Geneza Planety Małp, czyli pierwsza małpa atakuje

Geneza Planety Małp, czyli pierwsza małpa atakuje

Wyobrażasz sobie małpy wszędzie? Małpy atakujące miasta, małpy zbierające armię, małpy wślizgujące się chyłkiem kanałami, małpy tak inteligentne jak człowiek? Małpy przejmujące świat? Wszystko zawsze zaczyna się od jednej małpy. Zielonej Małpy.

Może odrobinę przeginam z moją osobą w świecie opanowanym przez inne człekokształtne. Nie powiem jednak, że przez chwilę nie wyobraziłam sobie siebie w roli przywódcy małpiej gromady… Ach marzenia!
Cała seria Planety Małp jest doskonale znana moim rodzicom. Filmy poszczególnych reżyserów różnią się między sobą i mam w planach obejrzeć wszystkie filmy z serii, aby przekonać się, na czym polegają te różnice. Jeden element łączy jednak całą franczyzę, a jest nim planeta opanowana przez małpy.
Geneza Planety Małp z 2011 roku zdaje się być całkiem nową interpretacją tytułu. Tutaj planetą jest nasza ziemia. Naukowcy pracujący nad nowoczesnym lekiem na choroby związane z obumieraniem komórek w mózgu, nie boją się eksperymentować na szympansach. W wyniku takich eksperymentów na świat przychodzi mały szympans. Przez okoliczności, w jakich pojawił się na świecie, zostaje on wzięty w opiekę przez jednego z naukowców – Willa Rodmana (James Franco).
W filmie została przedstawiona historia dojrzewania niezwykłej małpy (jak myself) oraz radzenia sobie z problemami jej opiekuna Willa. Myślę, że ważne jest tutaj imię wspomnianego wyjątkowego szympansa – Ceasar. Idealnie obrazuje postać i można je uznać za swego rodzaju przepowiednię co do roli w całej trylogii. Póki co, mało małp na tej planecie, ale to dopiero pierwszy film trylogii. Wszystko może się zmienić.
Pięknie przedstawiona została opowieść o wewnętrznym buncie Ceasara, bólu spowodowanym rozstaniem i stratą, a także o inności, która czasem boli bardziej niż złamany obojczyk. Udało mi się dostrzec w filmie pięć stopni żałoby, które ukształtowały głównych bohaterów. Każdy z nich coś stracił i każdy musiał się z tym poradzić. A dodatkowo przebijała się tu na pierwszy plan wewnętrzna walka Ceasara między naturą a wychowaniem.
Oryginalny film Planeta Małp z 1968 roku widziałam dawno temu w telewizji, więc trudno będzie mi cokolwiek porównać. Jedyna rzecz, która rzuca się w oczy tylko po obejrzeniu kadrów z obu filmów, to sposób przedstawienia małp. W latach 60. XX wieku możliwości technologiczne były bardzo ograniczone, co wyraźnie wychodzi na porównaniu. Wtedy stosowano maski i skomplikowane charakteryzacje, natomiast obecnie w pełni wykorzystuje się CGI. Małpom z 2011 roku niewiele brakuje, żeby na ekranie móc w pełni kupić ich prawdziwość. Bardzo niewiele.
Jakie jest przesłanie Genezy Planety Małp? Uważajmy, na kim eksperymentujemy.
Czy obejrzę kolejny film trylogii? Z całą pewnością!
Co podobało mi się w filmie najbardziej? Przesłodki młody Ceasar!
FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail
Comments are closed.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa