Kategoria: Z życia wzięte

Znajdziesz tu moje przemyślenia, obserwacje i trochę lifestyle’u.

Trwałość pamięci

Trwałość pamięci

Jedną z moich pierwszych inspiracji stał się obraz Salvadora Dali. Przez większość jest on raczej kojarzony.

Nie będę się tu specjalnie rozwodzić, ponieważ nie potrafię interpretować obrazów. Nie chcę też nikomu namieszać.

Jako mała dziewczynka, zobaczyłam miniaturkę tego obrazu w mojej grubej encyklopedii powszechnej. Ledwie dało się tam dostrzec szczegóły. Mimo to zachwyciłam się pięknem tego dzieła.

A jakie obrazy zachwyciły Was?

zielonamalpa

Ból Johnny’ego

Ból Johnny’ego

Słucham właśnie jednego z najlepszych i najbardziej poruszających coverów, jakie udało mi się znaleźć. Jest to „Hurt” w wykonaniu Johnny’ego Casha. Kto nigdy nie słyszał o tym panu, niech poświęci chwilę na zapoznanie się z jego życiorysem, utworami. Filmomaniaków odsyłam do dzieła kinematograficznego pt. Spacer po linie (2005) z Joaquin Phoenix i Reese Whiterspoon.

Kilka słów o Cashu: był on amerykańskim muzykiem country. Niektórzy historycy przyznają mu częściowy udział w stworzeniu dobrze znanego każdemu rock’n’rollla, obok Elvisa Presleya i Roya Orbisona. Najbardziej kojarzymy Johnny’ego Casha z jego tournée po amerykańskich więzieniach (jest to zawarte w filmie).

Jeśli ktoś poszuka sobie coveru Hurt, to usłyszy głęboki, drżący głos starszego człowieka. Niewiele wcześniej, przed nagraniem utworu zmarła jego żona June Carter. Nie potrafię pisać o czyichś uczuciach. Nawet o swoich czasem mi się nie udaje. Myślę jednak, że ból i tęsknotę, jaką słychać w głosie muzyka jest dowodem na to, że prawdziwa miłość istnieje. Nie zapewnienia w stylu „kocham Cię” czy zasypywanie prezentami, ale właśnie ta piosenka w wykonaniu Johnny’ego Casha.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

Małe rzeczy a wielkie prezenty

Małe rzeczy a wielkie prezenty

Święta święta i po świętach. Brzuszek pełen smakołyków: ciast, ciastek, ciasteczek, karpia, pstrąga, filetów w occie i innych pyszności. Oczywiście nie zabrakło pomarańczy i mandarynek. Z prezentów też jestem zadowolona (i to bardzo) mimo, że nie były to cuda niewidy za grube tysiące.

Po przerwie wracam do pisania notek (przepraszam moich fanów za brak notek w ciągu ostatnich trzech dni). Nie wiem, może jakiś wielbiciel gdzieś tam się ukrywa.

Oglądałam dziś na facebooku zdjęcia mojej sąsiadki. Jej dwie córeczki zostały dosłownie zasypane prezentami. Lalki, pluszaki, ubrania, zabawkowe piecyki… Ja nigdy nie dostałam aż tyle za jednym razem. Proszę nie szukać w moich słowach żalu czy zazdrości, bo w rzeczywistości ani jedno ani drugie przeze mnie nie przemawia. Ja zawsze dostawałam stosunkowo niewiele i mimo to nigdy nie czułam niedosytu. Najbardziej cieszyłam się z książek, które znajdowałam kiedyś co roku pod choinką.

Kiedy patrzę na dzisiejsze dzieci, jest mi ich trochę żal. Trafiłam kiedyś na pewien mądry cytat, który mówił, że jeśli nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy, to skąd pewność, że będziemy cieszyć się z dużych? Jest to jedna z najmądrzejszych i życiowych myśli, jakie znalazłam na przestrzeni lat. Osoba przyzwyczajana od dzieciństwa do posiadania wielu rzeczy, do udogodnień, będzie od życia zawsze chciała coraz więcej. W końcu pewnego dnia zapragnie tyle, że albo zacznie krzywdzić ludzi dookoła siebie, albo niemożliwość osiągnięcia tego uniemożliwi odczuwanie szczęścia. Więc lepiej korzystać z wszystkiego z umiarem. Tyle na temat posiadania.

Jak mówi pewna piosenka (swoją drogą, nie przepadam za nią specjalnie): cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest. Moim zdaniem to właśnie te małe rzeczy są w stanie nas uszczęśliwić. Wielkie tylko uzupełniają nasze życie o ekscytację oczekiwania, przyrost adrenaliny i ciekawe wspomnienia. Nie bójmy się być odrobinę szalonym, śmiania się, flirtowania, robienia głupich min do znajomych. Może to trochę dziecinne, ale życie w ciągu kilku chwil wydaje się piękniejsze. Dla mnie nie są ważne sukcesy w konkursach, wspaniałe oceny (obecnie już nie wiem co to takiego), lub inne tego typu duże sprawy. Oczywiście, dają mi ogromną satysfakcję, pokazują, że na coś mnie stać, ale o wiele bardziej cieszy mnie odwzajemniony uśmiech chłopaka w tramwaju, czy podziękowania za pomoc. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy w swoim życiu. Tego samego życzę każdemu, kto jakimś cudem trafił na mojego bloga. Reszcie również, ale oni muszą odkryć to wszystko sami, albo dopiero tu trafić.

Wracając do prezentów… Moi rodzice wiedzieli, co lubię i co mi się spodoba, znali mnie. Dlatego też zawsze trafiali z prezentami. W tym roku sama zasugerowałam, co chciałabym dostać, ponieważ mama miała problem z pomysłem. Nie chciałam nic wielkiego. Pod względem finansowym był to chyba najmniej kosztowny prezent odkąd pamiętam, ale ile radości mi przyniósł!

Szczęście zależy od nastawienia i postrzegania świata. Każdy z osobna musi znaleźć własny schemat odczytywania znaków i korzystania z nich.

 

Pozdrawiam serdecznie,

zielonamalpa

Adeste fideles

Adeste fideles

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć wszystkich radosnych dni spędzonych w gronie rodzinnym, pysznych dwunastu dań na wigilijnym stole, wielu prezentów i dużo zdrowia.

Wesołych Świąt!

 

Na koniec jeszcze jedna z najstarszych kolęd, Adeste Fideles:

Adeste Fideles – Pavarotti

 

zielonamalpa

Porządki we wspomnieniach

Porządki we wspomnieniach

Witam wszystkich w post-apokaliptycznym świecie.

 

Zainspirowana zmianami w moim życiu postanowiłam zrobić porządek w moim „pudełku ze wspomnieniami”. Zaczęłam od samego pudełka i przełożyłam wszystko do innego, większego. W końcu wspomnień ciągle przybywa.

Podzielę się kilkoma wspomnieniami. Resztę zachowam dla siebie.

Jako pierwszą trzymam w ręku listę  „Co w Tobie kocham?” napisaną dla mojego byłego chłopaka. Właściwie jest ona dowodem na to, że miłość, jako wyraz, straciła swoje znaczenie na przestrzeni lat. Nadużywając słów „kocham Cię” doprowadziłam do tego, że mogę je powiedzieć o wszystkim. A nie powinno tak być. Podoba mi się pewna starojapońska tradycja mówiąca, że te dwa słowa mówi się tylko raz w życiu. Wtedy nie mają szans stracić swojej wartości.

Kolejną rzeczą jest płyta z filmem i zdjęciami z mojej studniówki. I czerwona podwiązka. Było to 3. lutego tego roku. Mróz dochodził do ponad -20 stopni.  Wtedy chyba zaczął walić się mój związek z Pawłem. Ogólnie? Nic ciekawego.

W pudełku znajduje się też koperta z szyfrem, którym wraz z koleżankami pisałyśmy sobie zakodowane wiadomości. Dawne czasy. Chyba przełom podstawówki i gimnazjum. W kopercie jest pełno liścików, w których obgadywałyśmy innych, albo dzieliłyśmy się sekretami. Oczywiście nie mogło zabraknąć najnowszych informacji o naszych miłostkach.

Kolejną częścią są zaproszenia: na wesele mojego kuzyna, kilka na urodziny znajomych, na pięciolecie kółka teatralnego, w którym byłam i na rozstrzygnięcie konkursów literackich. Moi rodzice dowiedzieli się, że piszę wiersze dopiero, kiedy pocztą przyszła informacja o rozdaniu nagród. Wcześniej, w gimnazjum, zawsze to nauczyciel dostawał tę informację, osoby (prawie) dorosłe, w szkołach średnich  traktuje się już inaczej i powiadamia bezpośrednio. Te zaproszenia mają dla mnie ogromne znaczenie. Pokazują mi, że moje wiersze mają jakąś wartość.

Mam też w pudełku arkusze przebiegu moich dwóch egzaminów na prawko. Są one dowodem na to, że stres może mnie pokonać, ale z drugiej strony to ja jestem w stanie poskromić stres. Przy pierwszym podejściu nie udało mi się zdać, przy drugim odniosłam pełne zwycięstwo.

Widzę tu kilka rękopisów moich pierwszych utworów. Do nich mam ogromny sentyment, ponieważ początki tworzenia ukształtowały częściowo moją obecną twórczość.

Mam tu też słonika na szczęście i karteczkę z życzeniami „Matury na sto procent”. Mam raczej pozytywne wspomnienia z matur. Najbardziej stresowałam się przed fizyką. Ale dałam jakoś rady. Najbardziej zdziwiło mnie to, że ustną z języka angielskiego zaliczyłam na sto procent. Nie twierdzę, że była trudna, ale sposób punktowania uważam za dość niefortunny.

Jest tu jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Mniej i bardziej ciekawych. Wszystkie jednak są dla mnie ważne, bo każdy dzień, każde wydarzenie i każda znajomość kształtuje nas w pewnym stopniu.

Przejrzenie i uporządkowanie „pudełka” nie jest jedyną ważną rzeczą, którą dziś zrobiłam. Schowałam bowiem przedmioty, które przypominały mi o moich byłych. Maskotki Pawła pozbędę się przy najbliższej okazji, pocztówkę, którą dostałam na początku naszej znajomości, schowałam do pudełka, „wiersz”, który dla mnie napisał, również, a blaszany kwiat – prezent na dzień kobiet od Piotrka, schowałam tymczasowo do innych ozdóbek, jeszcze nie wiem, jak się go pozbyć, bo wyrzucić szkoda.

W końcu mogę powiedzieć, że jestem wolna. Wolna od wszystkiego, czego sama nie chciałam puszczać. Aby być szczęśliwą musiałam zrezygnować ze swojej przeszłości. Jakiś czas temu spotkałam się z powiedzeniem, że przeszłość jest to miejsce, które można odwiedzać, ale nie powinno się tam dłużej pozostawać. Bardzo pasuje do mojej aktualnej sytuacji.

 

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,

zielonamalpa

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa