Miesiąc: Sierpień 2017

Herbatka z arszenikiem. Czy dałam się otruć?

Herbatka z arszenikiem. Czy dałam się otruć?

Czasem dostrzegamy coś kątem oka. Czasem podchodzimy bliżej. I czasem, ale tylko czasem, okazuje się, że było warto.

Będąc ostatnio w bibliotece, postanowiłam zerknąć na regał z nowościami. Tak naprawdę nie chciałam tego robić, bo przyszłam jedynie oddać zaległą książkę. Już z daleka w oczy rzucił mi się intensywnie jasnozielony grzbiet. Podeszłam więc bliżej, wysunęłam książkę z rzędu i moim oczom ukazała się jedna z najładniejszych okładek, jakie ostatnio widziałam. O intrygującym tytule już nie wspominam.

 

Książka ta to Herbatka z arszenikiem autorstwa Robin Stevens. Jak wiecie, mam słabość do nieznanych mi pisarzy i sięgania po przypadkowe pozycje w bibliotece. Dlatego mój blog nigdy nie będzie odwiedzany przez miliony książkoholików spragnionych recenzji najnowszych bestsellerów. Chyba, że nagle wszyscy przestaną biegać za nowościami, a zaczną za wartościami.
 
Hazel zostaje zaproszona do domu swojej przyjaciółki Daisy na ferie i przy okazji na jej urodziny. Podczas podwieczorku, nazwanego przez mamę Daisy herbatką, dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Jeden z gości zaczyna źle się czuć… i umiera. Wszystko wskazuje na otrucie. Hazel wraz z przyjaciółką próbują rozwikłać zagadkową sprawę śmierci gościa.

Herbatka z arszenikiem okazała się kryminałem dla dzieci. Przyznam, że nie tego oczekiwałam po 350-stronicowej baryle. I przyznam też, że nie przeczytałam blurba na tylnej okładce. Więc mogę winić tylko siebie. Ale czy jest za co?

Domyślam się, że autorka tego kryminału inspirowała się takimi klasycznymi dziełami, jak przygody Sherlocka Holmesa czy też powieści Agathy Christie, gdyż sposób rozwijania fabuły bardzo przypominał mi właśnie książki królowej kryminału. W charakterystyczny sposób zostały przedstawione osobowości i elementy wizualne postaci, a także miejsce akcji doczekało się wyrazistego opisu (wraz z mapką dla wzrokowców).

Akcja powieści dzieje się w 1935 roku, co wynika z moich skomplikowanych obliczeń (i chyba było to też wspomniane gdzieś w treści), więc nie ma co oczekiwać po książce jakichś wielkich innowacji śledczych. Ot, zastosowanie dedukcji, abdukcji i szczegółowych obserwacji. Ale przyznam, że właśnie przez metody myślowe lubię klasyczne kryminały. Niestety, nadmierne komplikowanie sytuacji i dodawanie całej masy współczesnych metod antropologicznych i ogólnie naukowych ułatwia schwytanie sprawcy, ale odbiera często książce uroku. Dlatego tym bardziej doceniam właśnie takie perełki.

Herbatka z arszenikiem została napisana z perspektywy nastolatki, co początkowo stanowiło dla mnie jakąś barierę. Jednak bardzo szybko udało mi się przeskoczyć na jej tryb myślenia i postrzegania świata, więc czerpałam z lektury sporą przyjemność. Zresztą, główna bohaterka była bardzo rezolutna i dojrzała emocjonalnie, więc tak naprawdę nie miałam problemu, by się z nią utożsamiać.

Po tym, jak już dowiedziałam się, że Herbatka z arszenikiem to książka przeznaczona dla dzieci i młodzieży, obawiałam się, że świat dorosłych zostanie pominięty lub przynajmniej strywializowany. Na szczęście okazało się, że autorka po prostu przedstawiła go z perspektywy nastolatki żyjącej w latach 30. XX wieku. A sama książka wbrew mrożącemu krew w moich herbatolubnych żyłach tytułowi okazała się przyjemnie lekkostrawna.

Przy okazji rzuciło mi się w oczy nieznane mi wydawnictwo Dwukropek, które jest jeszcze świeżym tworem nastawionym na wydawanie dobrej literatury dziecięcej. Jeśli pozostałe książki będą na podobnym poziomie co Herbatka z arszenikiem, to życzę im ogromnego sukcesu. Opisywana powieść jest drugim tomem serii, więc można chyba oczekiwać kolejnych przygód Hazel i Daisy.

Generalnie książka ta okazała się naprawdę przyjemną lekturą, powrotem do klasycznej konwencji kryminału i idealnym przerywnikiem między innymi powieściami. Jeśli więc masz ochotę na coś lekkiego jak beza, a jednocześnie nie tak słodkiego jak beza, to z całą pewnością i czystym sumieniem mogę polecić Herbatkę z arszenikiem Robin Stevens.
12 małp, czyli zabawa w naprawianie świata

12 małp, czyli zabawa w naprawianie świata

Wracasz właśnie z konferencji. Wsiadasz do samochodu, coś w lusterku przyciąga nagle twoją uwagę. Na tylnym siedzeniu leży spocony i zakrwawiony mężczyzna, który zaczyna wygadywać bzdury. Coś o podróży w czasie i apokalipsie. Porywa cię, robi zamieszanie i rozpływa się w powietrzu. Ale zanim znika, mówi, że koniecznie musisz być w konkretnym miejscu za dwa lata. Co robisz?

Read More Read More

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa