inne miejsce i sprawia, że z zimna krew zaczyna płynąć wolniej w jego żyłach. Nawet w środku lata. Nawiązuje do charakterystycznych elementów i przedstawia je w krzywym zwierciadle, które okazuje się być po prostu cynicznymi oczami prokuratora Szackiego.

Gniew Zygmunta Miłoszewskiego to kopalnia świetnych przemyśleń. Zresztą jak cała trylogia. Momenty, w których spotykamy Szackiego, są momentami charakterystycznymi i przełomowymi w jego życiu, dlatego jego myśli nieraz błądzą w dość dziwnych kierunkach. Tym razem Szacki przede wszystkim musi nadać priorytety wartościom w życiu. Kariera? Rodzina? Kobieta?

Głównym problemem poruszonym w tej książce jest przemoc domowa. To coś, o czym każdy wie i ma świadomość, ale jednak trudno uwierzyć, że w domu obok może dziać się coś złego. Często ignoruje się oznaki przemocy w sąsiedztwie, bo przecież to nie nasza sprawa, a jeszcze gorzej, jeśli się pomylimy i spalimy do węgla swoją reputację w okolicy. Bo przecież ona jest najważniejsza. Przemoc domowa została pokazana z różnych perspektyw, dzięki czemu otrzymuje się wręcz panoramiczny obraz psychicznego i fizycznego nękania.

Po raz kolejny odniosłam wrażenie, że znalezienie sprawcy nie jest najważniejsze. Oczywiście, sprawiedliwości musi stać się zadość, ale to wnioski wynikające z samego szukania i analizowania sytuacji stanowią podstawę książki, czym świadczy ostateczny twist prowadzący do zakończenia.

Samo zakończenie, a właściwie kilkadziesiąt ostatnich stron, wzburza i szokuje, prowadząc do niedowierzania. Bo pojawia się tam wyższy cel, wściekłość i nieprzewidywalność.

Jeśli czytałeś poprzednie tomy, z pewnością będziesz czerpać przyjemność z nawiązań, które zostały tutaj przemyślnie ukryte. Sposób, w jaki zostały one wprowadzone, wzbudza w czytelniku melancholię, tym bardziej, jeśli ma on świadomość, że to już koniec.

I to już koniec.

Trylogia o prokuratorze Szackim jest pierwszą trylogią (i serią ogólnie), którą w całości przeczytałam po moim powrocie do czytania. Cieszę się, że trafiłam na tak świetną literaturę i odbudowałam moją wiarę w polską twórczość. Jeśli zastanawiasz się nad przeczytaniem dobrego kryminału i nie wiesz, po co sięgnąć, z czystym sercem i sumieniem mogę polecić tę trylogię. Zaznasz bardzo dojrzałego języka, konsekwentnie wykreowanej postaci głównego bohatera i pięknego tła w postaci trzech niekoniecznie najpiękniejszych polskich miast. I śledztwa, w którym sam proces dochodzenia do konkluzji jest równie ważny, co samo zamknięcie sprawcy za kratkami.

Recenzje poprzednich tomów:

     

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa