Rozdwojenie jaźni, czyli mam dwa typy mężczyzn

Rozdwojenie jaźni, czyli mam dwa typy mężczyzn

Kiedy ktoś zadaje ci pytanie, jaki jest twój typ faceta lub kobiety, zazwyczaj potrafisz bez większego wahania określić jakieś trzy jego cechy. Oczywiście wygląd się nie liczy, jest tylko dodatkiem, a najważniejszymi okazują się takie cechy, które sprawią, że nie będziesz się z nim (bądź też nią) nudzić, dogadacie się i będziecie wobec siebie wyrozumiali.
U mnie ta kwestia nieco się komplikuje, bo mam dwa typy mężczyzn.

Zanim jednak przejdę do moich dwóch typów mężczyzn, opowiem, jak wyglądała moja przygoda z różnymi… no cóż… typami.

Pierwsza klasa podstawówki

Jeśli powiem ci, że pierwszy chłopak, na punkcie którego oszalałam i który stał się wyznacznikiem mojego ówczesnego typu, chodził ze mną do klasy już w podstawówce, i to w pierwszej klasie, powiesz, że szybko zaczęłam? Tu muszę potulnie przyznać się, że uległam presji otoczenia. W klasie miałam dwóch chłopaków, jeden szczupły i zainteresowany sportem, a drugi gruby i niezbyt zainteresowany czymkolwiek. Kiedy więc koleżanka z klasy kazała mi określić, który z chłopaków mi się podoba, musiałam wybrać szczupłego, bo nie było takiej opcji, żebym nie wybrała żadnego. I takim oto sposobem pięć dziewczyn z klasy podkochiwało się w jednym chłopaku.
Kolega ten stał się wyznacznikiem „mojego typu” na kilka następnych lat.

Koniec podstawówki

Kiedy w wakacje między piątą a szóstą klasą podstawówki pojechałam na dwutygodniowe kolonie, po raz pierwszy w mojej głowie uformowała się jakaś koncepcja własnego typu mężczyzny. A wszystko oczywiście przez opalonego blondyna o włosach tak jasnych jak spalona słońcem pszenica. Do dziś z sentymentem wspominam te włosy i tę opaleniznę. A potem przez dwa lata podkochiwałam się właśnie w chłopakach, którym było najbliżej wizualnie do mojego kolonijnego kolegi.

Gimnazjum

Moja blond koncepcja została silnie zaburzona gdzieś w drugiej klasie gimnazjum, kiedy to przepadłam dla kolegi z klasy. Problem polegał na tym, że ten kolega bardzo mocno różnił się od chłopaka z kolonii. Zarówno wizualnie, jak i generalnie. Był szatynem, trochę przy kości, niezbyt miły (ale tylko dla mnie) i roztrzepany, jak białko do bezy. Wtedy zrozumiałam, że nie o wygląd w życiu chodzi, ale o coś więcej. Niekoniecznie też o wnętrze, bo jak już wspomniałam, był on dla mnie niemiły, łagodnie mówiąc. Wizualne elementy „mojego typu” zostały więc w dużym stopniu zastąpione cechami charakteru i czymś, co nazywa się czasem chemią.

Liceum i pierwsze prawdziwe romanse

Kiedy skończyłam gimnazjum ze złamanym sercem, bo wspomniany kolega z klasy nie polubił mnie do ostatniego dnia, postanowiłam poszukać swojego szczęścia nieco dalej niż w klasie czy w szkole. Tak się złożyło, że akurat poznałam kogoś i wpadłam po uszy. On jednak dość mocno popsuł moją koncepcję idealnego chłopaka, udowadniając, że pozory mogą bardzo mylić. Wtedy jednak pojawił się w moim życiu ktoś, kto ostatecznie przekonał mnie, że nie warto mieć w życiu „swój typ”. Był on bowiem absolutnym przeciwieństwem tego, czego wtedy chciałam. Ale był tym, czego potrzebowałam. I dlatego porzuciłam wszystkie dotychczasowe koncepcje idealnych drugich połówek.

Moje dwa typy mężczyzn

Nie jest jednak tak, że nie mam swojego typu. Siedzi on właśnie koło mnie i przegląda sobie internet, szczerząc przy tym zęby w ten charakterystyczny dla siebie sposób.
Dwa typy, o których chciałam docelowo napisać, to typy mężczyzn w literaturze i serialach. Zauważyłam bowiem, że generalnie występują tam dwa typy głównych męskich bohaterów.
Do pierwszego typu zaliczają się ułożeni i grzeczni romantycy, którzy czasem tylko zapominają o swojej romantycznej stronie, a rolą kobiecej protagonistki jest odkrycie w nich tej strony. Oni zawsze wiedzą dokładnie, co powiedzieć, jak się zachować i czego nie robić w danej sytuacji. Podchodzą do życia z postawą realisty, czasem tylko dając się ponieść wyobraźni. Za cel stawiają sobie bycie idealną wersją samego siebie. A wszystko to robią nieświadomie.
Ich największym problemem są życiowi buntownicy, którzy już na pierwszy rzut oka przyciągają wzrok swoim wyglądem. Skórzane płaszcze, czarne ubrania, czarna kredka na linii wodnej, piercingi i ciężkie buty to tylko niektóre elementy ich wizerunku. Najważniejszy to oczywiście zniechęcony wyraz twarzy i „oczy, w których widać tyle bólu, że dupa mała”. Oni niczego nie traktują poważnie. To znaczy niczego i nikogo poza obiektem swoich najgłębszych (przy okazji dobrze skrywanych) uczuć.
Na ekranie przeważnie lepiej sprzedaje się buntownik. Ciężko bowiem o dobrą chemię między ułożonym facetem a dobrze ułożoną kobietą, która często właśnie tak jest przedstawiania. Znaczniej rzadziej to ona jest buntowniczką. Jakoś łatwiej w tej roli wyobrazić sobie mężczyznę. I ja sama przyłapuję się na tym, że paruję w głowie główną bohaterkę z buntownikiem, zamiast z tym dobrze ułożonym ideałem. Ideały mają to do siebie, że nie istnieją, więc zawsze im bohater wydaje się bardziej idealny, tym prędzej zaczyna mnie skręcać na jego widok. Dlatego na ekranie wolę buntowników ze złotym sercem i to właśnie jest mój typ literacko-serialowy.
Gdybym miała jednak wybrać sobie chłopa z jakiegoś serialu czy książki do bycia z nim, z całą pewnością zrezygnowałabym z buntownika. W realnym świecie wolę bowiem święty spokój, a z buntownikiem go nie zaznam.
I tak właśnie przedstawiają się moje dwa typy mężczyzn w literaturze i serialach. Zastanawiam się, czy nie napisać zestawienia moich ulubionych ciach, ale to za jakiś czas.
FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail
Comments are closed.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa